Wszystkie grzechy prezydenta

Kiedy 6 sierpnia 2015 r. Andrzej Duda przysięgał na Konstytucję RP, nawet co niektórzy z obozu antypisowskiego mieli jakąś nikłą, ale jednak nadzieję, że będzie on prawdziwym prezydentem, czyli takim, który próbuje łączyć, a nie dzielić naród. Dzisiaj, po niecałych 5 latach, żaden trzeźwo myślący obywatel nie ma już złudzeń kim okazał się PAD (zwany nie bez powodu Adrianem). Oto w kolejności chronologicznej przypomnienie jego niektórych ekscesów:

2015

- Jeszcze w czasie kampanii wyborczej obiecywał m. in. emeryturę stażową (uzależnioną nie od wieku, lecz od przepracowanych lat), podniesienie kwoty wolnej od podatku i pomoc frankowiczom (spłacanie kredytu w złotówkach po kursie obowiązującym w dniu jego zaciągnięcia). Żadnej z tych obietnic po 5 latach nie dotrzymał.

- Ułaskawił Mariusza Kamińskiego (byłego szefa CBA) i 3 innych urzędników, chociaż wedle konstytucji nie miał takich uprawnień, bo nie było prawomocnego wyroku wydanego za ich nadużycie uprawnień.

- Nie zaprzysiągł 3 prawidłowo wybranych przez poprzedni sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego (chociaż ma taki obowiązek zapisany w konstytucji), ale przyjął ślubowanie od 3 innych, wybranych przez pisowski sejm sędziów dublerów.

2016

- Jako zwierzchnik sił zbrojnych nie zrobił nic, gdy Antoni Macierewicz dokonywał czystek w armii, a w MON panoszył się niejaki Misiewicz.

- Powołał Julię Przyłębską na prezesa Trybunału Konstytucyjnego, chociaż złamał tym ustawę, którą wcześniej podpisał (w TK nie odbyło się głosowanie nad przedstawienie jej kandydatury prezydentowi), a która też była niekonstytucyjna.

2017

- Wymyślił referendum konstytucyjne, co było pomysłem tak głupim, że sami pisowcy wybili mu go z głowy.

- Podpisał ustawę o ustroju sądów powszechnych, czym oddał władzę nad sędziami Zbigniewowi Ziobrze; co prawda zawetował wtedy ustawy o Krajowej Radzie Sądowniczej i Sądzie Najwyższym, ale wkrótce przedstawił swoje projekty (przyjęte później przez sejm), które de facto

oddały te instytucje w ręce PiS-u.

2018

- Podpisał nowelizację ustawy o IPN, która wywołała skandal międzynarodowy, bo w praktyce kneblowała usta naukowcom i publicystom zajmującym się Holocaustemi (PiS musiał się z niej szybko wycofać po interwencji władz Izraela i USA).

- Nominował nowych sędziów Sądu Najwyższego wbrew wyrokowi Naczelnego Sądu Administracyjnego, który wstrzymał procedurę konkursową zorganizowaną przez neoKRS.

- Wziął udział w Marszu Niepodległości organizowanym przez narodowców i neofaszystów z kraju i zagranicy.

2019

- Powołał na prezesa NIK-u Mariana Banasia, znanego właściciela krakowskiej kamienicy z pokojami na godziny.

- Mianował sędzią Trybunału Przyłębskiej Stanisława Piotrowicza, byłego członka PZPR i prokuratora stanu wojennego (jego zaprzysiężenie wraz z Krystyną Pawłowicz było ściśle tajne).

2020

- Podpisał ustawę kagańcową, która tak naprawdę uzależnia wszystkich sędziów od polityków (co jest ewenementem w Europie). Ci od tej pory mogą pod byle pretekstem ukarać dyscyplinarnie niewygodnego sędziego.

- Zapowiedział, że podpisze zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej, jeśli taka zostanie uchwalona.

Dodajmy do tego liczne brednie, pomyłki, półprawdy i kłamstwa (można je znaleźć na portalu OKO.press), co w połączeniu ze świętoszkowatością i opowiadaniem głupawych dowcipów da nam prawie pełny obraz tego pana. Ale najgorsze jest to, że podpisuje on bezrefleksyjnie prawie wszystkie ustawy przygotowane przez przez PiS (często w nocy po kilku godzinach od uchwalenia). Jest bowiem bezwolnym narzędziem, a wręcz marionetką Kaczyńskiego, który go jawnie lekceważy, a czasem poniża. Tak dzieje się i zagranicą – widok siedzącego Trumpa i stojącego przy nim, uśmiechniętego Dudy na zawsze pozostanie symbolem tej, pożal się Boże, prezydentury.

Tadeusz Jabłoński