„Tylko nie mów nikomu” i co dalej?

Po filmie braci Sekielskich i medialno-politycznej burzy, który spowodował, Kościół zaczął wykonywać pewne ruchy mające zminimalizować jego straty wizerunkowe. Sądzę, że może on pozostać wiarygodny nie tylko dla swoich członków, ale dla ogółu obywateli tylko pod trzema warunkami:

1) bezwzględne wydanie i ukaranie WSZYSTKICH bezpośrednich sprawców przestępstw pedofilskich;

2) wypłata odszkodowań WSZYSTKIM ofiarom tych przestępstw w wysokości zasądzonej przez niezależne sądy;

3) odwołanie WSZYSTKICH biskupów i proboszczów, którzy kryli przestępców (co zgodne jest z nowymi instrukcjami papieża Franciszka).

Tutaj nie wystarczą już przeprosiny hierarchów i prośby o wybaczenie (znaczące, że nawet ci, którzy przepraszali, np. abp Polak i abp Gądecki, odmówili udziału w filmie). Nie wystarczą komisje kościelne czy państwowe, szczególnie takie, które proponuje Ziobro (mająca analizować przypadki pokazane w filmie) lub Kaczyński (badająca przypadki przestępstw seksualnych we wszystkich środowiskach, przede wszystkim wśród murarzy!). To wszystko będą tylko słowa, słowa, słowa, ale już najwyższy czas na czyny.

Zatem:

- konieczna jest komisja społeczna złożona z niezależnych ekspertów, przedstawicieli Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka oraz organizacji zrzeszających ofiary przestępstw; będzie ona miała dostęp do wszystkich dokumentów kościelnych i prawo wnioskowania do prokuratury o wszczęcie postępowania przeciw sprawcom i ich poplecznikom;

- trzeba zlikwidować możliwość działania episkopatu, który na wzór mafii chroni swoich członków bandytów (a za to biskupi nawet nie przeprosili); każda próba tego rodzaju winna skutkować karami kościelnymi, ale przede wszystkim cywilnymi, bo Kościół nie może stać obok lub ponad prawem państwowym;

- należy odciąć Kościół od finansowania przez państwo, bo inaczej nawet zmniejszenie liczby wiernych w kościołach (a więc i pomniejszenie wpływów z tacy i za tzw. sakramenty) nie zmusi tej organizacji do innego działania; odszkodowania zaś dla ofiar przestępstw seksualnych powinny być wypłacane nie z datków wiernych (bo to znaczyło, że także z pieniędzy ofiar), ale np. ze sprzedaży nieruchomości, które Kościół tak łatwo otrzymał od państwa.

Wreszcie potrzebne jest zgoła inne podejście polityków do kwestii pedofilii i to nie tylko w Kościele. Obecne działania władzy, czyli pospieszna zmiana kodeksu karnego, polegająca głównie na podwyższeniu kar za czyny pedofilskie do 30 lat niczego nie dadzą. Może to nawet skutkować większą determinacją, by ukrywać takie sprawy (a za to kary nie zostały podwyższone, chociaż stanowi to sedno obecnego skandalu). Poza tym to działanie w duchu średniowiecza, kiedy sądzono, że np. publiczne egzekucje odstraszają ewentualnych przestępców. Tymczasem wszystkie badania wskazują na to, że zapobiega przestępstwom nie wysokość kary (o tym złoczyńca nie myśli, gdy zło czyni), lecz jej nieuchronność (tego się akurat boi). Na plus trzeba zaliczyć, że wedle nowego kodeksu karnego czyny pedofilskie (które trzeba odróżnić od pedofilii, bo to choroba) nie będą podlegały przedawnieniu. To ważne, gdyż ofiary często dopiero po wielu latach zdobywają się na wyznanie swoich strasznych przeżyć.

Kiedy wszystko to stanie się faktem, zbudujemy porządną, świecką republikę, co warto będzie też zapisać w przyszłej konstytucji.

Tadeusz Jabłoński