O co tak naprawdę chodzi ?

Czy w Polsce mamy spór polityczny?

Przez Polskę przetaczają się demonstracje ludzi z różnych grup społecznych, zawodowych. Ukoronowaniem tego był ogólnopolski protest kobiet, właściwie w wielu przypadkach zamieniony w jednodniowy strajk (co ciekawe, niejednokrotnie spotkał się on z akceptacją pracodawców). Rzecz jasna, strona rządowa próbuje dyskredytować poszczególne demonstracje, stara się je albo zlekceważyć, albo przedstawiać w zupełnie innym świetle, niż organizatorzy protestów. Stąd też Czarny Protest przedstawia się jako wyjście na ulicę marginesu zwolenników aborcji (Waszczykowski) lub marszu prostytutek (radny z Lublina).

Coraz bardziej jasne staje się, że rząd nie ma gdzie się cofnąć. Zabrnął tak daleko w obietnicach składanych na prawo i lewo, że dziś pozostaje mu już tylko gromadzenie pieniędzy i dopinanie na gwałt budżetu, który i tak dopiąć się nie da. Nie ma choćby prób tworzenia aktywnej polityki gospodarczej, a jest jedynie chęć trwania jak najdłużej, czyli dopóki starczy środków na świadczenia społeczne.

Rząd stara się za wszelką cenę przedstawić aktualne pęknięcie w Polsce jako spór polityczny. Koronnym argumentem jest tu stwierdzenie, że demokracja w Polsce nie jest zagrożona, bo przecież można wyjść na ulicę i protestować… Zaiste można… Pomijam już fakt, jak bardzo kuriozalne pojęcie o demokracji ma tzw. „dobra zmiana”, niemniej w sporze politycznym partie umiejscowione na równorzędnych pozycjach toczą pojedynek na argumenty, programy i szczegółowe plany dochodzenia do wyznaczonych celów. W Polsce dzisiaj nie ma sporu politycznego! Po pierwsze dlatego, że partia rządząca –brutalnie przejmując wszelkie atrybuty władzy, mając za nic przepisy prawa – zniszczyła tę delikatną równowagę pomiędzy partiami. Po drugie zaś, partie opozycyjne nie prezentują żadnych zwięzłych, wewnętrznie spójnych programów alternatywnych, więc nie ma o co się spierać...

Czytaj więcej: O co tak naprawdę chodzi ?

Spojrzenie na służbę zdrowia oczami lekarki

Służba zdrowia oczami lekarki:

Rozmowa z dr Anną Szabunio

Pani doktor, proszę powiedzieć o swoim doświadczeniu zawodowym.

Ukończyłam studia na Akademii Medycznej w Poznaniu w roku 1991. Potem zrobiłam 2 stopnie specjalizacji i pracuję obecnie jako pediatra Po 15 latach pracy w szpitalu jestem teraz pediatrą pierwszego kontaktu w przychodni POZ.

Co zmieniło się, Pani zdaniem, w służbie zdrowia na przestrzeni tych lat?

Najbardziej zmieniło się to, że drastycznie spadło zaufanie pacjentów do lekarzy i wszystkich pracowników ochrony zdrowia. Już na tzw. wejściu pacjent jest „wyedukowany” przez Google'a – wie, co mu dolega i jak ma postępować. Nie przychodzi więc na wizytę, lecz z żądaniem, co i jak ma lekarz zrobić, a nawet z propozycjami leków, które należy mu przepisać. Pacjenci zrobili się bardzo roszczeniowi i nie mają świadomości tego, na co mogą liczyć, a czego oczekiwać nie powinni od ochrony zdrowia w ogóle, danej placówki lub lekarza. Takie roszczeniowe stanowisko jest ciągle podsycane przez media, które sieją nieufność, wypunktowując i wyolbrzymiając wszelkie potknięcia czy błędy, które zawsze się zdarzały i będą zdarzać. Robią to także urzędnicy przez swoje nie do końca przemyślane decyzje, jak np. ta o znieczuleniu przy porodzie. Teoretycznie przysługuje ono każdej pacjentce, ale to wymaga już obecności anestezjologa, a tych w kraju jest za mało, więc nie dają rady być przy wszystkich zabiegach.

Dlaczego, Pani zdaniem, tak źle funkcjonuje nasza służba zdrowia?

Sytuacja w ochronie zdrowia to węzeł gordyjski – nigdy nie dogodzi się wszystkim. Pacjent chciałby być leczony dobrze i tanio, lekarz się z tym zgadza, ale cały problem tkwi w pieniądzach, których nie ma. I chyba nie ma na świecie takiego ministra zdrowia, który te kwadraturę koła rozwiąże. Stąd problem ochrony zdrowia jest niewygodny dla każdej władzy, bo jest właściwie nierozwiązywalny.

