KOD 2 : ZŁODZIEJE HISTORII I AUTORYTETÓW CZYLI O NIEGODZIWOŚCI I DUMIE

Piotr Ejsmont

 

Jak ktoś ukradnie nam pieniądze, to z czasem można z tym przejść do porządku dziennego. Gorzej, gdy rzecz dotyczy kradzieży naszej historii, autorytetów, czyli tym, za kogo się uważamy, od kogo czerpiemy wzory. To tak, jakby złodziej kradł naszą tożsamość
W grudniu 1970 roku byłem uczniem I LO w Gdańsku. Tego naprzeciw bramy Stoczni. Widziałem bardo dużo. Widziałem stoczniowców na ulicy. Widziałem, jak kilku z nich szło upomnieć się o aresztowanych kolegów do komendy MO. Jeszcze nie wiedziałem, jak się nazywają. Jak zaczęto  strzelać, uciekłem. Potem właśnie w stoczni zbierałem materiały do mojej pracy magisterskiej. Zmuszony byłem do autocenzury. Dusiłem się z braku wolności. Kiedy rozpoczął się sierpień 1980 roku, razem z teściową codziennie wisieliśmy na płocie przed stocznią. Tak jakbym rozpoznał tego człowieka przed komendą z 1970roku. Lech Wałęsa. Ujął mnie swoją odwagą i roztropnością. Miałem swoje skromne role w Solidarności. Przez wiele dni niekończącego się I Zjazdu Związku jako delegat Gdańska siedziałem tuż za Wałęsą. Jak mogłem, pomagałem mu , by wygrał wybory i poskromił zapalczywe frakcje, które dążyły do rozlewu krwi. W trakcie tego zjazdu zostałem wezwany na komendę MO. Poznałem swojego „anioła stróża”, porucznika Berezowskiego. Porucznik usiłował mnie zastraszyć i zaszantażować .Rzucał jakimiś wyrwanymi faktami z mojego życia .Dowiedziałem się, że nie studiowałem we Włoszech, tylko, że przeszedłem tam szkolenie wywiadu CIA, że utrzymuję kontakty z Mosadem, że molestuję na uczelni moje studentki i na dodatek handluję wódką. Wszystko to się kupy nie trzymało. Owszem, zobaczyłem, że interesowano się mną już od paru lat. Tyle tylko, że wódką handlował mój sąsiad  z przeciwka a rzekomym agentem z Włoch, który miał przywozić mi instrukcje, był włoski zięć drugiej sąsiadki. Można to było wtedy wyśmiać i tak zrobiłem.

Kiedy na końcu porucznik zaproponował mi przekazywanie informacji o moim miejscu pracy, zaproponowałem mu dokładnie to samo, by stał się agentem Solidarności. Już w stanie wojennym porucznikowi udało się wreszcie mnie aresztować. Po miesiącu znowu zostałem ponownie aresztowany za przestępstwa w stanie wojennym. Wywieziono mnie  do  Wejherowa i poddano przesłuchaniom. Prawda była taka, że faktycznie zwołałem w zakładzie wiec, urągałem władzy ludowej i starałem się dodać otuchy wystraszonym koleżankom z pracy. Można to było potraktować jako strajk. SB przesłuchała wielu członków załogi, także mojego dyrektora i nikt, absolutnie nikt nie potwierdził tego zdarzenia. Wszyscy skłamali, by mnie ratować. Był jeden wyjątek w postaci sekretarza partii, byłego pracownika UB w Warszawie, ucznia strasznego Różańskiego, który torturował ludzi. Teraz miał problemy alkoholowe i władza dała go nam do pracy w prezencie. On zabiegał bardzo, bym znalazł się w więzieniu. Moi mało bystrzy agenci uwierzyli w moją bajkę, że oskarżyciel miał ze mną na pieńku i chciał się zemścić. Głęboką nocą wypuszczono mnie z aresztu. Nie wiedzieć czemu funkcjonariusz wręczył mi 10 zł na powrót kolejką do domu. Szczęśliwy, że znowu jestem wolny, złapałem monetę i pognałem do domu. Takie sobie gry prowadziłem z SB. Nie przypuszczałem, jak niebezpieczne.


