Może do kina ? - "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego

Mirosław Przylipiak
Wołyń: niezły, może dobry, na pewno nie wybitny

Na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Gdyni „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego nie znalazł specjalnego uznania w oczach jury, zdobywając zaledwie trzy drugorzędne nagrody (za najlepszy debiut aktorski, najlepszą charakteryzację oraz najlepsze zdjęcia). Oczywiście, nagrody na festiwalach rządzą się swoimi prawami i nie zawsze bywają sprawiedliwe, ale tym razem, moim zdaniem, jury stanęło na wysokości zadania. Jeśli bowiem nagradzać za walory artystyczne, to były na tym festiwalu filmy lepsze. „Wołyń” jest dziełem niesłychanie doniosłym ze względu na podejmowany temat i jego reperkusje społeczne, polityczne, historyczne. Jest też filmem o szlachetnym, antynacjonalistycznym wydźwięku. Jeśli jednak wszystkie te względy usunąć, to jest to film przeciętny, może nawet dobry, ale na pewno nie wybitny. Nie wróżę mu więc kariery międzynarodowej. Z punktu widzenia świata jest to, niestety, historia jeszcze jednej rzezi, jakich wiele, niczym szczególnym nie zatrzymująca uwagi widza, który nie jest w nią osobiście – na przykład z racji swojej narodowości – zaangażowany.
Stało się tak za przyczyną rozmaitych ograniczeń, które nieuchronnie wiązały się z realizacją filmu na tak drażliwy temat. W ich efekcie Smarzowski niejako wyrzekł się własnego stylu, w którym się czuje najlepiej, który przyniósł mu rzesze zwolenników i pomógł wypracować pozycję, jaką cieszy się w naszej kinematografii. Jeśli bowiem popatrzy się na poprzednie filmy tego reżysera,  takie jak „Wesele”, „Dom zły”, „Drogówkę” czy „Pod Mocnym Aniołem”, to widać wyraźnie, że żywiołem tego reżysera jest groteska posunięta do granic karykatury, w ramach zaś groteskowego wyolbrzymiania wybranych cech szczególnie dobrze czuje się, wyolbrzymiając brzydotę, podłość i głupotę. Stąd pamiętne sceny eksplodującego wychodka w „Weselu”, w efekcie czego cały świat nabiera brązowawej barwy, rozliczne w jego filmach sceny upijania się na umór, skutkującego bełkotaniem, rzyganiem i robieniem pod siebie, czy też fabularne motywy przekrętów, oszustw i żałosnego drobnego cwaniactwa, w których bohaterowie zawsze i nieodmiennie kierują się własną korzyścią. (Wyjątkiem na tym tle była „Róża”, ale to temat na osobne opowiadanie, na rozwijanie którego nie ma tu miejsca.) Wszystko to Smarzowski potrafi zabarwić jeżeli nie wdziękiem, to osobliwym, czarnym humorem, dzięki któremu Polacy – do specjalnie samokrytycznych nie należący – filmy Smarzowskiego lubią i na nie chodzą.

Czytaj więcej: Może do kina ? - "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego

Karuzela

Karuzela

Urszula Wilma

Czy jest dziś jakaś nowa teoria na temat naszych nieszczęsnych niedoszłych śmigłowców?

W co ten szaleniec, Macierewicz gra? O co mu chodzi?

Jego dzisiejsze przemówienie w Sejmie, aczkolwiek bardzo płomienne i sprawne, ale totalnie pozbawione treści. Świetne, do pokazania w wieczornych wiadomościach TVP. Tam publika jest mało wymagająca.

