Dialogi kocio-ludzkie cz. IV

Pani Mysz

No i stało się. Miałam co prawda cień nadziei, że może się uda, ale dwie sylwetki siedzące niczym posągi w przedpokoju, sugerowały całkowite niepowodzenie moich planów.
- miauuu – pierwsza odezwała się Kiara - Kiedy przestaniesz się wygłupiać? Spytała zaczepnie, acz spokojnie.
Zignorowałam pytanie i przeszłam do kuchni. Ostentacyjnie okazywałam brak zainteresowania. Układałam naczynia w zmywarce, porządkowałam okruchy na blacie, zagotowałam wodę w czajniku. Wszystko działo się niby normalnie. Jednak czworo, utkwionych we mnie oczu sprawiało, że czułam się więcej niż niekomfortowo.
Mimo to, postanowiłam grać dalej. Zaaferowana krzątałam się dookoła. Wstawiłam jedzenie do mikrofalówki, po czym zupełnie nie wiedzieć czemu, włączyłam ekspres do kawy. Zaczęłam obierać jabłka na przemian z ziemniakami i generalnie wykonywałam mnóstwo niepotrzebnych, chaotycznych czynności.
- mrau – usłyszałam nagle. Było to bardzo ciche i spokojne „mrau”, a mimo to poczułam je gdzieś w okolicach rdzenia mózgu. TEGO Nie byłam w stanie zignorować. Odwróciłam się więc w stronę gdzie siedziały obie kocice.
- Słucham? - spytałam niby to obojętnym tonem.
- Protestujemy – oświadczyły obydwie zgodnym miaukiem
- Znowu? – wydęłam wargi – ostatnio też protestowałyście i co…?
- To co zwykle – odpowiedź Kiary była miażdżąca.
No tak, z kotami jeszcze nikt nie wygrał. Nie raz próbowałam przekonać je do niektórych kwestii… a to do szeleczek i spacerów na smyczy – porażka. A to do nie wchodzenia na stół kiedy jest obiad na stole – klęska, lub do …
- Jesteście za grube -powiedziałam – tak stwierdził weterynarz – dodałam, posiłkując się autorytetem, było nie było eksperta. - „Ma pani w domu dwa tłuste koty”– tak mi powiedział –  dodałam.


