Czy klimat zmieni świat?

Klimat zmieni wszystko*

 

NA ŚWIECIE zmiana klimatu (a ściślej jego gwałtowne ocieplenie wywołane emisją gazów cieplarnianych, głównie dwutlenku węgla i metanu) już nie budzi wątpliwości jak było to jeszcze kilka lat temu, chociaż nieliczni naukowcy zaprzeczają temu, że przyczyną tego jest działalność człowieka. Jednak twarde fakty są jednoznaczne: średnia temperatura naszej planety wzrosła o 1 °C w porównaniu z epoką przedprzemysłową. Ten jeden stopień wydawać się może czymś nieznaczącym, ale konsekwencje będą ogromne i niedające się do końca przewidzieć. Będzie to np. pustynnienie wielu obszarów (a więc wyłączenie ich spod uprawy), długotrwałe susze w pewnych regionach i katastrofalne powodzie w innych, zatapianie terenów nadmorskich, niszczycielskie huragany i tornada, śmierć w wyniku upałów (w samej Europie może to być 60 tys. zgonów rocznie), zmniejszenie dostępu do wody dla gospodarstw domowych i przemysłu czy też ogromne pożary lasów. Przedsmak tego, co nas czeka, mieliśmy w tym roku, gdy płonęły lasy w północnej Szwecji, Grecji i Kalifornii, pochłaniając wiele ofiar śmiertelnych i powodując wielkie straty materialne.

Przykład Kalifornii jak w soczewce pokazuje, co się stało z naszą planetą i co nas czeka, jeśli nic nie zrobimy. W tegorocznych pożarach zginęło ok. 80 osób, ok. 1000 jest zaginionych, spalonych zostało 17 tys. budynków, a straty ogólne są szacowane na 10 mld dolarów. Oczywiście współczujemy wszystkim poszkodowanym, ale trzeba pamiętać i o tym, że straty ludzkie i materialne nie byłyby tak ogromne, gdyby nie 3 czynniki (które są wspólne dla całej Ziemi):

1) ludność stanu wzrosła z 1,5 mln na początku XX w. do prawie 40 mln obecnie; 2) nastąpiła ogromna urbanizacja stanu, co oznacza, że ludzie zasiedlili tereny narażone na negatywny wpływ środowiska (np. trzęsienia ziemi, huragany czy właśnie pożary); 3) wystąpiła długotrwała susza spowodowana w dużym stopniu działalnością człowieka – przeciętny Kalifornijczyk zużywa ok. 320 l wody rocznie (Polak – 100 l), a 1,2 mln domów jest wyposażonych w baseny.

Konsekwencje społeczne i polityczne wszystkich tych niekorzystnych zjawisk są trudne do przewidzenia. Na pewno będą to straty gospodarcze, które tylko dla Europy są szacowane na 283 mld euro do roku 2050 i dotkną do 2100 r. 2/3 mieszkańców naszego kontynentu. Inne możliwe skutki ocieplenia klimatu to masowy głód, który dotknie nie tylko kraje najuboższe, wielkie epidemie i wojny (głównie o wodę i żywność), a wreszcie masowe migracje liczone nie w setkach tysięcy lecz w setkach milionów ludzi.

Działania organizacji międzynarodowych skupiają się przede wszystkim na ograniczaniu emisji paliw kopalnych. Najnowszy raport ONZ (z września tego roku) postuluję potrojenie wysiłków wszystkich rządów, jeśli chcemy uniknąć katastrofy. Powinny one zdecydowanie realizować postanowienia konferencji w Paryżu z 2015 r., która zobowiązywała wszystkich uczestników do takich działań, by do 2040 r. średnia temperatura na planecie nie wzrosła powyżej 2 °C w porównaniu z okresem przedindustrialnym (niektórzy naukowcy wskazują, że nie może to być więcej niż 1,5 stopnia). Jak to osiągnąć? Przede wszystkim przez ograniczanie dotacji dla wydobycia paliw kopalnych i silne wsparcie dla odnawialnych źródeł energii (OZE). Jeszcze dalej poszła Komisja Europejska, której strategia klimatyczna (ogłoszona na kilka dni przed szczytem COP 24 w Katowicach) zakłada osiągnięcie do 2050 r. tzw. neutralności węglowej. Oznacza to zerową produkcję dwutlenku węgla lub produkcję tylko takich ilości, które będą całkowicie pochłaniane przez środowisko. KE w swojej strategii wskazuje, że jest to możliwe bez obniżania dobrobytu obywateli Unii, a więc zatrudnienia, wskaźnika PKB czy stanu zdrowia. Warto wspomnieć tu, że wiele krajów europejskich już ogłosiło oficjalnie, że stopniowo będą odchodzić od paliw kopalnych (przede wszystkim węgla). Są to m. in. Węgry, Hiszpania, Francja i Niemcy.