Czytaj więcej: Spojrzenie na służbę zdrowia oczami lekarki

Przysiądźmy i weźmy głęboki oddech

Zastanówcie się, Szanowne Koleżanki i Szanowni Koledzy, do kogo macie pretensje i żale? Zastanówcie się także o co je macie, bo mam wrażenie, że kompletnie odjechaliście w tak zwaną siną dal.

Nazywam się Michał Całka, jestem z Gliwic. Dziś otrzymałem informację SMS-em, że zostałem przyjęty w poczet członków Stowarzyszenia. Jestem zatem szeregowym KODerem, czyli nikim. W przeciwieństwie do aktywistów - nie zrobiłem nic szczególnego dla Organizacji. Nie zrobiłem, bo, jak większość obywateli, muszę zarabiać na życie i dbać o najbliższych w pierwszej kolejności. Dlatego z oczami jak talerzyki obserwuję tych, których nazwałem Aktywistami - jak Oni to wszystko osiągnęli?

Kiedy powstawał KOD - czyli grupa, fanpage na Facebook-u, jak zwał, tak zwał - miałem to za zabawę, coś w rodzaju psychoterapii przeciwko depresji wywołanej wynikiem ostatnich wyborów, głównie w reakcji na demolowanie państwa i prawa przez rozwydrzone dorosłe bachory z partii Prawo i Sprawiedliwość, które po raz kolejny w tym stuleciu uznały, że ich wygrana oznacza, że wolno im wszystko. Wydawało mi się, że to będzie właśnie to - grupa wsparcia. Całkowicie elektroniczna i zupełnie bezpartyjna (żeby strawestować Tuwima). Jakże się myliłem!

Najpierw pierwsza manifestacja w Warszawie - nie mogłem być osobiście, nie pierwszy, zresztą i nie ostatni raz, toteż obserwowałem w Internecie i talerzyki rosły po raz pierwszy. Kolejne manify w Katowicach i Warszawie, ich organizacja, Służba Porządkowa, znaczki, transparenty, wystąpienia ludzi, których dotąd nie znałem - już nie talerzyki, ale talerze! A gdzieś z tyłu głowy narastająca świadomość, że Fiesta nie może trwać bez końca, że to jest zbyt intensywne, żeby energii starczyło na długo. A że trzeba będzie długo - to było jasne od samego początku. Nie liczyłem i nadal nie liczę na powtórkę z roku 2007, kiedy PiS stracił władzę po 2 latach kociokwiku. Znam nastroje społeczne i nadal nie liczę na to, że Partii Rządzącej nagle zacznie spadać w sondażach. Za to liczę się z tym, że będą usilnie kombinować jak by tu nie stracić większości bezwzględnej. Władza będzie krzepnąć i obrastać w środki przymusu. Do wakacji jednak było coraz lepiej, coraz liczniej. W wakacje siadło - co było do przewidzenia, czyż nie?

Ale kto to wszystko zrobił? Zorganizował? Wolontariusze. Do tej pory w III RP zjawisko rzadkie. Teraz trzeba było "organizować komitety", to się za to wzięli. Nieliczni, raczej starsi niż młodsi. Dysponujący jakimiś zasobami czasu, choć też bez przesady - potrafię sobie wyobrazić jakim osobistym i zawodowym kosztem to się odbywało i odbywa. Padło hasło "Stowarzyszenie" - to zabrali się za Stowarzyszenie. No i jest, i chwała im za to! Nie mnie! Ja nie miałem czasu! I w najbliższym czasie nie będę miał więcej, cudów nie ma.

Jednocześnie Facebook wrzał. A to KOD nie dość kopie Władzę. A to za mało manifestacji. A to nie tam gdzie trzeba i nie tak jak trzeba. A to nie te "tematy" - za mało antykościelnie, za bardzo partyjnie, za mało tego, za dużo tamtego. Rozłamy, frakcje, lewica, prawica, targowica, Agata Duda! Śmiać się, czy płakać?

Skończyły się wakacje, zaczęło się życie. "W życiu jest mikro, mikro i przykro" - trawestując Poetę. Trzeba żyć i jednocześnie knuć. A tu manify podobno siadają. Naprawdę? Kto winien? Marciniak, czy Kijowski? "Głupcy oni są" - pisze na fejsie jeden Piprztycki z drugim. - "Ja bym to o wiele lepiej zrobił!" (Tego tak dosłownie, rzecz jasna, żaden Piprztycki nie napisze, bo głupi to oni nie są, ale tak to wynika z ich uroczej pisaninki). Stowarzyszenie też kuleje (Ejże!), bo są jakieś zatory w przyjmowaniu członków, a Walne w Regionach trzeba przesunąć. No zgroza po prostu!

