Jestem patriotą


bielikMichał Bleja

Słowa „jestem patriotą” przez długie lata nie mogły mi przejść przez gardło. Mimo całego wysiłku, jaki w zaszczepienie mi miłości do ojczyzny włożyli nauczyciele ze szkoły, mimo przeczytania dziesiątków lektur i obejrzenia tyluż filmów opiewających czyny polskich żołnierzy, powstańców, partyzantów, mimo nauczenia się na pamięć inwokacji do „Pana Tadeusza”, „Święta miłości kochanej ojczyzny” Ignacego Krasickiego i całego mnóstwa wierszy o podobnej wymowie, patriotyzm nachalnie kojarzył mi się z czymś zupełnie innym
Wracam po koncercie do domu. Wsiadam do zatłoczonego nocnego autobusu. Podobnie jak wszystkie polskie nocne autobusy, jest pełen pijanych ludzi. W środku jakiś chłopak strasznie kogoś wyzywa. Po chwili orientuję się, że nie pasuje mu para stojąca dwa metry dalej. Konkretnie problem stanowi kolor skóry chłopaka – jest mulatem. „Wyp... stąd j....ny czarnuchu! To jest autobus dla białych! Niech ktoś spełni swój patriotyczny obowiązek i go stąd wy....e!” Dziewczyna pokazuje patriocie środkowy palec, na co patriota wyrzuca z siebie kolejną wiązankę „zaraz tam pójdę i ci wy....e p....na murzyńska k....o!”. Ludzie nie reagują, niektórzy nawet się uśmiechają. Niektórym się to podoba. Całe szczęście, że patriotę przytrzymuje większy i rozsądniejszy kolega, choć on również ma uśmiech na twarzy. Boję się odezwać, ale w końcu to robię: „przynosisz wstyd temu krajowi”. Odpowiedź „zamknij mordę pedale j...y”.
Tak właśnie kojarzyło mi się to słowo. „Jestem patriotą, nienawidzę Żydów, czarnych, pedałów i tych sk...synów z Lecha Poznań”. „Czołem wielkiej Polsce!”. „Polska cała tylko biała!”. Patrzyłem jak te środowiska zawłaszczają symbole narodowe, symbol Polski Walczącej, jak do chuligaństwa i agresji (zarówno werbalnej jak i fizycznej) dorabiają ideologię, że to wszystko dla kraju, że to wszystko patriotyzm.
Potem do Europy zaczęły napływać setki tysięcy imigrantów. Na patriotyzm w powyższym wydaniu nastała moda. Byłem w ciężkim szoku, ilu spośród moich znajomych było gotowych podpisać się pod memem ze zdjęciami z Auchswitz-Birkenau i komentarzem: „Zapraszamy imigrantów, infrastrukturę już mamy”. Najpierw próbowałem się kłócić, tłumaczyć. Reakcje były podobne jak w tamtym autobusie. „Zamknij mordę pedale j...y”. Najpierw przestałem dyskutować. Potem zamknąłem konto na facebooku. Moda okazała się na tyle silna, że blokowanie co bardziej krewkich ekspertów od Islamu przestało wystarczać. Zacząłem się poważnie zastanawiać, czy ja z tym krajem mam jeszcze cokolwiek wspólnego oprócz języka?
Owszem, mam. Nic nie ukształtowało mojego oglądu świata w takim stopniu, jak polska muzyka. Pidżama Porno, Świetliki, wszystkie te zespoły, które prostymi słowami wykrzykiwały mój własny bunt, moją własną energię i umiłowanie wolności: Dezerter, Włochaty, 1125, THCulture – płyty, kasety i koncerty były tym, co zdominowało moją młodość. Dziś trochę już wyrosłem z punkrocka, dojrzałem natomiast do literatury: do Stanisława Lema, do Krzysztofa Vargi, do Tomasza Piątka – zaczytuję się nimi, chłonę polską rzeczywistość i polski punkt widzenia, przyswajam go. Gdy tylko mogę podróżuję. Uwielbiam polskie góry i lasy. Kocham Tatry, Bieszczady, obserwuje jak pięknieją polskie miasta, dworce, jak nasze drogi przestają być dziurawe. Czuję się... no tak, dumny. W Portugalii, w Lizbonie w środku miasta mnie i moją dziewczynę zaczepia restaurator, bo słyszy że rozmawiamy po polsku. Rzuca kilka polskich łamańców językowych („w Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie”). Miał przyjaciela Polaka, który go tych łamańców nauczył. Pokazuje nam banknot dziesięciozłotowy, który od niego dostał. Mówi że bardzo lubi Polaków. Jest nam miło, naprawdę.
Ale patriotyzm... „zamknij mordę pedale j...y”. Mimo dumy, słowo „patriotyzm” budziło u mnie autentyczny odruch wymiotny. Wydawało mi się, że śpiewając hymn czy nosząc odzież z symbolami narodowymi postawię się w jednym szeregu z tymi, którzy na rynku we Wrocławiu spalili kukłę Żyda. Naprawdę niczego nie wstydziłbym się tak jak mówienia z nimi jednym głosem.
Na pierwszej manifestacji KOD w której brałem udział, po raz pierwszy od wielu lat zaśpiewałem hymn bez żenady. Głośno, wyraźnie. Powiewające wokół mnie polskie flagi nie wywoływały u mnie dyskomfortu. Przeciwnie – czułem się na miejscu. Czułem się częścią tej wspólnoty, a jej symbole – flaga Polski, flaga Unii, również flaga tęczowa – okazały się być moimi symbolami. Poczułem że ktoś nareszcie odbiera kretynom podobnym do tego z nocnego autobusu monopol na polskość.
Zrozumiałem, że to jest właśnie patriotyzm. I że jeśli ktoś zarzuca temu środowisku antypolonizm, to najwyraźniej nie ma bladego pojęcia, czym właściwie jest Polska.