Dojna zmiana

W najnowszym, kwietniowym numerze Głosu Wolnych zamieściliśmy obszerny fragment artykułu Barbary Goworowskiej - Milewskiej. Zgodnie z deklaracją przytaczamy tutaj jego całość - dziękujemy autorce za pracę i zapraszamy do lektury:

 

Dojna zmiana - raj dla nowej elity milionerów

 

I. PiS, czyli Pycha i Szwindel

Jako opozycja podnosili wrzask i kwik, że afera!, korupcja!, nepotyzm! Jakże nagłaśniane były i nadal są ich newsy o złodziejstwie PO. Grzmieli, że rozliczą afery a winni zostaną ukarani. Po blisko 3 latach poza kilkoma głośnymi zatrzymaniami i cichymi zwolnieniami (z braku dowodów), o żadnych procesach ani wyrokach nie słychać. Obiecywali uzdrowienie państwa i rozprawę z elitami. Zataili jednak, że elity zastąpią własną kliką bonzów, a „uzdrawianie” będzie wielkim skokiem na kasę. Dla odwrócenia uwagi szary człowiek dostał trochę ochłapów i propagandową iluzję przywracania godności.

W dwa lata okrzepli na stołkach. Ukazali swoją prawdziwą twarz – hipokryzję, arogancję, prywatę i chciwość. U żłobu zasobnie zaopatrzonego przez poprzednią ekipę ujawnili całą swoją pazerność. Zblakły pozory szacunku dla zwykłych ludzi i zniknął głoszony przez Szydło „koniec z arogancją władzy i pychą” i hasło „wystarczy nie kraść” (symbolem prawdziwego oblicza tej władzy stał się premier Morawiecki, którego gigantyczny majątek nie pasował do pisowskiej „skromności”, więc dwukrotnie odpisywał jego części na żonę). Dojna zmiana ma się dobrze – rwą stanowiska, posadki, udziały, udzialiki. Idiotami nie są i wiedzą, że ich czas nie będzie trwać zbyt długo. Muszą więc jak najszybciej i jak najwięcej wyszarpać na zapas.

Nie dzieje się to bez wiedzy dyktatorka z Nowogrodzkiej, ale czy w pełni panuje nad swoimi poplecznikami? Przy kasie i władzy kończą się sentymenty i lojalność, więc wewnętrzna walka o dostęp do koryta już trwa. I w ten sposób w dwa lata ze Skarbu Państwa (czyli z naszych pieniędzy), wydoili ponad 2 miliardy 120 mln zł na nagrody, premie, propagandę i zachcianki dla swoich:

- 15 mln z kart kredytowych MON-u (ciekawe czy są tam rachunki za dyskoteki Misiewicza?) - kwota ta starczyłaby na 150 ton najdroższych słynnych ośmiorniczek.

- 1 mln 500 tys. w ramach „pokory, umiaru i słuchania obywateli” jako dodatkowa kasa, naktórą zwykły szary człowiek musi tyrać blisko dwa lata, mianowicie: 65 ty. OD SZYDŁO DLA SZYDŁO! (Jaki byłby wrzask, gdyby Tusk przyznał sobie premię?); 70 tys. dla Szyszki za wycięcie Puszczy; 82 tys. dla Błaszczaka za mobilizację 30 tys. policjantów do ochrony miesięcznic smoleńskich; 70 tys. dla Macierewicza za caracale, śmigłowce, czystkę w armii i konflikt z Dudą; 75 tys. dla Zalewskiej za deformę szkolnictwa i kłamstwa o niezwalnianiu nauczycieli; 72 tys. dla Waszczykowskiego za paraliż dyplomacji; 65 tys. dla Jurgiela za ”dbałość” o stadniny koni arabskich (za PO wpływy wynosiły 5,6 mln teraz ledwo 1 mln). Razem wyszło na głowę po ok. 6 tys. miesięcznego „dodatku” do pensji.

- 8 mln na prywatne loty wojskową casą, która służyła za latającą limuzynę (Tusk latał rejsowymi boeingami).

- 1 mln 300 tys. dla członków gabinetów politycznych.

- 2 mln na nagrody dla ludzi Dudy (gdy prezydent Komorowski przyznał 800 tys. na nagrody był „niewyobrażalny skandal, brak etyki i moralności, bo władza nie może mieć przywilejów”).

- 94 mln jako zapłata za poparcie udzielne przez toruński ośrodek pod dyrekcją Rydzyka.

- 200 mln na premie w resortach (w tym 28 tys. dla wojewody pomorskiego, który zamiast pomocy poszkodowanym w nawałnicy, wznosił toasty na urodzinach biskupa).

- 1 miliard 800 mln na propagandę w partyjnej TVPiS.

