Czy konie mnie słyszą?

Czy konie mnie słyszą? Chyba nie… Stado perszeronów jak co miesiąc karnie podąża ku wodopojowi i tam spija z ust swojego przewodnika kolejne prawdy objawione – a to, że wkrótce trawa będzie zielona (a nie jest bo poprzednie stado wszystko wyżarło a na odchodne zostawiło po sobie samą gnojowicę), a to, że już niedługo nastanie raj na ziemi i tętent oraz rżenie koni słyszalne będzie na całym świecie. A ponad wszystko usłyszy jak Przewodnik blisko jest, wręcz coraz bliżej, obok tej prawdy o tym kto wytruł okoliczne stawy i jeziora… Całkiem niedawno pokrzykiwał butnie i głośno – dziś widać, że traci rozpęd, słabnie, niepewnie zaczyna się rozglądać na boki. Już tylko na comiesięcznych spotkaniach przy wodopoju ożywia się trochę i pokrzykuje. Staje się nieufny, wszędzie wietrzy podstęp, często traci cierpliwość i szybko się denerwuje. Czuje, że inni z jego obozu zaczynają unosić się na palcach a nawet czasem podnoszą wyżej głowę i chcą być widoczni. Wie, że gonitwa się zaczęła a niektórzy z pierwszego szeregu czują w nozdrzach lekki na razie zapach triumfu. Niedawno było to nie do pomyślenia… Zgorzkniały i złośliwy zaczyna być bojaźliwy – oto bowiem do wodopoju zaczynają podchodzić już nie tylko sprawdzone i pewne konie ale także i te, które najzwyczajniej w świecie chcą się napić bez konieczności wysłuchania kolejnych zaklęć przewodnika. Zaczyna więc utrudniać dostęp, otacza się zaufanymi, czasem jeszcze kąsa - nie chce ryzykować. Trzeba się wykazać albo nie byle jakim posłuszeństwem albo przemyślnością aby przekroczyć niewidzialne granice i być bliżej. Żadne inne zwierzęta napoić się nie mogą, grupy dobrze wyszkolonych ogierów pilnują zazdrośnie dostępu. No bo cóż to byłoby za nieszczęście gdyby jakieś nieodpowiedzialne zwierzę zarżałoby w najmniej odpowiednim momencie? Albo, co gorsza, w swym zwierzęcym języku zakrzyknęłoby „dość limitowania wody, wodopój jest dla wszystkich!"?

Tomasz Bemben

 

Odczarowywanie rzeczywistości

Przyczwartkowe odczarowywanie rzeczywistości...

Piotr Grzymski

Za młodu - wzrastając w takim a nie innym środowisku, gdzie reglamentowano telewizję dla dzieci nie tylko z powodów ideologicznych, ale także dlatego, że od kiedy pamiętam telewizja miała w domu status bardzo rzadko wlączanego pudła z niską dośc rozrywką, zamiast tego było mnóstwo książek i albumów do wyboru, były przyrządy kreślarskie dziadka i ojca w magicznych szufladach, były rozmowy przy brydżu rodzinnym, które podsłuchiwałem spod stołu, itd, itp, etc - zachodziłem w głowę, jak to możliwe, żeby tacy ewidentni imbecyle i kabotyni jak Hitler czy Mussolini czy Stalin mogli zdobyć tak wielką władzę.
Teraz to wiem - oglądam ten proces na własne oczy. Nie boję się, bo strach to strata czasu i instynkt raczej przeciwskuteczny z punktu widzenia rozumu, natomiast jestem niemożebnie wkurwiony. Na tę stratę czasu. Na to drobienie w miejscu, kiedy można iść przed siebie i poznawać świat, na to nieustanne tłumaczenie ewidentnym tłukom, że dwa plus dwa to cztery w naszej ludzkiej przestrzeni euklidesowej, a nie dwadzieścia dwa czy ile komu akurat pasuje ...
Jak się okazuje - co innego wiedzieć to z książek historycznych, co innego oglądać na własne oczy - im większy kretyn i kabotyn, tym ma większe wzięcie wśród - jak widać, na całym świecie jest podobnie - aktywnej i głosujacej większości, równie kretyńskiej i kabotyńskiej, a do tego kunktatorskiej, konwencjonalnej, konformistycznej i oportunistycznej. Cóż, sądząc po rankingach najpopoularniejszych popowych filmów, książek czy gier albo 'artystów' estradowych, faktycznie chyba tak jest, że dzisiejsi 'ludowi' politycy to po prostu wierne odbicie co najmniej połowy ludzkości.
Ja bym nieśmiało zasugerował uczonym, może warto byłoby jednak nieco zniuansować rodzinę naczelnych, z homo sapiens sapiens wydzielić by może homo semisapiens ludens, albo jakoś tak? I na tej podstawie pozbawić ten ostatni prawa głosu? A dać go na przykład Bonobo?
Takie sobie przyczwartkowe odczarowywanie rzeczywistości ;)
Dzień dobry

Ku przestrodze...

