Odpowiedź na odpowiedź

Wszyscy w jednym miejscu

Zanim przejdę do odpowiedzi na Twój tekst, polemiczny wobec mojego „Kiedy przyjdą podpalić dom”, jedno ważne wyjaśnienie. Otóż nie było moim zamiarem rozliczanie kogokolwiek, dzielenie ludzi czy też groźby pod czyimś adresem (chociaż mój tekst zawiera oczywiście oceny). Jeśli tak to odczytałeś, to błąd. Moim celem była próba zdiagnozowania sytuacji, tzn. faktu, że coraz nas mniej na wszelkiego typu ulicznych protestach, chociaż dzieją się rzeczy w gruncie rzeczy przerażające (co miała ilustrować alegoria palącego się domu).

A teraz polemika. Otóż z Twojego tekstu wynika, że ci, którzy nie przychodzą na demonstracje, robią to ponoć dlatego, że oddają się „pracy u podstaw”, samokształceniu i zmianie retoryki. Ale nie jest to przecież prawdą – to są ci sami, którzy krzyczą lub śpiewają pod sądami czy biurami poselskimi PiS-u. Wszystko obraca się w tym samym kręgu osób (niestety!). I między innymi także dlatego uważam, że wciąż ważne jest, aby na ulicach było nas jak najwięcej. Chociażby po to, by zauważyły nas media, a za ich pośrednictwem Europa (zachodnia) i świat (czyli USA).

Piszesz dalej: „Musimy mieć świadomość, że część ludzi, pomimo zbieżnych poglądów, nie jest i nie będzie chętna do partycypacji w tego typu działaniach.”, mając na myśli ich aktywny udział w manifestacjach. To znaczy, że przyjmujesz to za rzecz normalną, bo tak po prostu jest i już (a przecież w lipcu były nas tysiące tysięcy!). A ja właśnie próbuję dowiedzieć się, dlaczego tak jest – to jest ta diagnoza, o której napisałem wyżej.

Być może jest ona nietrafiona, ale sądzę, że i taka jest lepsza niż żadna. Dlaczego? Wyjaśniłem to w swoim poprzednim tekście, teraz powtórzę: bo jeśli dowiemy się, dlaczego nasi znajomi nie chodzą na manifestacje, mamy szansę przekonać ich, że nie ma się czego bać albo że sprawa wymaga jednak ruszenia się z domu.

Problemem istotnym jest teraz „terapia”, czyli właśnie to, jak dotrzeć do takich osób z naszym przekazem i zachęcić do aktywności, a nie tylko czekać na ich udział w wyborach.

Tadeusz Jabłoński