A nadto: 2,5 mln – ochrona miesięcznic; ponad 1,5 mln – ochrona zwykłego posła Kaczyńskiego; 12 mln – podkomisja smoleńska Macierewicza, a kolejne 4 mln to gadżety jego MON-u. U Szyszki skromne 100 tys. z kart płatniczych, luksusowych kolacyjek zaksięgowanych jako „usługi saloniku”, karet czy konfetti dla ministra nie licząc.

Butne, aroganckie i wrzaskliwe wystąpienie Szydło, że „te pieniądze się im się należały”, nijak się ma do jej wcześniejszych opowieści, że „ci którzy mają odwagę i są ludźmi uczciwymi nie potrzebują krzyku i wrzasku”. Skoro tak twierdziła, to powinna przyznać: „Tak, wzięłam pieniądze dla siebie i kolegów, żeby starczyło do pierwszego, bo jak żyć za drobne 17- 20 tys. miesięcznie?”. Tymczasem rodzic przekraczający dochód o 200 zł. traci pieniądze z programu 500+, emeryci dostali śmieszną rewaloryzację, zaś młodzi ledwo wiążą koniec z końcem.

II. PiS, czyli Przekręty i Szmal

Podobno miało być uczciwie, a tymczasem:

- bank kierowany jeszcze przez M. Morawieckiego wypłacił 140 tys. dotacji Fundacji „SOS dla życia”, z których w imię wdzięczności drobną kwotę 96 tys. ksiądz będący prezesem miał pożyczyć posłowi Kornelowi Morawieckiemu (ojcu premiera). Ksiądz bezskutecznie upominał się o zwrot pieniędzy (ma pokwitowanie). Gdy złożył doniesienie do prokuratury, to nim a nie pożyczkobiorcą zajęły się służby specjalne;

- 40 tys. euro z kasy Europarlamentu miało sfinansować konferencję klimatyczną , która w rzeczywistości była konferencją partyjną Solidarnej Polski. Śledztwo przez rok tkwiło w miejscu, ostatnio coś w nim drgnęło. Czy prokurator odważy się ruszyć partię swego szefa?

- blisko 1,2 mln zł poprzez fikcyjną spółkę handlującą używaną odzieżą wyciekło z kasy PCK. Prokuratura sprawdza czy faktycznie wyprowadzona forsa nie posłużyła na kampanię wyborczą polityków PiS w tym dyrektora PCK i minister edukacji A. Zalewskiej;

- stowarzyszenie i szkoła, której dyrektorem jest mąż Szydło, dostali granty Unijne na kwotę 25 milionów złotych, zaś w 2017 r. z rezerwy budżetowej kapnęło im drobne 2,4 miliony zł. Czemu jednak tak trudno znaleźć sprawozdanie finansowe tej instytucji?

PiS to partia obrośnięta spółkami, fundacjami i biznesem, czerpiąca największe profity z przemian, które tak krytykuje. Na przykład w reprywatyzację są umoczeni po szyję. Opozycja żąda nadzwyczajnego posiedzenia sejmu, by wyjaśnić powiązania prominentów PiS ze służb specjalnych z biznesem reprywatyzacyjnym, gdyż Komisja Weryfikacyjna d/s warszawskiej reprywatyzacji pod dowództwem wiceministra sprawiedliwości tuszuje te sprawy.

PiS to także jedyna partia posiadająca własne nieruchomości. W dość niejasnych okolicznościach jeszcze jako Porozumienie Centrum udało im się drapnąć łącznie 20 tys. m kw. biur i 20 tys. m kw. gruntów. Gdy tylko byli u żłobu (przy Wałęsie, i później), w ramach fundacji przejęli budynki przy Al. Jerozolimskich, Ordona, Nowogrodzkiej, Srebrnej. Dziś to majątek wart miliardy. Planują jeszcze postawienie 190 metrowego wieżowca w stolicy i budowę domków jednorodzinnych na Podlasiu. A teraz wychodzi na jaw, że spółka „Srebrna” - perła w koronie PiS-u - wyprowadza kasę do raju podatkowego, z którym to procederem ta władza jakoby walczy.

Komisja w sprawie Amber Gold, którego wierzytelności wynoszą ok. 600 mln, też ma twardy orzech do zgryzienia, bo powiązane z PiS SKOK-i okazują się być współtwórcą całego interesu. Te same SKOK-i, przez które tysiące Polaków straciło 340 mln, a 8 kas-bankrutów kosztowało nas wszystkich 4 miliardy (wypłacone z Banku Funduszu Gwarancyjnego dla poszkodowanych klientów). W tym czasie szef SKOK-ów, będący senatorem PiS, wyprowadził pieniądze do SKOK Holding w Luksemburgu. Tu PiS na komisję się nie zgadza.

