Poseł Kaczyński udziela wskazówek, na miejscu...

Poseł Kaczyński „udzielił wskazówek na miejscu”, co do dalszych działań…

(Tekst zainspirowany filmem „Defilada” Andrzeja Fidyka obejrzanym w ramach

Klubu Dyskusyjnego „Filmoteka Demokracji”)

   Kto oglądał „Defiladę” Andrzeja Fidyka, wie, co mam na myśli, a komu się to nie udało – za chwilę zrozumie. Kim Ir Sen, a potem jego syn i wnuk, twórczo rozwinęli w Korei Płn. metody porozumiewania się ze społeczeństwem. Ich kontakt z ludźmi najczęściej sprowadzał się do obecności na trybunie podczas wielosettysięcznych manifestacji. Zgromadzeni obywatele z oddalenia oglądali wodza statecznie przemieszczającego się z lewa na prawo bądź odwrotnie. W tym czasie jedyną dopuszczalną czynnością wyrażającą ekspresję ludu było klaskanie. Pojawiało się nie wiadomo skąd, jakby bezosobowo i trwało... Jako że przerwanie klaskania, jest czynnością jak najbardziej spersonalizowaną i widoczną, to musiało ono trwać w nieskończoność, bowiem nie było nikogo, kto poważyłby się na taki heroiczny gest, jak jego zaprzestanie. Od czasu do czasu jednakże Wielki Przywódca, w przypływie miłości albo litości pozwalał sobie na ludzkie gesty uciszenia tłumu, próbując go w jakiś sposób opanować – często były to wysiłki nieskuteczne i oklaski trwały dalej, ukazując Wodzowi bezbrzeżne oddanie i poświęcenie… Klaskano wszędzie – na trybunach hal i stadionów sportowych, i tam gdzie wódz pojawiał się wraz z świtą, a więc w miejscach pracy, zakładach przemysłowych, szkołach i na roli – wszędzie „udzielał wskazówek na miejscu”, no bo przecież jego wiedza była ogromna i niczym nieograniczona…

   Dziś, gdy od czasu do czasu obserwuję zloty rządzącej partii, nasuwają mi się nieodmiennie skojarzenia z filmem Fidyka. Najpierw te karne czwórki ochroniarzy, gdzieś tam w głębi spośród nich wyłania się ON – kroczy powolutku z miną najczęściej zafrasowaną, bo – nie wiedzieć czemu – uznano, że taka mina właśnie odzwierciedla powagę i podobno jest charakterystyczna dla mężów stanu... No i kaszkiet i drabinka (nieomalże już symbole narodowe) niezbędne podczas wieców, no bo w końcu każdy chce zobaczyć Przywódcę… Dobrotliwy, ludzki pan otoczony gronem klaskaczy, którzy z charakterystycznym uniesieniem na twarzy składają ręce, zaczynają klaskać i nie potrafią przestać… A za chwilę parę uwag wygłoszonych na miejscu zacznie stanowić kolejny przekaz dnia…

   Obraz, gdy w czasie ostatnich obrad Sejmu Kaczyński i jego świta wyszli z sali, długo zostanie w mojej pamięci. Właściwie to nie wiadomo – śmiać się czy płakać… Najpierw te niezborne ruchy pani Szydło – widać intensywne procesy myślowe na twarzy: mam siedzieć czy wstać, a jeśli wstać, to czy już wyjść, czy trochę postać… Potem decyzja – jednak wyjść… Za nią podąża gabinet, trochę w nieuporządkowany sposób, bez ładu i składu… Za chwilę rzesze posłów PIS orientują się, że nie ma najważniejszej osoby. Był, a nie ma – co robić ? Już wyjść? Czy nie za długo zwlekałem ? Może trzeba było to zrobić szybciej?

   Bezradność, strach i zwykła głupota – to obraz partii rządzącej po zaledwie pół roku sprawowania władzy… A jednocześnie ta rosnąca agresja i lekceważenie innych zmieszane ze sztuczną pewnością siebie. Pewnie to taki mechanizm obronny, bo wydawało się, że pójdzie łatwiej, a tu proszę taka niespodzianka – okazuje się, że nie całe społeczeństwo chce klaskać…

   Każdy z nas zadaje sobie chyba pytanie – jak długo to będzie trwać i dokąd zmierza? Rozwijane są przeróżne scenariusze, czasem nawzajem sobie przeczące. Nie podejmuję się stwierdzić, jaki nas czeka finał. Bowiem czy jest ktoś, kto jest w stanie przewidzieć, co przyjdzie jeszcze do głowy panu Macierewiczowi? Czy mamy ludzi na tyle przewidujących, że zdołają sobie wyobrazić kolejne ruchy pana Kamińskiego czy Ziobry? Czy wreszcie znajdzie się ktoś, kto przewidzi kolejne idee fixe posła Kaczyńskiego? Zapewne nie, nie mamy takich zdolnych wróżbitów.

     Opieramy się jedynie na publicystyce, wróżeniu z fusów przez dziennikarzy i niektórych polityków wciąż prezentujących przekonanie, że dobrze znają posła Kaczyńskiego. Tak naprawdę nie ma to większego znaczenia, zaś odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości musi być przede wszystkim ludzkie działanie. Jeśli każdy z nas, w zakresie dla niego możliwym, uczyni coś, co zmieni dotychczasowe status quo – to będzie sygnał, że możliwa jest prawdziwa zmiana. Jedni idą w marszach, są obecni na demonstracjach, inni je organizują, biorą udział w dyskusjach, planują, piszą, edukują, dzielą się doświadczeniem, radzą i wspierają, rozmawiając w swoich środowiskach rodzinnych i towarzyskich. Każdy na swoją miarę i zgodnie z możliwościami. Nie sposób podzielić tych działań na mniej lub bardziej ważne. Wszystkie są one niezbędne i składają się na całość, którą lubimy nazywać budową społeczeństwa obywatelskiego.

   Czy będziemy w stanie w ten sposób obronić Polskę przed zakusami tej schizofrenicznej władzy ? Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ale chcę mieć pewność, że robię wszystko, co mogę i że nie marnuję dnia ani godziny. To pozwala mi spokojnie patrzeć w lustro.

Tomasz Bemben