Po warszawskim marszu ONR

Czy jesteśmy Judaszem, bez którego nie dokonałoby się zbawienie?

Urszula Wilma

Od wczoraj męczy mnie jedna rzecz, pewnie ta sama, co większość z WAS. Jak to się dzieje, że my Polacy, którzy zawsze walczyliśmy na wszystkich frontach świata, o wolność Francji, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, że my budowniczowie mostów i szkół w Ameryce Południowej, Azji, czy Afryce, my misjonarze, my woluntariusze, my bohaterowie świata...jak to się stało, że upadliśmy tak nisko! Ja to się stało, że my Naród bohaterów, nagle staliśmy się rynsztokiem historii? Jak to jest możliwe, że Naród, który doznał ogromnych strat w wyniku faszystowskiej wojny, który musiał się odbudowywać prawie od zera, który cierpiał pod jarzmem totalitarnej władzy fałszywych przyjaciół z Rosji, jest jedynym państwem w Europie, w którym wolno jest wyjść na ulicę i legalnie manifestować faszyzm? Co zrobiliśmy źle? Czego nie dopatrzyliśmy, że nasze dzieci giną w otchłani ideologii zagłady. Jak to jest możliwe, że ludzie przed upływem stu lat, potrafią zapomnieć o komorach gazowych, o strachu, o łapankach, o życiu w kanałach, o obozach koncentracyjnych, bombach, gettach, o głodzie i poniżeniu?

Fakty historyczne dotyczące II wojny światowej, to nie jakaś odległa przeszłość, to nie czasy, kiedy jeszcze nie znano aparatów fotograficznych, a kamera filmowa nie została wynaleziona. Tamte straszne wydarzenia są dość dobrze utrwalona na fotografiach i na taśmie filmowej. Jak to się dzieje, że na kościelnych parkanach przykleja się szokujące, nieprawdziwe, krwawe zdjęcia dotyczące aborcji, a słowem się na religii nie wspomina o holokauście, o gwałtach, o biciu podczas przesłuchań, o zabijaniu noworodków uderzeniem głową o ścianę? Dlaczego nasza wrażliwość, nasza percepcja rzeczywistości, jest taka wybiórcza i tak...skażona katolicko i politycznie?

Nam, ludziom wychowanym w cieniu drugiej wojny światowej jest trudno zrozumieć, dlaczego ludzie tak łatwo zapominają. My, z tych pokoleń, mieliśmy w pewnym momencie dość tego ciągłego gadania o faszystach, o powstaniu , o Żydach o wojnie. Chcieliśmy się już uwolnić od tych wspomnień i od strachu. Ale to jest błąd.

Dziś, kiedy się rozmawia z ludźmi w wieku moich dzieci ( żaby nie było, nie z moimi dziećmi! Ja swoim dzieciom przekazałam stosowną wiedzę), a więc kiedy się z nimi rozmawia, oni mówią wprost, że z tą wojną to taka tylko ściema, że to nie było dokładnie tak, jak ja myślę, że to lewacka lub sowiecka propaganda...

Ściema???? Sowiecka propaganda? Faszyzm niósł wyzwolenie od komunizmu???? Ludzie drodzy, co się WAM w tych mózgach porobiło? Spotkałam się nawet z taką opinią, że źle się stało, iż nas Armia Czerwona wyzwoliła, bo za okupacji, to się nam dobrze żyło, a dziś bylibyśmy częścią bogatej Rzeszy......

A jakim językiem byśmy wtedy szprechali, pieprzeni bezmózgowi patrioci????

Ja, mam bardzo dobrze rozwinięty narząd mowy. Wszyscy to wiedzą, na gadkę trudno ze mną wygrać. Ale po takim tekście, naprawdę mi szczeka opadła. Dla mnie, osoby urodzonej w latach sześćdziesiątych, która widziała gruzy w Warszawie, a lekcja wychowawcza w szkole nie zaczynała się od nauki przechodzenia przez ulice, lub, jak się zachować, kiedy cię zaczepi obcy mężczyzna, lecz od instrukcji, jak się zachować, kiedy się znajdzie nieznany metalowy przedmiot na polu, dla mnie dzisiejsza ignorancja ludzi jest szokująca.

My po prostu żyjemy w usankcjonowanym kłamstwie! Kłamią politycy, kłamie nauczyciel w szkole, kłamie ksiądz w kościele. Mamy popierdolone w głowach tak bardzo, jakbyśmy zamiast mleka polijali całe życie LSD!!! Nam się wydaje, że przeszłość, historia, to jest jakiś pierdolony Wiedźmin, jakaś gra komputerowa, jakaś wymyślona historyjka. Ładujemy młodym ludziom do głowy jakieś pseudo patriotyczne gówno, jakąś chorą miłość do umierania za coś, co nie istnieje. Jakąś debilną potrzebę stworzenia sobie wyimaginowanego wroga, z którym mogli byśmy walczyć!

A my, ludzie świadomi problemu, zamiast wziąć kije i przegonić bandę faszystowskich sekt z życia publicznemu, snujemy filozoficzne wywody, jaka jest geneza powstania takich, a nie innych zachowań społecznych.

Geneza jest prosta! To się nazywa brak alternatywy. Dobrobyt i wolność tak bardzo nam uderzyły do głowy, że zaniedbaliśmy podstawowe wychowanie młodzieży.

