Wygrani przegrani

Opozycyjny krajobraz po przegranej, europarlamentarnej potyczce wygląda dziś mizernie i mało optymistycznie. Krytyka wyniku (skądinąd słuszna, skoro oczekiwania były tak wysoko postawione) jest chyba po stronie przegranych dużo większa niż poczucie zwycięstwa po stronie wygranych. Pewnie nawet J. Kaczyński nie powiedziałby dziś, że 38,5% to klęska. Jest zbyt pragmatyczny, aby odtrąbić zwycięstwo w jesiennych wyborach i zamiast tego zagrzewa do jeszcze gorętszej walki.

Może więc pora już otrząsnąć się z pobitewnego szoku i wziąć się do roboty? Spojrzeć trzeźwo i krytycznie (ale nie o biadolenie mi chodzi) na wszystko to, na co mieliśmy wpływ i zacząć działać tak, aby najbliższa jesień była wygrana. Jeśli wszyscy (a przynajmniej większość z nas) zgadzają się, że nadchodzące wybory będą faktycznie ostatnią szansą, to trzeba porzucić niesnaski, różnice i podziały. Wiem, że to banał. Ale takie mamy czasy, że „dziś wzywa do działania, na kłótnie będziemy mieli jutro”, jak ktoś słusznie zauważył.

Opozycjo, uliczna, partyjna i parlamentarna – dziś przeciwnikiem jest obecna władza i jej zausznicy poutykani w rozmaitych spółkach i urzędach. To ich trzeba w demokratycznym procesie odsunąć od władzy i zabrać narzędzia, którymi nie tylko demolują nam kraj, ale też skuteczną propagandą za nieograniczone, publiczne środki manipulują sporą częścią rodaków. Zróbmy to, bo dziś to jeszcze jest możliwe.

Gdy słyszę utyskiwania, że ten polityk nieładny, tamten nie w takim kolorze; inny stoi obok tych, a nie tamtych; kolejny za stary, a drugi bez doświadczenia, bo za młody, to myślę sobie czy my w ogóle chcemy wygrać jeszcze jakiekolwiek wybory. Wisienką na torcie jest zaś oczekiwanie programu szerokiej koalicji tak jednolitego jak, nie przymierzając, statut PZPR. Naprawdę? Tego oczekujemy i na to będziemy czekać? Przecież cel i narzędzie (w postaci koalicji) był i jest jasno określony – trzeba mimo różnic w programach stawić wspólnie czoła wrogom demokracji. Że nie wyszło w maju? Bo za mało włożyliśmy wysiłku, aby wygrać. To jednak nie wina narzędzia, lecz operatora. A to możemy i musimy poprawić.

Dlatego apeluję, najmocniej jak potrafię – porzućmy złośliwości, szukanie winnych i wydawanie wyroków, a także wezwania do zmiany tych czy tamtych. Trudne? Wiem, ale tylko trudne sprawy wymagają tak wielkich kompromisów. Mamy kilka tygodni, aby przemyśleć i podjąć decyzję – czy chcemy i potrafimy wygrać te najważniejsze od ’89 roku wybory? Czy – jak apelował 4 czerwca w Gdańsku Donald Tusk – będziemy potrafili o naszych kandydatkach i kandydatach do wyborów mówić TYLKO dobrze albo wcale? Wiem, że to trudne zadanie, ale to wciąż zależy od nas samych.

Arogancja i pewność zgubiła niejednego faworyta. PiS dziś pokazuje, jak bardzo jest przekonany o swojej przewadze. Tak bardzo, że nawet młodzież skutecznie obraża, odcinając ją od transportu na uwielbiany festiwal w Kostrzynie. Nie miejmy więc złudzeń, co nam zgotują po kolejnych wygranych wyborach. Pokażmy kolejny raz, że mimo widocznej przewagi faworyt jednak ma z kim przegrać.

Marek Weryszko