A W POLSCE cieszyliśmy się w tym roku niezwykle długim i gorącym latem. Jednak w dalszej perspektywie i nas dotkną negatywne skutki zmian klimatu, jeśli nie zaczniemy aktywnie temu przeciwdziałać. I tak na przykład centralna Polska stopniowo zamieni się w jałowy step; wystąpią na dużą skalę niedobory wody; nastąpią zmiany pór roku, okresu kwitnienia i owocowania, co odbije się nie tylko na rolnictwie, ale i na życiu wielu gatunków zwierząt; coraz częściej będą nas nękać huragany (jak te w ubiegłym roku na Kaszubach); pojawią się nowe, czasami groźne dla człowieka gatunki roślin i zwierząt (że to już się dzieje dowodzi fakt pojawienia się w Polsce szakala złocistego) i choroby nieznane do tej pory (jak malaria).

Obecna władza robi dobrą minę do złej gry. Owszem, zaprosiła uczestników konferencji paryskiej na szczyt klimatyczny do Katowic, ale partnerami i sponsorami wydarzeń uczyniła … największych trucicieli – Jastrzębską Spółkę Węglową, Tauron, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Polską Grupę Energetyczną, do której należy m. in. elektrownia w Bełchatowie, największy w Europie producent dwutlenku węgla. Z okazji szczytu MSZ zleciło nakręcenie klipu, w którym kolorowej animacji towarzyszą takie np. słowa lektora: a) „Jest taki kraj, w którym klimat stale się poprawia”, b) który „wdraża nowoczesne, przyjazne środowisku technologie wytwarzania i oszczędzania energii” c) a „zrównoważona gospodarka leśna i dbałość o zasoby naturalne pomagają usunąć nadmiar dwutlenku węgla”. Wszystkie te stwierdzenia są zwyczajnie nieprawdziwe!

Ad a) Według Europejskiej Agencji Środowiska 19 z 20 najbardziej zanieczyszczonych benzopirenem (związek silnie rakotwórczy) miast w Europie leży w Polsce; Kraków zajmuje 1. miejsce w Europie, jeśli chodzi o stężenie pyłów zawieszonych (wywołują m. in. choroby serca, astmę i liczne alergie); w styczniu 2017 r. zmarło na skutek smogu 44 tys. osób (w styczniu 2016 r. – 33 tys.).

Ad b) Obecnie w Polsce 80% energii produkuje się z węgla (w tym 50% z kamiennego, a 30% z najbardziej szkodliwego brunatnego), a ogranicza się w rozmaity sposób rozwój OZE takich jak farmy wiatrowe i panele słoneczne (naukowcy wyliczyli, że wystarczyłoby tymi ostatnimi pokryć powierzchnię równą Warszawie, by produkować tyle samo prądu co obecnie, problemem jest jednak jej magazynowanie). Naczelna Izba Kontroli alarmuje, że Polska nie osiągnie w 2020 r. przyjętego zobowiązania produkcji 15% energii z OZE (dzisiaj jest to tylko 10%).

Ad c) Gdyby polskie lasy miały rzeczywiście pochłaniać nadmiar dwutlenku węgla, to po pierwsze powinno nastąpić prawdziwe zalesianie (a nie hodowla drewna), a po drugie lasów musiałoby być tyle, co za Mieszka I. Ale nawet gdy teraz zalesia się jakieś obszary, to nie wiadomo, czy za kilkadziesiąt lat te drzewa nie obumrą właśnie z powodu zmienionego już klimatu.

CO MOŻEMY ZROBIĆ, jeśli zależy nam na przyszłości naszej planety, naszych dzieci i wnuków? Wbrew pozorom – bardzo wiele. Po pierwsze i najłatwiejsze, potrzebne są starania każdego z nas. Każdy może sprawdzić w Internecie swój tzw. ślad węglowy, a następnie spróbować go zmniejszyć (niektórym udaje się to o połowę!). Dalej – możemy włączać się w działania proekologiczne, mądrze kupować, sadzić drzewa, podpisywać stosowne petycje czy nawiązać współpracę z licznymi w Polsce organizacjami „zielonych”, którzy na pewno przyjmą nas z otwartymi ramionami. Przede wszystkim jednak powinniśmy działać jako mądrzy obywatele, którzy domagają się od władz (centralnych i samorządowych) działań na rzecz klimatu, bo to od nich zależy najwięcej. Niech czują presję swoich wyborców, czyli pracodawców, którzy zawsze mogą ich zwolnić.

Oczywiście, można łudzić się nadzieją, że nastąpi jakieś cudowne odkrycie lub znajdzie się jakiś fantastyczny wynalazek, który odwróci nadciągający kataklizm. Ale co będzie, jeśli to się nie stanie lub przyjdzie za późno, kiedy zmiany klimatu nie da się już cofnąć? Zatem nie ma co czekać na cud. Jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań tu i teraz, to stracimy wszystko, a za 20-30 lat nasze dzieci i wnuki nie będą pytały, na kogo głosowaliśmy w 2018 czy 2020 r., ale o to, co wtedy zrobiliśmy, by zapobiec koszmarowi, w którym przyszło im żyć.

*Tytuł tekstu nawiązuje do książki Naomi Klein „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat”, której lekturę polecam.

Tadeusz Jabłoński