"Papier jest cierpliwy" - mówili starożytni. Fejs za to jest cierpliwy do sześcianu. Nie ma takiej głupoty, której by nie zniósł. A ja mam prośbę, Koleżanki i Koledzy KODomici - weźcie się na chwilę oderwijcie od klikania i zastanówcie się, do kogo macie prawo i o co macie prawo mieć pretensje? Otóż wyłącznie macie prawo mieć pretensje do siebie! Bo na pewno nie do ludzi, którzy z pospolitego internetowego ruszenia, całkiem sprawnie i sensownie robią prawdziwą organizację. I robią to olbrzymim kosztem własnym i całkowicie za darmo. O co macie prawo mieć pretensje? Otóż o nic! Zero! Null! Nie napiszę publicznie dlaczego tak myślę, bo musiałbym bluznąć i to grubo, a tego staram się nie robić. Przynajmniej publicznie.

A tę garsteczkę, te parę, paręnaście, może parędziesiąt osób, którym zawdzięczam najpierw terapię, potem pospolite ruszenie, a teraz Stowarzyszenie KOD, prosze, błagam wręcz - przysiądźcie na chwilę, weźcie głęboki oddech, jak trzeba - to wychylcie po jednym głębszym - i przestańcie do jasnej cholery mieć do siebie nawzajem pretensje! Dobrze? Bardzo będę wdzięczny.

Michał Całka Gliwice

zdj. Jan Rusek

Obchody 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego – duma czy wstyd?

TemidaKarolina Janczukowicz

17. października 2016 w Gdańsku odbędą się obchody Jubileuszu 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego. Odbędą się one w Dworze Artusa oraz na terenie Europejskiego Centrum Solidarności. Nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z tego, że zarówno data, jak i miejsce tego wydarzenia zostały ustalone stosunkowo niedawno, po tym jak obchody, wcześniej planowane na 28 maja 2016 w Warszawie, zostały odwołane. Trybunał w ostatniej chwili je odwołał, ponieważ Sejm 30 stycznia 2016 przegłosował zmianę w finansach Trybunału zmniejszającą jego budżet o kwotę przeznaczoną na ten właśnie jubileusz. Aby w pełni zrozumieć znaczenie gestu naszego parlamentu, trzeba spojrzeć na kwestię obchodów 30-lecia TK w szerszym kontekście.
Dwa lata temu, kiedy to rozpoczęły się prace nad przygotowaniami do uroczystości 30-lecia TK, większość z nas nie była tego świadoma. W 2014 roku dla szerokiej opinii publicznej perspektywa organizacji międzynarodowej konferencji naukowej pt. "Sądy konstytucyjne – między ochroną wolności a bezpieczeństwa" ginęła w cieniu ciągle przeżywanego Euro 2012, rok wcześniej zapowiedzianych przez Papieża Franciszka Światowych Dni Młodzieży czy też dopiero co zapowiedzianego szczytu NATO. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę to, że w 2011 roku Polska sprawowała prezydencję w Unii Europejskiej, możemy sobie lepiej uświadomić, jak mało spektakularnym wydarzeniem mogły się zdawać uroczystości jubileuszowe Trybunału. Chociaż od mnogości spektakularnych międzynarodowych wydarzeń, które miały miejsce, lub dopiero co zostały zapowiedziane, rzeczywiście przeciętnemu Polakowi z roku 2014 mogło się zakręcić w głowie, zastanówmy się przez chwilę nad prawdziwym znaczeniem owej konferencji.

Po pierwsze, podczas konferencji tego typu spotykają się nie tylko przedstawiciele władz danego kraju, instytucji unijnych oraz najważniejszych sędziów i profesorów prawa danego kraju. Gośćmi takich jubileuszy są również zagraniczni sędziowie konstytucyjni, często prezesi trybunałów lub ich odpowiedników w swoich krajach, którzy wcześniej gościli przedstawicieli polskiej strony przy podobnych okazjach. Innymi słowy, tak jak szczyt NATO gości najważniejsze osoby z różnych państw od strony militarnej, a podczas prezydencji Unii Europejskiej spotykają się najważniejsze osoby spośród władzy wykonawczej (szefowie rządów i odpowiedni ministrowie), tak jubileusze sądów konstytucyjnych goszczą międzynarodową elitę władzy sądowniczej.
Po drugie, efektem wszelkich wydarzeń międzynarodowych jest tworzenie się obrazu danego kraju w oczach uczestników, a co za tym idzie rozpowszechnianie, często nawet nieświadomie, opinii o nim. Przypomnijmy sobie, jak dumni byliśmy, kiedy irlandzcy kibice piłki nożnej po powrocie z Polski zachwycali się atmosferą na Euro. Tak jak obraz Polski był budowany oczami piłkarskich kibiców całej Europy podczas Euro 2012 lub oczami młodych chrześcijan całego świata podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku, tak miał być budowany obraz polskiej praworządności wśród międzynarodowej elity sądowniczej podczas konferencji z okazji 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego.