Tamara Olszewska

Ku przestrodze…..

Opowiem Wam bajkę. Było sobie państwo, gdzie król Demokrat został obalony, a władzę przejął wredny Teokrat. Cwaniak, schował się za plecami Szczurów, którzy w jego imieniu zaczęli niszczyć wszystko, co możliwe, przegryzać więzi państwa z resztą świata, rozsiewać złość i nienawiść wśród poddanych.

Pewnego dnia, wszystkie skrzaty, krasnoludki, elfy i gatunek człowieczy utworzyli koalicję przeciwko Szczurzym Rządom. Oj, jak Teokrat był wściekły. Co to za wredny naród, już on mu pokaże, gdzie myszy zimują. Myślał dniami i nocami, jak przywrócić spokój i poparcie dla siebie. Cała armia małych szczurków ruszyła w teren, by obserwować działania opozycji, wniknąć w jej szeregi i niszczyć od środka. Sojuszniczka Teokrata, znana wszystkim jako Wiedźma Pawłowa Mała, opracowała recepturę mikstury skłócenia. Przez 14 dni cały sztab niewolników w czerwonych pelerynach mieszał składniki, odcedzał je, mroził i podgrzewał, a na koniec, maleńkie buteleczki otrzymał każdy członek szczurzej armii. Kiedy Wielka Koalicja Anty organizowała marsze przeciwko rządom Teokrata malutkie szczurki, wmieszane w tłum, polewały wstrętnym eliksirem każdego, kto popadnie. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Nagle wśród członków Koalicji obudziły się najbardziej prymitywne instynkty. Skrzaty uznały, że mogą robić co chcą, bo są najmądrzejsze. Krasnoludki poczuły się niedocenione, bo nikt ich nie słuchał. Elfy obraziły się na wszystkich, bo co to za jakaś durna walka marszami? One chcą stanąć na czele Grup Zmasowanego Ataku i zbrojnie obalić złą władzę. W ciągu kilku dni, kilku tygodni dotychczasowi sojusznicy zaczęli podgryzać się, obrzucać kalumniami, kłócić, wyzywać, obrażać. No i się porobiło. Ja Tobie dowalę, Ty kopniesz jego, Ona niech odda władzę, bo jest głupia, Tamtemu trzeba dokopać, bo za dużo gada, Tego nie będę słuchać, Oni są wstrętni, a One działają na szkodę. Niezgoda zatrzęsła posadami Wielkiej Koalicji Anty, a Teokrat zacierał rączki, bo wszystko szło po jego myśli.

I co wydarzyło się dalej? Czy Wielka Koalicja Anty odzyskała rozum? Czy przeciwnicy Teokrata zrozumieli, co jest ważne? Czy potrafili stanąć ponad swoimi słabościami, swoją małością, by przywrócić w Prawolandii normalność? Czy ta bajka skończy się dobrze? Wszystko w Waszych rękach, sami dopiszcie jej zakończenie.

Poseł Kaczyński udziela wskazówek, na miejscu...

Poseł Kaczyński „udzielił wskazówek na miejscu”, co do dalszych działań…

(Tekst zainspirowany filmem „Defilada” Andrzeja Fidyka obejrzanym w ramach

Klubu Dyskusyjnego „Filmoteka Demokracji”)

   Kto oglądał „Defiladę” Andrzeja Fidyka, wie, co mam na myśli, a komu się to nie udało – za chwilę zrozumie. Kim Ir Sen, a potem jego syn i wnuk, twórczo rozwinęli w Korei Płn. metody porozumiewania się ze społeczeństwem. Ich kontakt z ludźmi najczęściej sprowadzał się do obecności na trybunie podczas wielosettysięcznych manifestacji. Zgromadzeni obywatele z oddalenia oglądali wodza statecznie przemieszczającego się z lewa na prawo bądź odwrotnie. W tym czasie jedyną dopuszczalną czynnością wyrażającą ekspresję ludu było klaskanie. Pojawiało się nie wiadomo skąd, jakby bezosobowo i trwało... Jako że przerwanie klaskania, jest czynnością jak najbardziej spersonalizowaną i widoczną, to musiało ono trwać w nieskończoność, bowiem nie było nikogo, kto poważyłby się na taki heroiczny gest, jak jego zaprzestanie. Od czasu do czasu jednakże Wielki Przywódca, w przypływie miłości albo litości pozwalał sobie na ludzkie gesty uciszenia tłumu, próbując go w jakiś sposób opanować – często były to wysiłki nieskuteczne i oklaski trwały dalej, ukazując Wodzowi bezbrzeżne oddanie i poświęcenie… Klaskano wszędzie – na trybunach hal i stadionów sportowych, i tam gdzie wódz pojawiał się wraz z świtą, a więc w miejscach pracy, zakładach przemysłowych, szkołach i na roli – wszędzie „udzielał wskazówek na miejscu”, no bo przecież jego wiedza była ogromna i niczym nieograniczona…

