Po piąte...

klepsydraTomasz Bemben

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 9 marca 2016 roku o sprzeczności z Konstytucją tzw. „ustawy naprawczej” PIS, jasna opinia Komisji Weneckiej na temat wszystkich wydarzeń wokół Trybunału i ogólnie porządku prawnego w Polsce, bezprawne niepublikowanie orzeczenia TK przez Beatę Szydło i wreszcie demonstracja partii opozycyjnych i Komitetu Obrony Demokracji w Alei Szucha i przemarsz pod pałac Prezydencki – cały ten ciąg zdarzeń stawia zasadne pytanie co dalej? Jaki jest możliwy scenariusz następnych wydarzeń w naszym Kraju?

PiS i Jarosław Kaczyński, będąc przekonanym o dużym, społecznym poparciu oraz przede wszystkim znając układ sił w Parlamencie, doskonale wiedzą, że niestety na dziś w pełni kontrolują sytuację. Wszystkie apele o skrócenie kadencji Sejmu i przyspieszenie kolejnych wyborów są bardzo ryzykowne. Po pierwsze dlatego, że ich wynik jest niepewny, w najlepszym razie rezultat może być powtórzeniem wyborów zeszłorocznych. Po drugie zaś strata wizerunkowa po takich, de facto, przegranych kolejny raz wyborach byłaby zbyt bolesna. Prawdopodobnie nasze słuszne przekonanie o wzrastającej aktywności członków Komitetu Obrony Demokracji, zwiększone poparcie dla naszych działań – stanowią warunek konieczny, ale niewystarczający do realizacji planu zmierzającego do przyspieszenia kolejnych wyborów. Partia rządząca bowiem świetnie sobie zdaje sprawę, że Rubikon został już przekroczony. Stanęła oto ona pod ścianą – warunkiem trwania ich rządów jest powodzenie programów świadczeń społecznych, mówiąc wprost procesu dalszego korumpowania społeczeństwa. Powodzenie to jednakże jest uzależnione od wyników gospodarki. Środków na wszystkie obiecane świadczenia wystarczy być może do końca tego roku zaś na następne lata trzeba będzie je już wytransferować z gospodarki pod rządami PIS. Będzie to doskonale widoczne już podczas prób konstruowania budżetu na 2017 rok. Gospodarka, i to jest jasne, nie jest w stanie w tak dużym zakresie finansować świadczeń społecznych. Tym bardziej przecież, że mówi się jeszcze o obniżeniu podatku CIT i VAT, a świadczenia z powodu obniżenia wieku emerytalnego wzrosną kolosalnie. Z tej zasadniczej sprzeczności zdają sobie sprawę niektórzy pisowscy specjaliści od finansów i gospodarki. Na razie jeszcze polityka ma prymat nad budżetem ale kiedy zabraknie pieniędzy w kasie państwowej, priorytety mogą się szybko zmienić…
Co dalej zatem ?
Po pierwsze – czas. Niestety każde działanie przyspieszające naturalną kolejność zdarzeń niesie ze sobą ryzyko niekontrolowanych ich efektów. Nie oznacza to oczywiście biernego przyglądania się toczącemu się biegowi wydarzeń. Pomysł aby wywierać presję na tych, którzy za gospodarkę są personalnie odpowiedzialni wydaje się interesujący. Ci ludzie to są słabe ogniwa PIS-u! Niech pytani  publicznie mówią i analizują zmieniające się na gorsze wskaźniki gospodarcze. Niech mówią głośno już dziś o perspektywach na przyszłość koniecznie z podaniem źródeł finansowania tworzonych koncepcji. Niech próbują udowadniać, że strona Winien równa się stronie Ma ich budżetów i niech będzie ktoś kto pokaże im, że 4 nigdy nie równa się 5 – przykład pani profesor ze szczecińskiej uczelni, która niedawno miała wykład dla tamtejszych członków KOD jest doskonały. Nie bójmy się tego typu konfrontacji, miejmy przekonanie, że nasza argumentacja ma głęboki sens.
Po drugie – presja. Obserwacja bieżących wydarzeń nasuwa wniosek, że skuteczność nacisków społecznych wywieranych na głównych aktorów pisowskiej sceny politycznej ma ograniczoną skuteczność. Zarówno premier, przedstawiciele rządu, jak i prezydent i prominentni członkowie większości parlamentarnej z tych nacisków niewiele sobie robią. Wynika to najprawdopodobniej z sieci wzajemnych powiązań, podległości i uzależnień - dziś oni są więcej niż przekonani, że dalsze brnięcie do przodu, co prawda jest krokiem w nieznane, ale daje bieżącą możliwość korzystania z profitów władzy i przynosi nadzieję uniknięcia odpowiedzialności w przyszłości. Zwracajmy się więc do działaczy PIS średniego szczebla. Bądźmy na ich otwartych spotkaniach. Prowokujmy ich do publicznego zajmowania stanowisk w tematach nośnych na szczeblu lokalnym, niech udowodnią, że wiedzą kiedy, w jaki sposób i za jakie pieniądze będą realizowane pisowskie plany i inwestycje. Oni też czują, że za parę miesięcy mityczne tłumaczenia typu „wina Tuska” na salach gdzie odbywają się spotkania będę wywoływać jedynie salwy śmiechu i politowanie na twarzach! Próbujmy oderwać bazę PIS czyli szeregowych członków od centrali. Zadajmy im proste pytania – czy siedząc, tu gdzie siedzi, mając za swojego mitycznego przywódcę pana na Żoliborzu, faktycznie buduje po wyborach Kraj swoich marzeń ? Czy faktycznie konstrukcja typu – dwa wrogie plemiona, którym wystarczy dzisiaj iskra aby wzięły pały i poszły w kierunku kolizyjnym – to jest ta struktura społeczna, o której marzył od dziecka ? Wiadomo, jakie odpowiedzi usłyszymy w większości przypadków… Ale mamy szansę zasiać ziarno niepewności, spowodować, że niektórzy z nich będą mogli te pytania zadać sobie jeszcze raz, choćby w ukryciu, przyglądając się sobie w lustrze. To będzie początek naszego sukcesu…
