Zmiany w rządzie

Destrukcja i rekonstrukcja

Po 2 latach od przejęcia władzy i niszczenia znacznej części dorobku poprzednich lat 26 widać było, że pisowska władza zaczyna buksować w miejscu. Wywoływała coraz więcej konfliktów wewnętrznych i zewnętrznych, prowokowała różne środowiska do kolejnych protestów, skutecznie zniechęcała do siebie przez nachalną propagandę i kompromitujące wpadki jej funkcjonariuszy. W takich działaniach przodowali głównie: Błaszczak, Kurski, Ziobro, Zalewska, Macierewicz, Radziwiłł, Szyszko i Waszczykowski. Prezes podjął zatem decyzję o rekonstrukcji rządu i ostatni czterej stracili swoje stanowiska (wcześniej została zdegradowana premier).

Cieszyć się z tego i mieć nadzieję na rzeczywiste zmiany dotychczasowej polityki? Hm… Niektórzy uważają, że nic się nie zmieni, póki z tylnego fotela kieruje wszystkim zwykły poseł,

a zmiany personalne to tylko zagrywka zastosowana z myślą o przyszłych wyborach i o wizerunku w Unii Europejskiej. Być może tak jest, ale z oceną trzeba chyba poczekać w myśl biblijnej sentencji „poznacie ich po ich owocach”. Spróbujmy jednak już teraz dokonać wstępnej analizy tego, co się właśnie stało.

Zacznę od plusów. Zaliczyłbym do nich po pierwsze to, że miejsce partyjnych aparatczyków

i zacietrzewionych ideologów zajęli ludzie z dorobkiem zawodowym lub/i naukowym. I tak szefem MSZ został prof. Jacek Czaputowicz, który w tym ministerstwie pracuje od roku 1990; prof. Łukasz Szumowski, nowy minister zdrowia, jest cenionym kardiologiem i byłym wiceministrem szkolnictwa wyższego; Teresa Czerwińska, minister finansów, to profesor nadzwyczajny UW, specjalizująca się w zarządzaniu finansami; Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, zasłynęła (jeszcze w Ministerstwie Rozwoju) walką ze smogiem; dr Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju, był wiceministrem rozwoju i jest ekspertem Bussiness Centre Club. (Wyjątkiem w tym gronie jest Brudziński, nowy minister spraw wewnętrznych i administracji, który nigdy nie pełnił funkcji ministerialnych ani nie pracował w administracji państwowej.) Po drugie, są to na ogół ludzie młodsi, mamy więc do czynienia z pewną zmianą pokoleniową, co samo w sobie jest pozytywne (wyjątkiem jest tenże Brudziński). I wreszcie plusem jest to, że odeszli z rządu tamci szaleńcy, aroganci i szkodnicy.

Te pozytywy mogą, paradoksalnie, utrudnić zadanie opozycji, albowiem łatwo było krytykować takich Szyszków, Waszczykowskich czy Macierewiczów, którzy wręcz „podkładali się” co krok. Politycy opozycyjni będą teraz musieli zwiększyć swoją czujność wobec poczynań władzy, a ich krytyka musi być zarówno merytoryczna, jak i zrozumiała dla społeczeństwa.

A teraz minusy. Otóż nawet ci „profesjonaliści” nie są wolni od ideologicznego nalotu. Na przykład Szumowski, nie tylko podpisał tzw. deklarację wiary, która oznacza sprzeciw wobec aborcji, antykoncepcji oraz in vitro, ale stwierdził: „Tylko wybrani przez Boga i związani sakramentem małżeństwa maja prawo używać organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim”. Zaś Czaputowicz napisał artykuł, w którym podważał legalność wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Kolejnym minusem „nowych” jest to, że nie mają oni (z wyjątkiem j.w.) politycznego zaplecza w partii i w parlamencie, więc mogą być odwołani właściwie z dnia na dzień.

Zatem – poczekajmy. Oznaką prawdziwej zmiany byłoby cofnięcie niekonstytucyjnych ustaw, opublikowanie zaległych wyroków Trybunału Konstytucyjnego, odwołanie sędziów dublerów, wycofanie się KE z artykułu 7. w sprawie łamania praworządności, przyjęcie zadeklarowanej liczby uchodźców (niechby nawet odbyło się to po cichu, aby nie drażnić twardego elektoratu PiS). Pewną jaskółką jest deklaracja premiera Morawieckiego, że będzie przestrzegał postanowień Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie Puszczy Białowieskiej. Ale jak wiadomo „pierwsza jaskółka wiosny nie czyni”…

Tadeusz Jabłoński