3 maja 2017 roku w Gdańsku

Gdańsk, 4 maja 2017

Piotr Kuropatwiński

Majówka 2017 roku przy pomniku J. Piłsudskiego – czy warto było?

Nagłośniony przez media marsz ONR w Warszawie przyciągnął uwagę, choć jego liczebność nie porażała: była rzędu kilkuset osób (warto na zimne nie tylko dmuchać, byli warszawiacy, którzy dali świadectwo czujności). Po przygodach grupy KODu na symbolicznym pogrzebie Inki i Zagończyka pod koniec sierpnia 2016 roku przed Bazyliką Mariacką ze zlotem ONR-owców nie dziwię się, że apel zamieszczony na FB przez Agnieszkę zmobilizował kilkudziesięcioosobową grupę „naszych” do poświęcenia kilku kwadransów święta Konstytucji 3 Maja na spotkanie przed Galerią Bałtycką i pomniku JP (dla ścisłości: Józefa Piłsudskiego) we Wrzeszczu.

Kwadrans czekania, kolejny kwadrans na dojście do pomnika Marszałka (mało kto zauważa stojący niedaleko granitowy posąg Chrystusa) i co widzimy: grupę w większości starszych mężczyzn, do których przemawia dość składnie ale przecież bałamutnie lider organizacji firmującej event. (90 procent czasu ogólne teksty z refleksją historyczną nadające się do komentowania, 10% pseudo logiczne wywody o tym, kto bruździ we wdrażaniu naszej wizji jakoby Wielkiej Polski opartej o zasady typu: prawda jest tylko jedna i my ją znamy, kto nie jest z nami przeciwko nam jest etc. etc.).

Obok nas ustawia się grupka z flagą w kolorach tęczy. Nasz scenariusz zakłada brak symboli prócz biało czerwonych akcentów; szeroki przekrój wieku, płci i strojów tworzy barwny kontrapunkt do w większości szaro czarnej grupy stojącej na tle białoczerwonego bannera z czarnym orłem (sic!) zwróconym gniewnie na zachód. (jak to mawiali „bracia” sowieci: a wasz orioł wsiegda na zapad smotrit)[i].

Symbole mówią nam o ich nosicielach niekiedy więcej niż słowa: gniewny malowany czarną kreską orzeł zwrócony do widza lewą stroną spogląda z bannera LOS[ii] na zachód okiem pełnym surowej nagany. To stamtąd przychodzą przecież obecne zagrożenia czystości etnicznej, globalny kapitał i inne straszności – niekiedy pod tęczową flagą!.

Koleżanki i koledzy spod takiej flagi reagują głośno na niektóre fragmenty narracji lidera LOS-u, zapał polemiczny udziela się nawet niektórym z nas. Jakaś telewizja kręci, nasi też robią zdjęcia i filmy, z boku grupa policjantek i policjantów przygląda się rozwojowi sytuacji podśmiechując się pod nosem.

Po kilku chwilach, gdy się obie grupy trochę wyżyły, składamy białe róże do wspólnego bukietu - mała delegacja naszych pań kładzie go u stóp kamiennego Marszałka i robimy rząd – idziemy stamtąd. Jeszcze kilka wspólnych zdjęć i wracamy do zwykłej świątecznej codzienności.

Jak oceniamy naszą sprawność w 10 stopniowej skali – pytam się po chwili animatorkę naszej energii, Agnieszkę. Pojawia się liczba 3 (moja ocena była na 7) – Agnieszka dodaje kwalifikujące uwagi. Szybkość mobilizacji niezła, liczebność także spora (było nas na oko razem 2-3 razy więcej niż LOS-owców). Warunków do dialogu nie było. Trudno się dziwić: oceniamy LOS jako klon ONR a z nimi do partii szachów raczej nie warto siadać (mogą wywrócić szachownicę i zrobić jakieś inne halo).

Jakie wnioski?

Potrafimy się zmobilizować, potrafimy się dobrze czuć wśród swoich, poznajemy otoczenie, ale chyba powinniśmy dążyć do gry w innej lidze, odpowiednio się do tego przygotowując. W każdym razie kolejne doświadczenie za nami.

zdjęcia: Piotr Paszkiewicz

 


[i] Dla nieznających języka Tołstoja: a wasz orzeł zawsze patrzy na zachód

[ii] Liga Obrony Suwerenności