Na „tłustych kotach”nie zrobiło to żadnego wrażenia. Dalej tkwiły w kącie przedpokoju niczym dwa włochate sfinksy. - Czułam, że mój własny autorytet słabnie więc dodałam -  Nie będę się więcej za was wstydzić! Od dzisiaj dieta i KONIEC! KROPKA!  
Po wygłoszeniu tego oświadczenia odwróciłam się ostentacyjnie pokazując kto tu rządzi.
- Aha! Jasne - mruknęła do czarnej kocicy Biana.
- Tak właśnie – potwierdziłam, nadal nie patrząc w kierunku kąta koło wejścia do pokoju. Po chwili, siląc się na to by mój głos brzmiał pewnie i jednoznacznie oznajmiłam - Robię to dla WAS!
Po chwili wymownej ciszy, już mniej pewnie dodałam - Popatrzcie na to pozytywnie, to DOBRA ZMIANA!
- Biana, słyszałaś? – Kiara zwróciła się do szarej całkowicie mnie ignorując – Czy ona powiedziała „dobra zmiana”?
- Powiedziała – przytaknęła Biana z miejsca gdzie zwykle stały miski z kocim jedzeniem.
- Czy to ci czegoś nie przypomina? – nadal rozmawiały ze  sobą jakby zupełnie mnie nie było.
- Przypomina – szara znów kiwnęła łebkiem i dodała – Słyszałam i to nie raz. Najpierw siedzi, ogląda te obrazki i tak śmiesznie rusza rękami – wiesz, tam gdzie nie wolno nam wchodzić i trącać łapką bo się gniewa i krzyczy, że włazimy na kla..yyy.. klawa… no jakąś tam turę. Potem mówi coś w rodzaju: „Dobra zmiana ! – jasne ! - dla kogo?” i jeszcze „Dobra zmiana na gorsze”, albo jakoś tak się śmiesznie wykrzywia.
- Tak, tak – kontynuowała czarnula – i jeszcze tak oddycha jakby długo polowała na mysz, która właśnie jej uciekła spod łapek tfuu…, tego co mają dwunogi –
- …rąk – podpowiedziałam mimochodem
Przerwało to barierę wrogości, która nagle jakby niezauważalnie zaczęła narastać w naszym małym kocio-ludzkim światku.
A skoro już zaczęłam…
- Podyskutujmy… - zaoferowałam ostrożnie – jestem… hmmm… - tu musiałam wziąć naprawdę głebooooki oddech… - otwarta na wasze argumenty.
- A to ciekawe – skomentowała Kiara – najpierw podejmujesz decyzję potem chcesz dyskutować ??
Spoglądała na mnie wymownie jakby chciała mi o czymś przypomnieć. Niemożliwe! To nie mogło być…  fala wstydu zalała moje policzki. Przecież nie mogłam postąpić jak … Zezłościłam się na samą siebie, jednocześnie gorączkowo szukając w miarę honorowego wyjścia z tej sytuacji.
- …No dobra, może przesadziłam zabierając wam miski, bez uzgodnienia zmian z wami – skapitulowałam – ale robiłam to dla waszego dobra – dodałam w nadziei, że moja porażka będzie mniej dotkliwa. - Wiecie co weterynarz mówił o chorobach spowodowanych otyłością u kotów? – zapytałam z rozpaczą w głosie – Zależy mi na was! – dodałam dramatycznie
Tym razem pierwsza wyciągnęła do mnie łapkę Kiara. I to dosłownie, podeszła i lekko mnie pacnęła.
- Głuptasie – miauknęła – wiemy. I zrozum, że my nie protestujemy przeciwko pewnym mrrr…modyfikacjom, ale przeciwko metodom ich wprowadzania – wyjaśniła pouczającym tonem. - Dlatego – popatrzyła mi głęboko w oczy - następnym razem, jak wpadniesz na jakiś genialny plan zmiany na dobre, najpierw pogadaj z nami.
- Coś w rodzaju konsultacji społecznych? – spytałam.
- Nie wiem co to jest – wtrąciła się Biana – ale brzmi mądrze.
- Bo to jest mądre – odparłam. - Tak robią ludzie zanim podejmą decyzje dotyczące życia innych ludzi – starałam się to objaśnić jak najprościej, czując przy tym,  jak mój autorytet odbudowuje się , dzięki dorobkowi ludzkości w zakresie demokracji.
- Naprawdę? – Kiara była szczerze zaskoczona – Ludzie pytają innych o zdanie zanim coś zrobią?? Nie sądziłam – dodała – że potraficie tak działać. - W jej miauku słychać było coś na kształt podziwu.
Znów poczułam, że się czerwienię ze wstydu, ale nie tylko za siebie. MUSIAŁAM (!) powiedzieć im PRAWDĘ.
- więc…eee – zająknęłam się – tak naprawdę…to… - stękałam - noooo nie wszyscy…
- Tak myślałam – ponuro mruknęła czarna kocica
- Poczekaj, nie jest jak myślisz – tłumaczyłam gorączkowo – wymyślili to mądrzy ludzie, kiedy zrozumieli, że narzucanie czegoś siłą, powoduje tylko więcej zamieszania niż pożytku.
- Aha! Mów dalej - poprosiła kocica.
- Noo więc, tak pomyśleli, że lepiej jest pozwolić ludziom decydować, niż coś narzucać. Nawet jeśli podejmowanie decyzji dłużej trwa i jest więcej zamieszania – mówiłam - to jest to lepsze niż podejmowanie decyzji za kogoś, bo…
-…ludzie robią coś dla siebie, a nie bo muszą – dokończyła Biana
Popatrzyłam na nią z podziwem. Ta szara kotka, którą zawsze miałam za mniej rozgarniętą od czarnuli, zrozumiała ideę demokracji, lepiej niż niejeden człowiek!
- Dokładnie tak jest! – potwierdziłam.
- I dlatego chodzisz na te demo… coś tam? Bardziej stwierdziła, niż spytała Kiara. Żeby móc decydować? Wiesz, rozumiem cię – miauknęła.
Polizała łapę jak zawsze kiedy nad czymś intensywnie myślała.
Po chwili ciszy, odezwała się spokojnym tonem -  dziś jesteśmy zmęczone tym wszystkim ale może zrobimy KOTsultacje jutro?
- Dobry pomysł – podchwyciłam. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam obie. A dotykając obu futer pomyślałam sobie: zdecydowanie wolę wolę KOTsultacje od KOTestacji!

Po czym rozeszłyśmy się do swoich zajęć, ja do komputera, koty na sofę.