Po latach uzyskałem w IPN dostęp do mojej teczki , a raczej do resztki jakichś dokumentów. Odkryłem jaką siatkę agentów zastawiono wokół mnie.Obsługująca mnie urzędniczka pochwaliła się młodym zdolnym naukowcem, który zajmował się badaniem teczek. Wymieniła jego nazwisko a pode mną ugięły się nogi. Nazywał się dokładnie tak samo jak ten sekretarz, który chciał mnie uwięzić : Cenckiewicz. Ale tamten to był Mieczysław, a ten Sławomir, jego wnuk .Po późniejszych rewelacjach wnuka zdałem sobie sprawę, jak po cienkim lodzie stąpałem. Przecież ze zmyślonych, niechlujnych esbeckich dokumentów ktoś mógł wnioskować, że rzeczywiście handlowałem wódką, molestowałem studentki  i wziąłem pieniądze nie 10 zł, a może 1000 zł .Kto to wie? Tyle są warte te akta.
Byłem malutkim trybikiem w obalaniu władzy ludowej. Ale razem z wielu innymi podobnymi do mnie jestem wielkim trybem, który zmiótł ten system. Bałem się, błądziłem , prowadziłem swoje gierki. Każdy, który sprzeciwił się władzy musiał takie gry prowadzić. Papież, Prymas Glemp, Lech Wałęsa, każdy.
Dla owładniętych szaleństwem władzy ludzi typowym socjotechnicznym zabiegiem jest obalanie w rządzonym społeczeństwie wszelkich pozytywnych autorytetów. Jak społeczeństwo nie ma takiego wyraźnego odniesienia, to zmęczone chaosem w końcu oddaje się pod skrzydła miłościwie panującego. Łatwiej jest rządzić społeczeństwem skłóconym , bez pozytywnych wzorców, utrzymywanym w stanie bojowego amoku wobec obcych i „nieprawdziwych” Polaków. Niszczenie autorytetu sędziów mieści się w tej strategii. „ Wielki strateg” jest jednak sam bardzo cienkim Bolkiem. On nie rozumie , czym był ruch Solidarności. Zmiany systemu nie dokonał ani sam Jan Paweł II, ani sam Ronald Regan, ani sam Lech Wałęsa. Naprawdę nic nie da napiętnowanie Wałęsy, wytykanie mu, co podpisał, a czego nie podpisał. Nic nie da opluwanie Heni Krzywonos. Ja sam zrozumiałem to dopiero po czasie. Przemiana dokonała się mocą zbiorowego działania tysięcy ludzi, którzy pokazali światu skuteczność tej drogi. Gdyby nie oni, dzisiaj patriotyczni kibole mogliby co najwyżej wymachiwać flagami na pochodzie 1 maja . W każdym z nas, którzy przyłożyli się do tej zmiany, w każdym z nas, który nie wojną lecz uczciwością kontynuuje te zmiany, jest taki mały Lech Wałęsa, bo on jest jakby pojęciem zbiorowym. Dlaczego? Bo miał w swoim czasie więcej odwagi i determinacji niż inni. Chwała mu za to.
Cóż miałbym w zamian, gdybym zmienił swoje przekonania ? Jako autorytety miałbym księdza nienawiści, małych oszustów, którzy kantują państwo przy rozliczaniu delegacji, małego złodzieja, który teraz usprawiedliwia włamania do samochodów parkujących pod MO prywatną walką ze systemem, piosenkarzy bluzgających przekleństwami . Miałbym mieć za autorytet najwyższych urzędników państwowych, którzy łamią prawo lub co najmniej kłamią. Przede wszystkim musiałbym bezwarunkowo uwierzyć w nieomylność „ wielkiego stratega „.
Jakoś nie mogę. Nie tak zostałem wychowany. Ja w sobie czuję wielkość Wałęsy. Tak on jest mną , jak ja nim. Z tego powodu, tak jak wielu mi podobnych, jestem dumny. Żaden mały złodziej i zakompleksiały strateg mi tej dumy nie ukradnie.