Uwaga, będę teraz ględzić, jak stara dewota:

A więc, kiedy ja byłam dzieckiem lub młodzieżą, w mojej wiejskiej szkole istniało harcerstwo, istniało szkolne koło sportowe, sklepik szkolny, gdzie uczyliśmy się podstaw ekonomii, szkolne koło PCK, pracowaliśmy w bibliotece, otrzymywaliśmy nagrody za ilość przeczytanych książek, uczestniczyliśmy w konkursach tematycznych z różnych przedmiotów, tańczyliśmy i śpiewaliśmy w chórach lub zespołach muzycznych. Nie wnikam w to, na ile te organizacje, te zajęcia poza lekcyjne, kształtowały naszą osobowość, ale na pewno podkręcały naszą ambicje, podnosiły nasze poczucie wartości, dawały złudzenia walki o jakieś wyższe cela . W III Rzeczpospolitej, gwałtownie pozbyliśmy się tych wszystkich miejsc, w których młody człowiek, mógł odczuwać, że robi coś dobrego i wartościowego, uważając to za relikwię komunizmu. I co mu daliśmy w zamian????Lekcje religii???? Tak... daliśmy poczucie, że uczyć się nie trzeba, że wystarczy polowe łóżko na placu handlowym, albo kontener papierosów przemyconych bez akcyzy, by się ustawić. Wiem, co mówię, jestem nauczycielką. Pamiętam sytuacje, kiedy rodzice przychodzili do szkoły z prostym postulatem: Nauczcie mojego syna lub córkę liczyć pieniądze, to mu do życia wystarczy! Po co kończyć uniwersytety, z tego nie ma pieniędzy! Po co czytać książki? Przez dwadzieścia kilka lat wolności zniszczyliśmy zupełnie system wartości. A młodzież? Młodzież potrzebuje ideałów. Młodzież potrzebuje być ważna, być na topie, mieć poczucie własnej wartości. Młodzież potrzebuje tożsamości! A oprócz tego, młodzież potrzebuje ekstrawagancji kojarzonej z młodzieńczym buntem. Niestety my mamy zasadniczy problem z tolerancją. W zarodku gasimy wszelkie objawy indywidualizmu. W innych krajach, przez lata młodzież miała oparcie swego buntu w grupach subkulturowych, w punkach, hipisach, hipsterach, gothic itd. Dla tradycyjnych Polaków wszystko jest złe i wszystko jest związane z diabłem. Zresztą w takim postrzeganiu świata pomaga nam kościół katolicki. Nie rozumiemy, że młodzież potrzebuje jakiejś identyfikacji, jakiejś kreacji, jakiejś grupy, z którą mogłaby się identyfikować. Jedynym miejscem, gdzie mogą pokazać swoją inność, swój bunt, swoją indywidualność i radykalizm, jest ONR!! Gdybyśmy swoim dzieciom pozwolili na więcej kreacji, więcej indywidualności, nie mieli byśmy aż tak wielkiego problemu.

Dla młodego człowieka, świat jest dużo bardziej czarno biały. Potrzebuje jasnych wytycznych, potrzebuje zbuntowanej ideologii, potrzebuje poczucia własnej wartości i przynależności. Potrzebuje być kimś ważnym. A my go chcemy widzieć w mundurku codzienności. Bunt, poszukiwanie ekstremalnych wrażeń, frustracja, to są zjawiska stare jak świat i charakterystyczne dla wieku młodzieńczego. A my, dorośli ludzie, nie wypełniamy tej luki, która powstała, tylko pozostawiamy swoje dzieci na pożarcie takich faszystowskich guru.

Nie dziwmy się więc, że nasze dzieci uciekają w tamten ideologiczny świat. One nie mają doświadczenia, w sposób prosty i bezpośredni rozumieją górnolotne hasła. Łatwo ich kupić hasłami bóg, honor, Ojczyzna, które przecież obiektywnie są pozytywnymi.

Zabraniamy dzieciom oglądania drastycznych wojennych scen, to błąd ! Zabraniamy czytania dzieł Hitlera, to błąd! Powinniśmy pokazywać, że czasami źli ludzie piękne idee zamieniają w apokalipsę. Uczmy, że słowa nie są płaskie, że można je różnie rozumieć i w różny sposób wykorzystać.

A patrząc na taki marsz ONRu , jak wczoraj, możemy tylko ubolewać, że zaniedbaliśmy edukację, że zlekceważyliśmy problem dopuszczając do swoich dzieci osoby, które w zgubny sposób zagospodarowały ich potrzeby. To jest pokolenie stracone. Jeśli nawet się opamiętają, wyjdą z tego okaleczeni, będą zawsze wewnątrz siebie walczyć z czymś, co im się wydawało dobre, a okazało się zgubą bez przyszłości.

My, Polacy, często przywiązujemy wagę do rzeczy nieistotnych. Zabraniamy np. noszenia koszulek z symbolami gotyckimi, z czaszkami z liściem marihuany. Uklepujemy problem po wierzchu, nie widząc, kiedy naprawdę dzieje się coś złego, kiedy nasze dziecko potrzebuje wsparcia i zaufania. Tracimy je, a ono znajduje oparcie w tych złych ludziach, którzy dokładnie wiedzą, w którą strefę uderzyć, jaką strunę poruszyć, by sobie młodego człowieka zawłaszczyć.

I tak oto mamy stracone pokolenie. Mamy taki obrazek Polski, który jest zwykłym szambem wyhodowanym przez naszą ignorancje. Mamy ziarno zła, które upadło na żyzną glebę podsypana przez PIS i rośnie w siłę. I jest to wstyd, że my Polacy, my bohaterowie świata, możemy być kolebką kolejnej wojny, kolejnej apokalipsy, kolejnego zniszczenia.

Wszyscy mamy tego świadomość, lecz, jak dawniej w budzących się faszystowskich Niemczech, milczymy. Mam wrażenie, że rozum nam odebrało. Zupełnie, jakbyśmy byli częścią jakiegoś obrzydliwego planu. Jakbyśmy byli Judaszem, bez którego nie dopełniłoby się zbawienie.