Z cyklu dialogi kocio-ludzkie CZ. II

kot2 s"Każdy właściciel wie, że nie posiada kota na własność" Ellen Perry Berkeley

Pani Mysz

Około 3 nad ranem. Gdynia – moje mieszkanie – ciepłe łóżeczko

Łups – coś ciężkiego nagle wskoczyło mi na klatkę piersiową – chwilę zajęło mi odzyskanie oddechu. Kiedy już zorientowałam się, że wywiad, który przeprowadzałam z prezydentem Polski Biedroniem na temat utworzenia baz wojska polskiego na Ukrainie w ramach struktur NATO, to tylko sen i mamy nie rok 2021 tylko 2016 a w Polsce rządzi broszka, pad i Jarosław-Polskezbaw, zobaczyłam parę oczu wlepionych we mnie wyczekująco.
- miauuu – jestem głodna – wyjaśniła Biana to nagłe wtargnięcie w słodkie objęcia Morfeusza,
- Spadaj na drzewo – warknęłam zezłoszczona i spróbowałam zgonić ją z kołdry. Niestety bezskutecznie.
- Jest 3 nad ranem, chcę spać – wysapałam bo 8,5 kilo żywego kota dawał się mocno we znaki moim przygniecionym płucom.
- Nic na to nie poradzę – to pora śniadania – jestem głodna – powtórzyła spokojnie Kocica.


- Śniadania? Od kiedy to jada się śniadanie po nocach? Obruszyłam się.
- Zapominasz, że jestem kotem – wyjaśniła cierpliwie a my koty jesteśmy stworzeniami nocnymi dla nas to najlepszy czas na polowanie.
- To idź złap sobie jakąś mysz – burknęłam - i zostaw mnie w spokoju.
Na co Biana zastrzygła uszami i odpowiedziała lekko urażona:
- Chyba zapominasz, ze to niemożliwe. Żyjemy z tobą w mieszkaniu, nie wychodzimy na dwór więc nie mamy jak polować.
Po czym rozłożyła się wygodniej na kołdrze.
- Nie możesz poczekać do siódmej? – zapytałam z nadzieją, że się ode mnie odczepi.
Odwróciła głowę z niesmakiem.
- Łamiesz umowę – wymruczała nie patrząc na mnie.
- Jaką umowę? – poczułam się jak terrorysta lub członek obecnego rządu. Między nami nie ma żadnej umowy.
- Owszem jest – a ty łamiesz jej postanowienia, tym samym naruszasz moje prawa kotowatelskie – oświadczyła z godnością, dalej unikając patrzenia na mnie.
Ogarnął mnie chłód, choć ciało kota wydziałało tyle energii, ze starczyłoby na ogrzanie piekarnika.
- Przepraszam bardzo – powiedziałam nieswojo – prawa kotowatelskie? A niby co to jest?
- To takie same prawa jak twoje tylko że zarezerwowane dla kotów – miauknęła pouczającym tonem.
Po czym dodała – chodzisz na te demo…coś tam, prawda? Krzyczycie „konstytucja…” i takie tam. Protestujesz kiedy jacyś ludzie robią inaczej niż jest w tej tam konstytucji – czyli inaczej niż się umówiliście. Mam rację?
A może chodzisz tam zrobić sobie kilka selfie i pokazać najnowsze zakupy z wyprzedaży? – zakpiła.
Ewidentnie się ze mnie nabijała. Postanowiłam się nie dać sprowokować.
- Demonstracje to poważna sprawa – oświadczyłam wyniośle. Co ty możesz wiedzieć o konstytucji? Siedzisz w ciepłym bezpiecznym domku, masz podane wszystko pod nos i nie wiesz jako to jest…
- Kiedy ktoś robi inaczej niż obiecał? – przerwała mi w pół zdania.
- No to wyobraź sobie że wiem. Może i nie ma konsty…coś tam dla kotów, ale zabrałaś mnie do swojego domu a ja ci zaufałam, że będziesz się o mnie troszczyć, że będzie mi z tobą dobrze. Zgodziłam się oddać część swojej kociej wolności na przykład polowania, chodzenie swoimi ścieżkami dla bycia z tobą. Owszem mam pełną miskę, smakołyki co wieczór i nigdy nie jest mi zimno. Ale teraz próbujesz zmienić moją naturę i narzucasz mi swoje reguły.
- No dobrze – próbowałam dyskutować – ale prawa obywatelskie to nie to samo co naturalne, poza tym masz nawet więcej niż ci potrzeba.
- A dlaczego ty masz o tym decydować? Skąd ty – człowiek wiesz co jest TAK NAPRAWDĘ potrzebne kotu?! – wbiła we mnie wzrok
- Czy ty przypadkiem nie protestujesz dlatego, że inni ludzie też „wiedzą lepiej”?
- eeee….czytałam na forum i weterynarze…. – mamrotałam.
Poczułam się jeszcze gorzej niż premier broszka i pad razem wzięci. Boszz poczułam się prawie jak …. Zrobiło mi się jeszcze zimniej. Zadrżałam.
- Wygrałaś Biana – westchnęłam – masz rację, zejdź ze mnie to dam ci twoje pierwsze z pięciu śniadań.
Osiem i pół kilo kota z gracją zeskoczyło z łóżka a ja poczłapałam do kuchni.
Po chwili rozległ się zadowolony dwumlask.
- mrrrr – wymamrotała Kiara z pełnym pyszczkiem – dziękujemy.
Zerknęłam na zegarek dochodziła czwarta. Zostały mi trzy godziny snu.
Zakopując się w jeszcze ciepłą kołdrę poczułam jak znany dobrze ciężar układa się, tym razem w okolicy moich kolan. Za chwilę rozległo się stamtąd uspokajające mruczenie… tej nocy brzmiało ono jak: wolność to wzajemny szacunek…. Odpłynęłam.