Przez jakie h?

Rząd, prezydent i cała rządząca partia tak nas ostatnio przyzwyczaili do opluwania na różne sposoby, że kiedy na sali sejmowej z ust prezesa PiSu padły słowa o chamskiej hołocie, najsilniejszą publiczną reakcją jaką zauważyłam był internetowy wybuch żartów i memów związanych z trudną ortografią tej inwektywy. W żartach słyszałam, że oto może się takie wyrażenie pojawić na maturze, że o czyjejś kulturze może świadczyć czy ktoś jest w stanie nie tylko to powiedzieć, ale i poprawnie napisać itp. To trochę tak, jakby samo opluwanie stało się normą, a jedyne co budzi zainteresowanie to do jakich absurdów się posuwają ci, którzy to robią.

Skoro pytanie dotyczy starej zagwozdki polskiej pisowni, czyli kwestii przez jakie h coś się pisze, nie mogłam uniknąć skojarzenia z inną ortograficzną zagadką, ilustrowaną żartem o Jasiu, który ośmielił się zadać pani nauczycielce pytanie co to jest: na trzy litery i działa w naprężeniu. Jasiu zaraz pośpieszył wyjaśnić oburzonej nauczycielce, że to słowo to „łuk”, a to co ona miała na myśli jest na cztery litery. No właśnie, choć najbardziej wulgarne słowo w języku polskim pisze się przez ch, wszelkie napisy na murach i szkolnych ławkach sugerują coś innego. Prawdopodobnie, ci co wiedzą przez jakie h się je pisze – jego nie używają, a ci co go używają, takimi drobiazgami jak ortografia się nie przejmują, tym bardziej, że na murach opcja autokorekty jest niedostępna.

Powoduje to kuriozalną sytuację, mianowicie poprawna forma tego słowa trąci fałszem, jakby ktoś chciał jednocześnie o sobie powiedzieć, że jest na tyle wykształcony, że wie jak się je pisze (jakby mówił „Ach, jaki ja jestem kulturalny”), ale jednocześnie sam sobie zaprzecza, bo go właśnie użył (tak jakby mimo woli mu się wymsknęło „Jednak jest ze mnie kawał chama”).

Takim samym fałszem trąciło wiele obraźliwych insynuacji ze strony PiSu, w kierunku każdego kto ośmielił się im sprzeciwić. Podczas wizyty w Gdańsku premier Morawiecki nie podał ręki Prezydent Gdańska tylko schował się przed nią za ochroniarzami, podczas obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości Przewodniczącego Rady Europejskiej ustawiono w dalekim rzędzie, za wiceministrami i nie przywitano, a kiedy rok temu w całej Polsce nauczyciele czekali na reakcję prezesa PiSu w kwestii zapowiadanego strajku usłyszeli uwagi o dopłatach do świń. Niby nikt nikogo w sposób oczywisty wtedy nie zbluzgał, a jednak w ludziach pozostało wewnętrzne poczucie celowego poniżenia. Więc co się właściwie stało? Czy były to jedynie mało dyplomatyczne uniki czy zwykłe chamstwo?

Dla mnie takie zachowania to jak pisanie wyżej wspomnianego wulgaryzmu przez ch. Takie wysyłanie sprzecznych sygnałów – próba ubrania chamstwa w akceptowalne ramy. Za to przykłady jak mogą wyglądać inwektywy pisane przez samo h od jakiegoś czasu są nam serwowane non-stop. Jedni ludzie to nie ludzie tylko ideologia lub tęczowa zaraza, inni to komuniści, złodzieje, kanalie i mordy zdradzieckie, protestujący w sejmie niepełnosprawni i ich rodzice śmierdzieli, a chorym na raka można było pokazać środkowy palec.

Apogeum nadeszło w postaci epitetu ‘chamska hołota’, zbiegiem okoliczności zestawiająca dwa słowa na dwa różne h, niczym określenia dwóch sposobów poniżania, czyli przez hipokryzję i chamstwo. Hipokryzja jest wtedy, kiedy najpierw się obrzuci kogoś błotem, a potem udając niewiniątko twierdzi, że było to wyrwane z kontekstu, celowo przekręcone i zmanipulowane. Chamstwo zaś kiedy mamy, chyba nie muszę tłumaczyć – można by mnożyć przykłady, ale chyba nie warto, bo od czasu kiedy piszę te słowa do momentu gdy ktoś je przeczyta, pojawią się pewnie nowe i to dużo trafniejsze. Teraz chodzi o to czy ludzie stwierdzą, że mają już dość, czy dostrzegą chamstwo i hipokryzję zalewającą nas ze wszystkich stron, nie tylko oddolne z przysłowiowego rynsztoka, ale również z miejsc skąd nigdy nie powinny się pojawić, z mównicy sejmowej, z telewizji państwowej, czasem nawet niestety z ambony.

Karolina Janczukowicz