Charakter narodowy

Karolina Janczukowicz

Kiedy widzę skrajnie różne reakcje na najnowsze sensacje, które są objawiane u nas w Polsce nie mogę choćby na chwilę zastanowić się nad naszym charakterem narodowym, jeśli w ogóle jest coś takiego. Przychodzą mi na myśl dwie główne cechy z rezerwą przytaczane przez nieodżałowanego Antoniego Kępińskiego, wielkiego psychiatry i filozofa jednocześnie. Te dwie cechy to: paranoja i histeria.

Skłonności do paranoi mogą być wrodzone, ale są wzmacniane przez doświadczenia życiowe, więc jeśli jest się jednostką (lub grupą ludzi) uciskaną czy represjonowaną, bądź też ma się subiektywne odczucie takiego stanu, jest się dużo bardziej podatnym na spiskową interpretację wszelkich nieszczęść, których jest się ofiarą. Polacy jako naród na pewno mogą czuć się  niejednokrotnie pokrzywdzeni przez historię i choćby przez to mogą być bardziej na paranoję podatni. Ja sama, choć nie wierzę w spiskowe teorie zamachu na samolot pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku, muszę całą siłą woli powstrzymywać się przed interpretowaniem niedawno ogłoszonych rewelacji dotyczących Lecha Wałęsy i jego podpisywania zobowiązań wobec SB jako spisku bądź zmowy kogoś przeciwko komuś. Wniosek jest taki, że niezależnie od tego po której stronie barykady się stoi, podatność na paranoję ciągle nas łączy.

Jeśli chodzi o histerię, należy się kilka słów wyjaśnienia – nie chodzi tu tylko o przesadną emocjonalność w ogóle, ale raczej o zbytnie upatrywanie własnej wartości w tym jak nas widzą inni, połączoną z zupełnym oderwaniem od samoświadomości własnych odczuć, potrzeb i motywacji własnych czynów. W przełożeniu na cały naród, pewne symptomy zdają się wyraźne: mam tu na myśli dociekliwość w tym jak nas widzą inne kraje, co napisały o nas zagraniczne gazety, lub też w jaki sposób obrazili nas obcy dygnitarze.

Niemniej jednak emocjonalność też gra swoją rolę. Prototypowy Polak (lub Polka) jest zdecydowanie osobą wielkich uczuć, zdolnym do wielkich poświęceń, nie zawsze racjonalnych, ale prawie zawsze motywowanych wielką ideą. Kmicic może i jest tylko literacką interpretacją losów pewnego polskiego szlachcica, ale stawianie na szali całego swojego życia w imię idei w którą wierzył, jest jak najbardziej rzeczywiste. Fakt, że stawiał swoje życie na szali w imię idei, zarówno wtedy kiedy stawał po złej stronie barykady, jak i wtedy kiedy mu się otworzyły oczy i stanął po drugiej stronie, tylko dodaje prawdziwości jego postaci jako Polaka z krwi i kości.

Polak to więc dużo więcej niż tylko histeria i paranoja. W Polakach tkwi poczucie wartości. To poczucie,  że są rzeczy ważniejsze od tego, żeby ocalić własną skórę połączone jest z gotowością do ryzykowania życiem w obronie honoru lub też idei. Taka to właśnie gotowość zdumiewała brytyjskich żołnierzy obserwujących straceńcze bohaterstwo polskich lotników w bitwie o Anglię.

Przez ostatnią dekadę byliśmy albo świadkami, albo ofiarami tego, że jedna cecha naszego narodowego charakteru była eksploatowana kosztem drugiej. Karmieni byliśmy spiskowymi interpretacjami różnych wydarzeń; a to że jesteśmy rządzeni przez mafię lub układ, a to że wykupują nas obcy, a w najostrzejszej swojej formie, że premier naszego kraju spiskował aby zlikwidować polityczną elitę Polski z jej prezydentem na czele. Przez te spiskowe teorie powoli ale konsekwentnie pozbawiani byliśmy tego co w naszym narodzie najdroższe – naszej dumy i symboli sukcesu.

Naszym największym sukcesem, niezależnie od interpretacji jak to się rzeczywiście stało, było odzyskanie niepodległości. Wszystkim tym, którzy ten sukces sprzed 25ciu lat negują, radzę, aby wyobrazili sobie jak by u nas teraz było, gdyby ten moment nie nastąpił. Kiedy ja próbuję to sobie wyobrazić, przywołuję w pamięci słowa Ronalda Reagana z 1988 roku z jego przemówienia w Berlinie Zachodnim (tego, które zakończył słynnym zawołaniem „Mr Gorbatchov, tear down this wall!”), kiedy to zwrócił się do mieszkańców Berlina Zachodniego, protestujących przeciwko jego przybyciu, że gdyby mieszkali po drugiej stronie muru, to protestować by nie mogli.

Naszym największym symbolem tego sukcesu jest Lech Wałęsa. Jest on oczywiście dużo więcej niż symbolem, jest on jego głównym twórcą, ale w chwili obecnej to symbol jest nam wydzierany. Nie po raz pierwszy i nie on jeden. Podobnym gestem, było wmawianie nam, że Henryka Krzywonos nie zatrzymała tramwaju, tylko wyłączono jej prąd. Innego rodzaju kradzieżą, ale w dokładnie tym samym kierunku, jest przeinaczanie a wręcz zohydzanie całej idei Okrągłego Stołu. Te gesty, i wiele innych, których nie sposób tu wszystkich wymienić, pozbawiają wszystkich Polaków symboli tego właśnie co dla Polaków jest takie drogie, bez czego żaden z nas nie może w pełni żyć, a dzięki czemu nasz naród przetrwał stulecia a potem dekady zniewolenia; symboli wartości które są ważniejsze od materialnej egzystencji. Mam wewnętrzne poczucie, że jeśli teraz nie staniemy w obronie tych wartości, to potem nigdy już w pełni Polakami nie będziemy.