III. PiS, czyli Pieniądze i Spółki

Jak wygłodniała sfora rzucili się na olbrzymią kasę spółek skarbu państwa, na spółki-córki. Ze wszystkiego wyciskają kasiorę, ile się da i z czego się da. Wyprowadzają ją także do nowych spółek. Kolesiów, ale co by nie mówić fachowców poprzedniej ekipy zastąpili nienażartymi, miernymi, ale wiernymi własnymi kolesiami.

„Obniżenie pensji w spółkach należących do Skarbu Państwa – tego rodzaju sprawiedliwość jest nam potrzebna” - głosił J. Kaczyński. Ten ładnie brzmiący frazes okazał się zwykłą ściemą, bo swoich trzeba przecież nagradzać. W ten sposób starzy komuniści, pożyczkodawcy szefa, aferzyści („ułaskawiani” lub z umorzonymi sprawami) mają się dobrze. Np. Wojciech Jasiński (PZPR) czy Daniel Obajtek (zarzuty korupcyjne) w nagrodę za wierność zostali prezesami Orlenu z bagatelnym uposażeniem 2,7 mln zł rocznie. A i inni to np. Zygmunt Jagiełło (3,3 mln w PKO BP), Michał Krupiński (3,1 mln w PKO SA), Radosław Domagalski-Łabędzki (1,3 mln w KGHM), Marcin Jastrzębski (1,2mln w Lotosie), Henryk Borowsk (1,1 mln w PGE). Samo PZU wypłaciło 9 mln na pensje zarządu (M. Sadurska zarobiła blisko 500 tys. za pół roku pracy).

To tylko przykłady. Mamy 200 spółek z udziałem Skarbu Państwa, wszystkie obsadzone są stanowiskami z nadania politycznego. Na kasie z budżetu Państwa wypasa się nowa elita – milionerzy Zjednoczonej Prawicy. Jednak ich pensje, nagrody czy nawet odprawy to tylko kropla w morzu, prawdziwe pieniądze odpływają bokami. Zliberalizowanie kryteriów dotyczących przetargów, otworzyło furtkę do uwłaszczania się na majątku publicznym rodzinom i biznesmenom powiązanym z partią. Do tego dochodzą własne fundacje – to do nich rwącym potokiem płyną dotacje. Patronat, mecenat, sponsoring to doskonałe sposoby na wyprowadzanie kasy. Poniżej kilka przykładów takich działań:

- Polska Fundacja Narodowa, obsadzona swoimi, miała promować Polskę za granicą. Miast tego jest kolejnym narzędziem propagandy i swoistym rodzajem banku rezerw na gorsze czasy PiS-u. To tu w ramach mecenatu od spółek z udziałem skarbu państwa płyną olbrzymie sumy. Fundacja już otrzymała ponad 240 mln, a ma gwarancję wpływów aż na 10 lat. W sumie otrzyma pół miliarda zł. z naszych państwowych pieniędzy. Porządku w Fundacji pilnują ludzie M. Kamińskiego, szefa CBA;

- od dwóch lat PiS organizuje w Jesionce pod Rzeszowem swój upolityczniony Kongres 590, którego mecenasami są spółki Skarbu Państwa. Organizator zgarnia od 3 do 5 milionów, a jest nim założona w tym celu przez Adama Glapińskiego (prezesa NBP) Fundacja im Sławomira Skrzypka, w której władzach ciepłe posadki obsadzają wierni poddani;

- powołany niedawno uchwałą sejmową Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej, dubluje istniejący i obsadzony już ludźmi PiS-u Instytut Polski w Budapeszcie. Nowy otrzymywać będzie 6 mln zł dotacji rocznie przez 10 lat.

Takich firm i stanowisk dla ludzi władzy są obecnie tysiące, a pensyjki to od 10 do 20 tys. plus nagrody, premie i dodatki (a tymczasem wyniki finansowe spółek są fatalne – same KGHM, PGE, PGNiG w IV kwartale ub. roku miały zarobić 2,1 miliarda, a skończyło się na 45 milionach). Przypomina się moralność i mentalność Kalego – jak Kali ukraść krowę to dobrze, jak Kalemu ukraść krowę to źle. Wcześniej kradli „złodzieje” (zostawili jednak po sobie kwitnącą gospodarkę i zasobny skarbiec), obecnie, na niespotykaną dotąd skalę, rozkradają nas „uczciwi” z PiS-u. Po nich kraj faktycznie będzie w ruinie.

Kaczyński od lat grzmiał i tropił jakiś „układ”, a tymczasem prawdziwy UKŁAD stworzył on sam i jego pazerne otoczenie.

Barbara Goworowska-Milewska