Idzie zima zła

 Idzie zima zła


Tomasz Bemben

25 września 2014 roku Mariusz Błaszczak skrytykował rząd D. Tuska za import węgla z Rosji. Zażądał wprowadzenia embarga i dramatycznie stwierdził, że Polska nie może, poprzez zakup węgla, dostarczać zysków Putinowi, który wykorzystuje je do napaści na sąsiednie kraje. Szef górniczej :Solidarności” twierdził wówczas, że rosyjski węgiel to towar miernej jakości gdyż zmieszany z miałem dzięki zaniżonym opłatom tranzytowym trafia na place. Tam jest dodatkowo jeszcze sortowany a jakość dalej psuta. Piotr Naimski z mównicy sejmował lamentował nad zalewającym Polskę rosyjskim węglem.


Tak było 4 lata temu. Czy w 2018 roku coś się zmieniło? Czy Putin nagle złagodniał a zyski z dotowanego sztucznie węgla służą do budowy szkół i szpitali? Czy jakość tego węgla w jakiś magiczny sposób uległa polepszeniu? A może górnicza „Solidarność” uznała, że polski węgiel sam się obroni i rosyjski towar nie ma żadnego wpływu na bezpieczeństwo i stabilność pracy polskich górników? Nie sądzę – te kwestie pozostały niezmienne. Owszem zmieniła się tylko jedna, zasadnicza rzecz – w 2018 roku wzrasta radykalnie import węgla zza rosyjskiej granicy!
Jak wynika z najnowszych danych Eurostatu, na które powoływał się "Dziennik Gazeta Prawna", od stycznia do maja do Polski wpłynęło już nieco ponad 7 mln ton węgla. Gdyby utrzymało się tempo z pierwszych pięciu miesięcy roku, do grudnia przebijemy 15 mln ton, zanotowane w 2011 roku, a niektóre prognozy wskazują nawet na 17 mln ton. W tym czasie radykalnie (2016 – 2017 o 2 mln ton) spadł eksport węgla z Polski. Ciekawym też wątkiem jest odkryty przez dziennikarzy DGP fakt, że węgiel, który trafia do Polski jedzie do nas prosto z kontrolowanego przez separatystów wschodu Ukrainy a po drodze w cudowny sposób zmienia się mu certyfikat pochodzenia. Okazuje się, że dzisiejszej władzy te kwestie jakoś już nie uwierają i wszystko jest generalnie cacy.   
Zima już o krok, rząd Morawieckiego wciąż deklaruje swe chęci do unormowania importu węgla z Rosji. Nie idą za tym jednak żadne konkretne działania. Gdy słowa mają zamieniać się w decyzje następuje dziwna niemoc a administracyjne przeszkody zaczynają się raptem mnożyć i wszystko grzęźnie na biurkach decydentów. To typowy mechanizm znany od wielu lat rozmydlający odpowiedzialność i w rzeczywistości utrzymujący stan faktyczny na dotychczasowym poziomie.
Czy kiedyś się dowiemy dlaczego tak jest? Kto tak naprawdę w Polsce ma korzyści z takiego stanu rzeczy i czy winni poniosą odpowiedzialność?