A teraz przypomnijmy sobie, jak się czuliśmy, kiedy dobre imię polskiej hodowli koni arabskich cierpiało na arenie międzynarodowej po kontrowersyjnych decyzjach nowych kierowników stadnin. Niektórymi z nas mogły targać podobne uczucia, kiedy podczas szczytu NATO urządzono wystawę o drodze Polski do Paktu Północnoatlantyckiego całkowicie pomijając osoby zasłużone dla polskiego członkostwa w NATO. To pomoże nam zrozumieć, że czasem niezależnie od zainteresowań, opcji politycznych i poczucia wspólnoty z konkretnymi środowiskami, czujemy się współodpowiedzialni za czyjeś przewinienia lub błędy i odczuwamy po prostu wstyd za kogoś, kto nas w pewnym sensie reprezentuje oraz frustrację, że musimy się wstydzić za coś, na co nie mieliśmy wpływu.

Czytaj więcej: Obchody 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego – duma czy wstyd?

28.08.2016 - lekcja patriotyzmu... dla wszystkich !

   28 sierpnia zebrały się tłumy Gdańszczan, mieszkańców Trójmiasta i gości z całej Polski na uroczystościach pogrzebowych Danuty Siedzikówny „Inki” oraz Feliksa Selmanowicza, „Zagończyka”    . Wśród zgromadzonych była także delegacja Regionu Pomorze KOD oraz przewodniczący KOD, Mateusz Kijowski. Chcieli, podobnie jak inni zebrani, uczcić pamięć i oddać hołd pomordowanym żołnierzom AK. Czym to się zakończyło wiemy wszyscy doskonale, pisała o tym prasa, mówiły główne stacje telewizyjne. Na demokratio.pl przedstawiamy krótki reportaż z tamtych wydarzeń piórem jednej z uczestniczek – bez taniej propagandy, prosto i otwarcie, zapraszamy do lektury:

LEKCJA PATRIOTYZMU

Przed mszą – pierwsze pomruki burzy

   Staliśmy u stóp Bazyliki Mariackiej w Gdańsku koło szarego busa, który krył nas nieco przed otoczeniem. Różnobarwny tłum wokół nas gęstniał. Najwięcej widziało się młodych, barczystych mężczyzn z flagami i oznakami różnych organizacji prawicowych. Były również osoby starsze ze sztandarami swoich parafii. Ci stojący najbliżej byli wyraźnie nam niechętni, ale jakoś pogodzili się z naszym sąsiedztwem. Ci, którzy przechodzili w pobliżu, kiedy orientowali się, co my za jedni, stawali się agresywni i wulgarni.

   Było nas kilkanaście kobiet, w tym kilka z dziećmi. Jedna z nich, z krótką rudą fryzurką i kodowską plakietką na bluzce, trzymała za rękę małego chłopca. Udział w mszy za duszę Inki i "Zagończyka" miał być dla niego pierwszą lekcją patriotyzmu. Obok stało może pięciu mężczyzn, z których tylko dwóch w wieku poborowym. Starali się nas osłaniać. Atmosfera niepokojąco gęstniała, zastanawiałyśmy się nad poproszeniem policji o ochronę, ale mieliśmy wątpliwości – przecież to była msza, więc niby po co? Ale kobiety, jak wiadomo bywają niekonsekwentne, któraś zaalarmowała kolegów, wkrótce kilku do nas dołączyło, przybył także przewodniczący KOD-u Mateusz Kijowski i szef naszego regionalnego oddziału, Radomir Szumełda.

   Miało wtedy też miejsce zabawne zdarzenie, które trochę rozładowało napięcie. Ktoś próbował ogromną flagą biało-czerwoną przysłonić nasze kodowskie flagi. Kiedy spłynęła nam z nieba na głowy, któraś z nas popełniła plagiat z Lecha Wałęsy sprzed lat, gdy jeszcze nie był prezydentem i pocałowała róg tej flagi. Otoczenie się uśmiechnęło i zdawało się, że będzie już dobrze. Myliliśmy się.

Czytaj więcej: 28.08.2016 - lekcja patriotyzmu... dla wszystkich !