Czy konie mnie słyszą?

Czy konie mnie słyszą? Chyba nie… Stado perszeronów jak co miesiąc karnie podąża ku wodopojowi i tam spija z ust swojego przewodnika kolejne prawdy objawione – a to, że wkrótce trawa będzie zielona (a nie jest bo poprzednie stado wszystko wyżarło a na odchodne zostawiło po sobie samą gnojowicę), a to, że już niedługo nastanie raj na ziemi i tętent oraz rżenie koni słyszalne będzie na całym świecie. A ponad wszystko usłyszy jak Przewodnik blisko jest, wręcz coraz bliżej, obok tej prawdy o tym kto wytruł okoliczne stawy i jeziora… Całkiem niedawno pokrzykiwał butnie i głośno – dziś widać, że traci rozpęd, słabnie, niepewnie zaczyna się rozglądać na boki. Już tylko na comiesięcznych spotkaniach przy wodopoju ożywia się trochę i pokrzykuje. Staje się nieufny, wszędzie wietrzy podstęp, często traci cierpliwość i szybko się denerwuje. Czuje, że inni z jego obozu zaczynają unosić się na palcach a nawet czasem podnoszą wyżej głowę i chcą być widoczni. Wie, że gonitwa się zaczęła a niektórzy z pierwszego szeregu czują w nozdrzach lekki na razie zapach triumfu. Niedawno było to nie do pomyślenia… Zgorzkniały i złośliwy zaczyna być bojaźliwy – oto bowiem do wodopoju zaczynają podchodzić już nie tylko sprawdzone i pewne konie ale także i te, które najzwyczajniej w świecie chcą się napić bez konieczności wysłuchania kolejnych zaklęć przewodnika. Zaczyna więc utrudniać dostęp, otacza się zaufanymi, czasem jeszcze kąsa - nie chce ryzykować. Trzeba się wykazać albo nie byle jakim posłuszeństwem albo przemyślnością aby przekroczyć niewidzialne granice i być bliżej. Żadne inne zwierzęta napoić się nie mogą, grupy dobrze wyszkolonych ogierów pilnują zazdrośnie dostępu. No bo cóż to byłoby za nieszczęście gdyby jakieś nieodpowiedzialne zwierzę zarżałoby w najmniej odpowiednim momencie? Albo, co gorsza, w swym zwierzęcym języku zakrzyknęłoby „dość limitowania wody, wodopój jest dla wszystkich!"?

Tomasz Bemben