Po trzecie – obecność. W ramach struktur regionalnych Komitetu powstaje wiele interesujących inicjatyw mających na celu wyjście z pozytywnym programem KOD na zewnątrz, ku środowiskom lokalnym. Mam tu na myśli nie tylko koncepcje różnorakich klubów dyskusyjnych czy szeroko rozumianych działań edukacyjnych, ale też na przykład pomysł Klubów Filmowych, działań publicystycznych, sportowych, branie aktywnego udziału w spotkaniach, panelach, dyskusjach traktujących o sprawach lokalnych i nie tylko. Niech znaczek KOD zawsze nam towarzyszy we wszelkich tego typu działaniach. To są pozornie drobne sprawy, ale w perspektywie dłuższego czasu budują pozytywne postrzeganie i w konsekwencji umożliwiają zajęcie widocznego miejsca w przestrzeni publicznej.
Po czwarte – organizacja. Powstanie Stowarzyszenia KOD stanowi dobry przyczynek do dyskusji na temat struktur organizacyjnych. Długofalowe zamierzenia KOD-u jako stowarzyszenia ogólnokrajowego oraz ciągle podkreślanie wagi regionów jako czynnika inicjującego różnorakie działania powinno mieć czytelne odzwierciedlenie w strukturze organizacji. Tworzący się aktualnie statut nie powinien być wyrazem ambicji tej czy innej grupy działaczy lecz raczej trudną próbą uzgodnienia stanowisk tak, aby późniejsze funkcjonowanie stowarzyszenia z jednej strony zapewniało jednorodność Komitetu Obrony Demokracji i realizację celów wspólnych, zaś z drugiej zapewniałoby niezbędną autonomię regionów. W tym kontekście, w pracach nad statutem, szczególnie ważne wydają się rozważania na temat osobowości prawnej regionów. Powinny obowiązywać jasne, obiektywne kryteria przyznawania tej osobowości poszczególnym regionom. Każdy region, który o taką osobowość na zasadzie dobrowolności wystąpi, a spełni określone warunki powinien osobowość prawną otrzymać. W żadnej mierze w decydowaniu o tych zagadnieniach nie powinny być stosowane kryteria uznaniowe, subiektywne – możliwe do interpretacji w różnoraki sposób. Niewątpliwie transparentna i jasna struktura stowarzyszenia KOD umożliwi efektywną realizację naszych zamierzeń.
Po piąte – determinacja i cierpliwość. Dynamika wydarzeń niestety będzie wymuszać na nas ciągłą obecność na ulicach polskich miast i miasteczek. To nie jest do końca tak, jak próbują nam wmówić media rządowe, że każda kolejna demonstracja KOD musi być liczniejsza od tej poprzedniej a jeśli nie jest - to jest to oznaka wypalenia ruchu i powolnego spadku popularności. Nie ścigajmy się na wielkość liczebności demonstracji naszej i rządowej. Pamiętajmy, że nie ma większego kuriosum niż wielotysięczny wiec poparcia dla rządu. Im bardziej będzie on liczny, tym bardziej będzie śmieszny, bo porównywalny już tylko z wiecami poparcia dla Gomułki z czasów słusznie minionych. Bądźmy przekonani, że jak będzie potrzeba, to zjawimy się na odpowiedni sygnał i frekwencja sama nas zadziwi, jak zwykle dotąd. Bo różnica między nami jest prosta – my bilety na podróż kupujemy za swoje…
Po szóste – ustawa o TK. Nikt z nas nie wie jak dalej potoczy się los naszej ustawy w Sejmie. Wielu z nas podejrzewa jak będzie. Wydaje się to bez znaczenia. Z prostego powodu – sam fakt zbierania podpisów pod Obywatelskim Projektem Ustawy o TK i złożenie go w Sejmie będzie symbolicznym momentem wejścia KOD w sposób twórczy, konstruktywny w przestrzeń publiczną. To ważny sygnał dla społeczeństwa, bo już widać, że w samą procedurę zbierania podpisów można włączyć w znakomity sposób osoby niezwiązane z KOD. To fakt nie do przecenienia!
Czy wszystkie ta działania dają nam gwarancje osiągnięcia sukcesu? Oczywiście nie. One dają szansę, pozwalają na poznanie własnych zasobów, zapoczątkowanie procesu dekompozycji grupy aktualnie sprawującej władzę. Tylko od naszego zdecydowania, uporu i odporności na niepowodzenia, jakie spotkamy po drodze, zależeć będzie końcowy sukces… Jestem pewien, że razem tego dokonamy!