Kolejny sezon na polowanie na czarownice?

krzeslo elektryczne sBarbara Goworowska-Milewska
Czysty przypadek sprawił, że PiS mając poparcie zaledwie niecałych 19% uprawnionych do głosowania, uzyskał nieznaczną większość parlamentarną . Teraz głosząc, że działają w oparciu o mandat większości całego społeczeństwa bezkarni e łamią prawo.
Obrona wolności konstytucyjnych to nasz wspólny społeczny interes
Problem aborcji to świetne, wzbudzające nawet skrajne emocje, narzędzie manipulacji. Podczas poprzednich rządów PiS, Prezydent Lech Kaczyński nie zgodził się na zmiany w ustawie. Maria Kaczyńska opowiedziała się po stronie kobiet. W odwecie, Radio Maria i jego szef T. Rydzyk obrażali ją złośliwymi komentarzami, z epitetem "czarownica" włącznie.
Teraz sprawa znów odżyła, lecz w innej rzeczywistości. W ławach poselskich, mamy nieznaczną większość kolesiów pierwszego sortu kpiących z prawa, konstytucji, krajowej opozycyjnej opinii społecznej i nie liczącą się z zaleceniami płynącymi z Europy. Przewodzi im zwykły poseł, nie ponoszący żadnej odpowiedzialności, który w podzięce za wiernopoddańczą postawę osób piastujących urzędy Prezydenta i Premiera RP, zaczął nimi publicznie pomiatać.
Zamieszanie wokół aborcji jest na rękę partii z urągliwym, w tym wydaniu, słowem "prawo" w nazwie. Utrwala podział społeczeństwa, mobilizuje jego zindoktrynowany "żołnierski" elektorat. Ta sprawa, pospołu ze Światowymi Dniami Młodzieży, i szczytem NATO to bonus. Całkiem nieźle odwraca uwagę części społeczeństwa od nie dotrzymywanych zobowiązań odnośnie, płacy minimalnej wieku emerytalnego, leków dla seniorów, edukacji, kwoty wolnej od podatku itp. drobiazgów. Od ustaw: rolnej, antyterrorystycznej, inwigilacyjnej, medialnej - niezgodnych z konstytucją i Traktatem Akcesyjnym oraz Konwencją Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Od sprawy Trybunału, spadku politycznej i gospodarczej pozycji Polski na arenie międzynarodowej, czy szaleńczego obsadzania coraz to niższych stanowisk "miernymi ale wiernymi". To przygotowywanie do przejęcia samorządów. Powinniśmy mieć świadomość, że obecnie rządzi nami ośmiornica, która szybko opasuje kraj swymi mackami.
Kosztem własnych obywateli, mając za nic opinie międzynarodową i ku uciesze Moskwy, spychają kraj do skompromitowanej podrzędnej roli w Europie. Realizują plan, stworzenia posłusznego czegoś, nadal pod nazwą Trybunał Konstytucyjny. Nieważne jakie miernoty w nim zasiądą, ważne by nie kwestionowały ich ustaw "dobrej zmiany". To godzi w demokrację, w prawa człowieka, w nasze prawa. Dlatego, właśnie TEN, dzisiejszy, stojący na straży Konstytucji Trybunał, ze swoim mianowanym jeszcze przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, kompetentnym, niepokornym, a teraz opluwanym, Prezesem Andrzejem Rzeplińkim, może być nadzieją na uznanie tej okrutnej, restrykcyjnej antyaborcyjnej i pozostałych ustaw za niekonstytucyjne. Ale tu czasu coraz mniej, gdyż w grudniu po upływie kadencji niezależnego i jakże niewygodnego Prezesa TK, zostanie mianowany nowy - odpowiednio dobrany, spełniający oczekiwania autokratycznej władzy .
Ruszyła zbiórka 100 tyś. podpisów pod projektem ustawy o całkowitym zakazie aborcji. Aprobata, jaką ta sprawa znajduje pośród hierarchów, w środowiskach radio maryjnych, klubach Gazety Polskiej stanowi zagrożenie. Już w ogłoszeniach duszpasterskich w parafiach, słychać zalecenia, aby to popisywać. W pochodzie obrońców życia, kroczy hierarcha pospołu z jednym z marszałków sejmu. Coraz widoczniejszym staje się fakt, że w podobno świeckim państwie, to Kościół, tylnymi drzwiami zaczyna dyktować prawo. Partia od chwili objęcia rządów, spłaca dług za poparcie. Zapewnienia "nic wspólnego nie mamy z tą inicjatywą" to czysto propagandowe zagrania. Głosy płynące z Episkopatu o nie karaniu kobiet, brzmią nawet ładnie, lecz prawo i tak określi kary. W partii wodzowskiej, żywcem przeniesionej z komuny, słowo prezesa, jak niegdyś Stalina, jest prawem. Jego akceptacja wystarczy. Większość posłów z Kukiz ‘15 też go poprze. Gros polityków boi się Kościoła, który formalnie władzy nie sprawuje, a jednak coraz jawniej rządzi naszym krajem. Pierwsza dama milczy, wie że każdą ustawę uchwaloną przez ten Sejm, jej ubezwłasnowolniony mąż podpisze.
Jeżeli ustawa przejdzie to, zdrowie, życie, godność kobiety, staną się pustym frazesem. Badania prenatalne okażą się zbędne. Który lekarz zaryzykuje dochodzenie i więzienie. Informacja o chorobie czy deformacji płodu, nawet gdy ten nie będzie w stanie podjąć samodzielnych funkcji życiowych, straci sens. Paradoksalnie, przestępców seksualnych to prawo obejmie ochroną. Która dziewczyna zgłosi gwałt, narażając się, że wejdzie na "listę" potencjalnie zapłodnionych? W naszym katolickim, pełnym miłości bliźniego kraju, wystarczyć będzie donos kogoś "życzliwego" o samym podejrzeniu spowodowania poronienia, lub jakieś aborcji, by prokuratura wszczęła śledztwo, z nakazem badań u podejrzanej.
Obecnie kobieta, przynajmniej formalnie ma prawo do pojęcia decyzji zgodnej z własnym sumieniem. Nikt nie zmusza do usunięcia ciąży, jeżeli któraś zdecyduje się ryzykować zdrowie, życie, czy urodzić dziecko chore lub będące wynikiem przestępstwa.
Widmo tak restrykcyjnej ustawy spotyka się z falą protestów. Żony poprzednich prezydentów wystosowały list otwarty. Kobiety z wielu krajów dają swój wyraz solidarności z Polkami. Zbierane są podpisy pod petycjami. Za chwilę, zacznie się zbiórka kolejnych 100 tyś. podpisów pod projektem ustawy całkiem przeciwnej, bo liberalizującej obecne zakazy. To bardzo dobrze. Gdy większość tych kolesiów z Sejmu otrzyma, dwa skrajne projekty, przy podejmowaniu decyzji nie będą się mogli zasłonić wolą narodu, chociaż zawsze mogą wykonać, manewr z klauzulą sumienia. Ciekawe dlaczego kraje, szanujące demokracje nie uchwalają sankcji w stosunku tylko do żeńskiej części obywateli? Los polskich kobiet spocznie w rękach osób, którym żadna ciąża zapewne nie grozi.

Barbara Goworowska-Milewska