Co może powstrzymać PiS, czyli w czym nasza nadzieja

ruina PiS s"Wściekłość i szaleństwo mogą w pół godziny zniszczyć więcej niż roztropność, namysł i przezorność potrafią zbudować w ciągu stu lat" Edmund Burke

Tadeusz Jabłoński

W czasie spotkania naszego zespołu programowego z wysłannikami „Le Monde” padło takie właśnie pytanie. Odpowiedzi były różne (od bardzo rozbudowanych i pogłębionych po takie sobie), co zachęciło mnie do własnych przemyśleń. Oto moje odpowiedzi w kolejności od najmniej do najbardziej prawdopodobnych. 

Po pierwsze taką nadzieją na zatrzymanie nieprawnych i wykraczających poza obyczaje polityczne poczynań władzy mogą być naciski zagranicy – poszczególnych państw (przede wszystkim USA), NATO, a przede wszystkim Unii Europejskiej. Takie działania są podejmowane i z pewnością cieszą one obrońców demokracji, jednak nie bardzo wierzę w ich skuteczność. Nawet jeśli obecna władza formalnie współpracuje z takimi organami jak PE czy Komisja Wenecka, to w rzeczywistości nie liczy się z ich opinią, a to dlatego, że dla rządzących Unia Europejska (lub NATO) nie jest wartością, o której trwanie i rozwój warto zabiegać. I będzie tak dopóki KE nie przykręci nam kurka z pieniędzmi lub NATO nie zostawi nas swojemu losowi, a na to na razie się nie zapowiada.


Drugą barierą powstrzymującą PiS mogłoby być… samo PiS , w którym może dojść do jakichś ruchów tektonicznych już to na tle ambicjonalnym (padają tu w publicystyce takie nazwiska jak Ziobro czy Gowin), już to na tle sporów kompetencyjnych, ogólnego chaosu decyzyjnego i niedotrzymania obietnic wyborczych. Jednak nie widać w tej chwili prawie żadnych oznak pęknięcia w koalicji rządowej, poza słabymi i w gruncie rzeczy nieistotnymi głosami pojedynczych polityków. Tak już chyba pozostanie, póki rzeczywista władza będzie w rękach Kaczyńskiego.

 


Sytuacja mogłaby się zacząć kształtować inaczej, gdyby mocny i krytyczny głos wydał z siebie polski Kościół, a dokładniej jego episkopat. Sądzę, że wtedy nawet Kaczyński (chociaż bliżej mu do „kościoła rydzykowego” niż oficjalnego) musiałby przemyśleć swoje postępowanie i przynajmniej w pewnym zakresie (choćby tylko w warstwie werbalnej) zmodyfikować obecny, ostry kurs na konfrontację ze społeczeństwem. Pojawiają się co prawda pojedyncze głosy (jak np. ojca Pawła Gurzyńskiego), ale poza tym nie widać i nie słychać o takich wystąpieniach hierarchów. Mam nadzieję, że to milczenie oficjalnych przedstawicieli Kościoła zostanie zapamiętane.


Następna sprawa, która może odwrócić niekorzystną sytuację jest opór społeczny Mam tu na myśli po pierwsze mądre zachowanie opozycji parlamentarnej (pamiętajmy, że w demokracji to partie wygrywają wybory), która powinna uzgodnić pewne zasady współdziałania i jako dogmat przyjąć nieatakowanie się nawzajem. Ale potrzebna jest i właściwa postawa przynajmniej części społeczeństwa, tj. ruchów obywatelskich (warto może zabiegać o wspólne wystąpienia np. KOD-u i Amnesty International?), niezależnych mediów, a także wpływowych środowisk opiniotwórczych, takich jak prawnicy, naukowcy i artyści. Przyznaję, że z tym właśnie wiążę spore nadzieje (nie tylko dlatego, że jestem w KOD-zie), bo widać coraz bardziej, że opór społeczny rośnie – wielu ludzi (którzy do tej pory często stali z boku), a także wiele organizacji i instytucji jakby obudziło się z letargu i zaczyna głośno wyrażać swój sprzeciw wobec poczynań rządzących.


Ostatnia i według mnie najbardziej prawdopodobna możliwość upadku władzy PiS to ostry kryzys gospodarczy (nie chcę używać słowa katastrofa, żeby nie zapeszyć). Może to się wiązać bądź z ogólnym bałaganem spowodowanym stanowieniem coraz gorszego prawa gospodarczego, bądź z koniecznością dotrzymania wyborczych obietnic, a więc z coraz większymi wydatkami przy malejących dochodach, wreszcie z sytuacją gospodarki europejskiej lub światowej. Żadna z tych możliwości nie jest oczywiście dobra dla kraju, więc wolałbym, żeby do niej nie doszło, ale jednak i z tym trzeba się liczyć.