Zaczęło się zjeżdżanie?

 

Równia pochyła.

Tomasz Bemben

Jesteśmy już po pierwszej wizycie Donalda Tuska w prokuraturze i zapewne nie ostatniej, biorąc pod uwagę deklaracje ministra Błaszczaka. Założenie Kaczyńskiego aby zdyskredytować przewodniczącego Rady Europejskiej i jego nazwisko na stałe połączyć z naciąganymi aferami gospodarczymi a nawet kryminalnymi jest nad wyraz widoczne. Czy te zamiary udało się zrealizować? Nie sądzę. Pomijam już fakt, typowej dla PiS-u, przyciężkiej retoryki przyjaznych rządowi komentatorów i prymitywnej propagandy w telewizji reżimowej – Donald Tusk z właściwą dla siebie odrobiną uprzejmej nonszalancji połączonej z dobrym wychowaniem bez zmrużenia oka przyjął drobne uszczypliwości, które przygotowała dla niego prokuratura. A nawet publicznie stwierdził, że spotkanie było przyjazne bowiem poczęstowano go kawą, herbatą i wodą. Po 8-godzinnym przesłuchaniu wyszedł do mediów uśmiechnięty i wyluzowany. Tłumy jakie mu towarzyszyły w Sopocie gdy odjeżdżał i w Warszawie, gdy witano go na Dworcu Centralnym stanowią dobitny dowód na to, że kolejny raz Kaczyńskiemu i jego wyznawcom przydarzyła się piękna katastrofa.

Zastanawiająca jest ta kiepska passa jaką przeżywa aktualnie rząd PiS i osobiście Jarosław Kaczyński. Najpierw legendarny już popis Szydło i Waszczykowskiego w Brukseli i sławetne 27:1 w pojedynku Europa – Polska w sprawie wyboru D. Tuska na stanowisko przewodniczącego RE. Potem smoleński obłęd Macierewicza skwapliwie podtrzymywany przez szefa partii rządzącej, ukoronowany nową teorią wybuchu bomby termobarycznej, która rykoszetem uderza w pamięć Lecha Kaczyńskiego gdyż trudno znaleźć kogokolwiek innego mogącego wnieść bombę na pokład samolotu. Szef podkomisji Berczyński bez mrugnięcia okiem opowiada o bombie w samolocie i jednocześnie mniej więcej w tym samym czasie informuje opinię publiczną, że to on właśnie stoi za rezygnacją Polski z francuskiej umowy w sprawie helikopterów caracale – MON oczywiście natychmiast zdementował tą sensacyjną wiadomość. Jaką zatem wiarygodność ma pan Berczyński opowiadając o wybuchach termobarycznych? Z litości już nie wspominam kilkutygodniowej szopki z „dyrektorem” Misiewiczem, w której przegranymi są właściwie wszyscy łącznie z Kaczyńskim wzruszonym swego czasu pędem do wiedzy pomocnika aptekarza. Przypominam sobie panią Szydło, która w swym wystąpieniu w Sejmie potrafiła słowo „pokora” odmienić przez chyba wszystkie przypadki – dzisiaj brzmi to cokolwiek kuriozalnie gdy przypomina się wypadek w Oświęcimiu.

Wszystkie te kiksy mają wspólną podstawę i dowodzą, że impet PiS-u z pierwszych miesięcy rządów ulega dekompozycji. Oczywiście nikt tam jeszcze nie myśli o wywieszaniu białej flagi, jeszcze zawłaszcza się Krajową Radę Sądowniczą a Ziobro robi wszystko aby móc mianować „swoich” sędziów w Sądach Okręgowych. Okraszone to jest sosem bezmyślnych, idiotycznych wypowiedzi jak chociażby tą, w której to pan Sasin, niedoszły prezydent Warszawy, zgłasza gotowość przeniesienia pomnika Poniatowskiego w celu zrobienia miejsca dla pomnika potencjalnego zamachowca. Groteska? Tak – ale tego zarówno partia rządząca ani jej przywódca na całe szczęście nie dostrzega. A tu za zakrętem szykują się pierwsze efekty zmian w systemie edukacji, szeregi niezadowolonych będziemy formować już we wrześniu wraz z tłumami tych, którzy zobaczą, że kolejki w przychodniach i szpitalach nie zamierzają się skracać. Jesień w tym roku zapowiada się interesująco…