   Dziś, gdy od czasu do czasu obserwuję zloty rządzącej partii, nasuwają mi się nieodmiennie skojarzenia z filmem Fidyka. Najpierw te karne czwórki ochroniarzy, gdzieś tam w głębi spośród nich wyłania się ON – kroczy powolutku z miną najczęściej zafrasowaną, bo – nie wiedzieć czemu – uznano, że taka mina właśnie odzwierciedla powagę i podobno jest charakterystyczna dla mężów stanu... No i kaszkiet i drabinka (nieomalże już symbole narodowe) niezbędne podczas wieców, no bo w końcu każdy chce zobaczyć Przywódcę… Dobrotliwy, ludzki pan otoczony gronem klaskaczy, którzy z charakterystycznym uniesieniem na twarzy składają ręce, zaczynają klaskać i nie potrafią przestać… A za chwilę parę uwag wygłoszonych na miejscu zacznie stanowić kolejny przekaz dnia…

Czytaj więcej: Poseł Kaczyński udziela wskazówek, na miejscu...

Pogoda na najbliższe 10 dni.

Tamara Olszewska

Prognoza pogody na najbliższe 10 dni
Nad Polską wciąż dominują czarne chmury. Jednak słońce nie daje za wygraną i przebija się przez nie w okolicach Warszawy, Poznania, Bydgoszczy, Gorzowa Wielkopolskiego, Koszalina oraz  Łodzi. W ciągu najbliższych dni spodziewane jest większe nasłonecznienie również we Wrocławiu, Włocławku, Sopocie i Gdyni.
Silne wiatry, wiejące od Brukseli przygnały nad Nowogrodzką grad i opady śniegu, które powoli zamienią się w marznącą mżawkę.  Członków wspólnoty spod numeru 84/86 uprasza się o zachowanie szczególnej ostrożności i nie lekceważenia niebezpieczeństwa. Powtarzam – to nie opinia ale rzetelne orzeczenie ekspertki od meteorologii.
Z niespotykanym dotąd zjawiskiem będziemy mieli do czynienia w rejonie Żoliborza. Halny znad okolic placu Wilsona zagrozi delikatnym strukturom psychicznym części prawej polskiego społeczeństwa. Uwaga na depresje i próby samobójcze. Delikwentom, którzy mu ulegną nic już nie pomoże. Radzę więc zamknąć się w swoich domach i nie zbliżać do zagrożonego terenu.
3 maja w okolicach Białegostoku będziemy mieli do czynienia z ciekawymi zjawiskami atmosferycznymi. Nad miastem pojawią się chwilami brunatne pioruny kuliste, które mogą zagrozić bezpieczeństwu mieszkańców. Łowcy burz proszeni są o udanie się w tamten rejon, by przeciwdziałać ich niszczycielskiej sile.  
W pozostałej części kraju możemy oczekiwać wielu chmurek pierzastych, tzw. KODocirrus, co zwiastuje poprawę pogody z niewielkimi opadami deszczu. Idealny czas na spacer, piknik w gronie rodziny i przyjaciół. Pogoda będzie szczególnie sprzyjać mieszkańcom Gdańska. Nie zapominajmy jednak o parasolkach. Przydadzą się, gdy  chmury pierzaste będą chciały przejąć kontrolę nad aurą. Wprawdzie im się to nie uda, ale przez chwilkę może dość mocno popadać.
Najpiękniejsza pogoda czeka nas w kolejny weekend, zwłaszcza w sobotę, 7 maja. Polska będzie pod wpływem wyżu wolnoeuropejskiego, który przyniesie ze sobą ładną pogodę. Szczególnie w Warszawie będą wspaniałe warunki biometeorologiczna, a od godziny 13.00 dużo słońca i ciepło będą sprzyjać zabawom na wolnym powietrzu.  Burza z piorunami dotknie wybiórczo tylko tych, co to są przeciwnikami „lepszej”   pogody od „dobrej”, ale nimi nie będziemy się przejmować.
Zapraszam na kolejną prognozę pogody już za 10 dni.
                    Wasza KODodynka