Rzeczywistość jak z najczarniejszego scenariusza

horror sKarolina Janczukowicz
Kiedy ostatnio byłam na zajęciach z fitnessu, po jakichś dwudziestu minutach nagle zgasło światło. Na sali gimnastycznej momentalnie zapanował nieprzyjemny półmrok i zaległa cisza, jeśli nie liczyć naszych coraz cięższych oddechów. W pierwszym odruchu pomyślałam (może zresztą nie tylko ja) ‘O, fajnie! Coś się dzieje. Może przerwiemy na chwilę tę mordęgę.’ Jednak instruktorka dalej prowadziła zajęcia, więc my też , posłusznie, ćwiczyłyśmy dalej, jakby nic się nie stało. Tak jakby nadal świeciło światło i grała muzyka. Wszystkie byłyśmy pewne, że zaraz ktoś odpowiedzialny, np. ochrona, administracja czy portier zajmie się tą sprawą i będzie jak dawniej. Ćwiczyłyśmy dalej aż powoli do każdej z nas zaczęło docierać, że chyba samo się nic nie naprawi. Może bezpieczniki wysiadły tylko na naszej sali, a może portier wyszedł na papierosa i nic nie zauważył. Tak czy siak, robiło się coraz ciemniej i było coraz bardziej oczywiste, że jeśli któraś z nas nie zadziała, jedyne co nam pozostanie to po omacku ewakuować się z sali. Jednak nadal ćwiczyłyśmy uczepione tej myśli, że przecież ktoś coś musi w końcu z tym zrobić. Na szczęście, jedna z dziewczyn nie wytrzymała, wyszła z sali i po chwili rozbłysły światła a instruktorka włączyła muzykę.

A kiedy tak sobie ćwiczyłyśmy dalej, ciesząc się powrotem do normalności, naszły mnie dwie myśli. Po pierwsze, że cała ta scena wyglądałaby zupełnie inaczej w filmie, takim, w którym gra np. Vin Diesel albo Bruce Willis. Wtedy byłoby oczywiste, że takie ciemności to znak, że o ile uczestniczki w mig nie zorganizują się i nie zaczną się ratować, po chwili wszystkie będą martwe, no może z wyjątkiem tej najładniejszej, wymienionej w początkowych napisach.

Druga myśl to podobieństwo naszych reakcji po ostatnich wyborach. Najpierw zaciekawienie; ‘O, fajnie! Coś się w końcu dzieje!’ Wkrótce zaczyna docierać, że jednak, nie o takie zmiany chodziło, ale ciągle jesteśmy pewni, że prędzej czy później ktoś odpowiedzialny przywróci porządek. Sytuacja się pogarsza, zarówno w naszych relacjach z sąsiednimi państwami, jak i wewnątrz kraju, ale większość z nas nadal uparcie odwraca oczy od tego, czekając, aż ktoś inny w końcu zacznie naprawiać to co się stało.

Byłoby wspaniale, gdyby wystarczył tylko jeden ruch, takie ponowne włączenie bezpiecznika (np. odblokowanie pracy Trybunału Konstytucyjnego), żeby wszystko wróciło do normy. W Europie by nas znowu szanowali, w Stanach na nas liczyli, a wewnątrz kraju, nawet jeśli nie wszyscy byśmy się nawzajem kochali, to jednak przestrzegalibyśmy pewnych reguł, które pozwalają nam wspólnie egzystować.

Rzeczywistość niestety zdaje się być inna. Oto, okazuje się, że zamiast nudnej codzienności musimy stawić czoła scenariuszowi jak z filmu sensacyjnego, gdzie główną rolę gra naczelny ‘schwarz-charakter’, ziejący nienawiścią do wielu, a wszystkich pozostałych ledwie tolerujący, i to tylko jeśli co do joty spełniają, a nawet wyprzedzają jego życzenia. Z nas wszystkich zrobił zakładników swoich nieodgadnionych idei, i teraz wszyscy Polacy się trzęsą, zastanawiając się, co siedzi w jego głowie.

Tu niestety kończy się moje porównanie filmowe, bo nawet jeśli jakiś cudowny wybawca się pojawi, to dla nas, zwykłych statystów w scenariuszu prezesa może być już za późno. Musimy się ogarnąć i sobie nawzajem iść na ratunek, bo jeśli będziemy zwlekać za długo, to jedyne co nam pozostanie to ewakuacja w pośpiechu i po omacku. Czy na pewno chcemy dzielić los uchodźców z Afryki i Azji i patrzeć jak reszta Europy niczym zgniłe jajko przerzuca między sobą obowiązek goszczenia emigrantów z Polski?

Karolina Janczukowicz