TTIP- Zagrożenie z wielu stron.

pajeczyna 2sMateusz Baczewski

Czy TTIP jest groźny? Doprawdy nie wiem.

Czy to dobrze, że TTIP zostanie podpisany? Nie mam bladego pojęcia.

Skoro tak niewiele wiesz na temat TTIP, to właściwie czego w związku z tym się boisz? No właśnie tego.

Transatlantic Trade and Investment Partnership (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji, w skrócie TTIP) oficjalnie ma być porozumieniem zawartym między państwami Unii Europejskiej a Stanami Zjednoczonymi Ameryki, dotyczącym wolnego handlu. Oficjalnie więc brzmi kusząco (chyba, że ktoś pozostaje wierny ideom socjalizmu i powątpiewa w skuteczność stosowania metod wolnorynkowych). W rzeczywistości jednak TTIP (oraz jego kanadyjski odpowiednik CETA) budzą olbrzymie kontrowersje w całej Europie. Dlaczego coś co z założenia ma przynieść nam wszystkim wymarzone eldorado, wzbudza tak przeogromną niechęć obywateli Europy? Opozycja wobec TTIP ma już bowiem wymiar masowy (petycję pod nie przyjmowaniem umowy podpisało już blisko 3,5 miliona osób)

Głównym problemem jest nie sama umowa, ale sposób w jaki powstaje. Procedura negocjacji umowy jest tajna przez co sama w sobie narusza jedną z podstawowych zasad demokracji jaką jest prawo obywatela do informacji. Udział w negocjacjach biorą lobbyści z największych amerykańskich koncernów, nieliczne koncerny europejskie i Komisja Europejska w imieniu państw członkowskich. Organizacje broniące praw konsumentów zostały w tych negocjacjach całkowicie zmarginalizowane, stosunek spotkań Komisji Europejskiej z przedsiębiorcami a z organizacjami konsumenckimi wynosi 92:8 i wykazuje porażające dysproporcje! Mało tego, do niedawna dostępu do informacji nie mieli nawet sami europarlamentarzyści (sic!) choć i obecnie jest on mocno ograniczony, a każdego kto z niego skorzysta obowiązuje całkowity zakaz informowania o tym o czym się dowiedział. Sama procedura TTIP wykazuje wszechmoc urzędników brukselskich i w tym kontekście bardziej przypomina najczarniejsze czasy Związku Radzieckiego, niż podstawy na których zbudowana została współczesna Unia Europejska.

Pomimo utajnienia całości procedury, co jakiś czas zaskakują nas wycieki informacji dotyczące treści umowy. Z tych doniesień wynika, iż wielki biznes ma być uprzywilejowany na wielu płaszczyznach, nie tylko tej negocjacyjnej. Zgodnie z założeniami „współpracy regulacyjnej” jakikolwiek akt prawny dotyczący spraw gospodarczych musiałby być konsultowany z korporacjami. W ramach ISDS (Investor-State-Dispute-Settlement) inwestorom przyznane ma być prawo do pozywania państwa za uchwalane ustawodawstwo, gdyby stwierdzili że nowe prawo narusza ich interesy czy też zyski. Rozstrzygnięcia miałyby zapadać przed Trybunałami pozostającymi poza istniejącymi publicznymi systemami sądowymi. Interesy społeczne idą na drugi plan, a same daleko idące uprawnienie do ingerowania w obowiązujące prawo narusza suwerenność państwową i podstawową zasadę jaka z niej wypływa, czyli prawo do samostanowienia.

Wraz z TTIP rodzą się obawy dotyczące norm produkcyjnych (te w Europie są o wiele bardziej restrykcyjne niż w Stanach Zjednoczonych), powraca kwestia genetycznego modyfikowania żywności, obawa o prawa pracownicze, a także o załamanie się europejskiego rynku pracy, który jeszcze nie wyszedł z ostatniego kryzysu gospodarczego. Dodać można również zaostrzenie prawa własności intelektualnej na wzór ACTA, które w latach 2011/2012 wywołała masowe protesty w całej Polsce i pozostałych krajach Unii Europejskiej.

A co właściwie my jako społeczeństwo za poniesienie tak wysokiej ceny zyskamy na TTIP? Niewiele, jeśli nie nic. Sama wymiana handlowa już teraz odbywa się w bardzo liberalny sposób i odbywa się bez większych strat i zakłóceń. Skoro tak, to jakie jest stanowisko polskiego rządu w sprawie TTIP? Powiedziałbym, że zaskakujące. Bo pomimo całej pogardy dla UE jaką głosi polska prawica, z partią rządzącą na czele, to akurat porozumienie TTIP przyjmowane jest przez nich z pełną zgodą i aprobatą. Owszem Minister Rolnictwa w rozmowie z dziennikarzami Interii stwierdził, że „zdajemy sobie sprawę, że TTIP może nieść pewne zagrożenia dla niektórych sektorów” jednak w dalszej części wywiadu przekonywał, że umowa handlowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi będzie korzystna dla Polski, a zagrożenia powinny zostać wyeliminowane w toku negocjacji. Tych samych negocjacji, o których nic nie wiemy i które same w sobie budzą tak poważne kontrowersje.

Polski rząd najwidoczniej nie dostrzega zagrożeń jakie wynikają z TTIP. Nie przeszkadza mu łamanie demokratycznych procedur w trakcie negocjacji. I trudno się temu dziwić, w końcu nie po raz pierwszy nasza władza jest ślepa na zagrożenia i głucha na ostrzeżenia płynące od obywateli. Dlatego znowu to my jako obywatele musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Pytanie tylko co my możemy zrobić? Możemy podpisać petycję „STOP TTIP” (link zamieszczony jest pod artykułem), zachęcać inne osoby do podpisanie petycji, jako KOD możemy przyłączyć się do akcji uwagattip.pl, do której już przyłączyło się około 80 innych środowisk i ruchów społecznych, wspólnie wraz z nimi możemy zorganizować demonstracje (w demonstracjach orgaznizowanych w Berlinie udział brało nawet 150 tys. uczestników) I przede wszystkim musimy być czujni i pamiętać. Pamiętać o tym, że we współczesnym świecie niebezpieczeństwo dla demokracji płynie z wielu stron.

http://stop-ttip.pl/ - link do petycji przeciwko TTIP

Mateusz Baczewski