Dla mnie jest to totalny dom wariatów, gdzie wszystko postawione jest na głowie, gdzie jeśli się coś zabierze, to naprawdę się odda, jeśli się odejmie, to będzie tego więcej, a jeśli coś się zepsuje to znaczy, że zostało naprawione. Mam już dość tej karuzeli. Mam dość wysłuchiwania każdego dnia nowych pomysłów, z których jeden przeczy drugiemu i każdy następny jest głupszy. Ja z natury jestem przeciwnikiem wszelkiej wojny. Uważam, że w XXI wielu ludzkość powinna na coś bardziej konstruktywnego wydawać pieniądze, niż na zbrojenia. Mogłyby to być badania naukowe, szukanie lekarstw na choroby, czy po prostu pomaganie w rozwoju biednym społeczeństwom. Ale skoro już musimy mieć jakąś armię i skoro ta armia mam mieć jakieś uzbrojenie, to nie zgadzam się by wydawano pieniądze podatników na genialne pomysły Macierewicza, na dofinansowywanie jakiejś mafii, na plany budowania helikopterów z Ukrainą, które nie maja szans powodzenia, a przede wszystkim nie rozwiązują problemu na dziś.

Macierewicz nie powinien udawać, że odpowiada na jakiekolwiek pytania dotyczące zamieszania wokół tej sprawy. Przecież w wypadku wszelkich działań PISu jest tylko jedna dobra odpowiedź: Zniszczyć wszystko, co zrobili nasi poprzednicy, a szczególnie PO. Nawet gdyby Platforma Obywatelska odkryła złoto pod Olsztynem, to i tak rząd PISu uznałby to za wrogie dla Polski. Po co więc ta debata w sejmie? Po co pytać, skoro odpowiedzi nie będzie?

Moim zdaniem powinniśmy się za wszelką cenę dowiedzieć od Francuzów, jakie były warunki zerwanego kontraktu, kto go zerwał i dlaczego. Najlepiej byłoby pokazać dokumenty, ale sądzę, że nasze ministerstwo to utajni i zablokuję.

Czytaj więcej: Karuzela

Spojrzenie na służbę zdrowia oczami lekarki

Służba zdrowia oczami lekarki:

Rozmowa z dr Anną Szabunio

Pani doktor, proszę powiedzieć o swoim doświadczeniu zawodowym.

Ukończyłam studia na Akademii Medycznej w Poznaniu w roku 1991. Potem zrobiłam 2 stopnie specjalizacji i pracuję obecnie jako pediatra Po 15 latach pracy w szpitalu jestem teraz pediatrą pierwszego kontaktu w przychodni POZ.

Co zmieniło się, Pani zdaniem, w służbie zdrowia na przestrzeni tych lat?

Najbardziej zmieniło się to, że drastycznie spadło zaufanie pacjentów do lekarzy i wszystkich pracowników ochrony zdrowia. Już na tzw. wejściu pacjent jest „wyedukowany” przez Google'a – wie, co mu dolega i jak ma postępować. Nie przychodzi więc na wizytę, lecz z żądaniem, co i jak ma lekarz zrobić, a nawet z propozycjami leków, które należy mu przepisać. Pacjenci zrobili się bardzo roszczeniowi i nie mają świadomości tego, na co mogą liczyć, a czego oczekiwać nie powinni od ochrony zdrowia w ogóle, danej placówki lub lekarza. Takie roszczeniowe stanowisko jest ciągle podsycane przez media, które sieją nieufność, wypunktowując i wyolbrzymiając wszelkie potknięcia czy błędy, które zawsze się zdarzały i będą zdarzać. Robią to także urzędnicy przez swoje nie do końca przemyślane decyzje, jak np. ta o znieczuleniu przy porodzie. Teoretycznie przysługuje ono każdej pacjentce, ale to wymaga już obecności anestezjologa, a tych w kraju jest za mało, więc nie dają rady być przy wszystkich zabiegach.

Dlaczego, Pani zdaniem, tak źle funkcjonuje nasza służba zdrowia?

Sytuacja w ochronie zdrowia to węzeł gordyjski – nigdy nie dogodzi się wszystkim. Pacjent chciałby być leczony dobrze i tanio, lekarz się z tym zgadza, ale cały problem tkwi w pieniądzach, których nie ma. I chyba nie ma na świecie takiego ministra zdrowia, który te kwadraturę koła rozwiąże. Stąd problem ochrony zdrowia jest niewygodny dla każdej władzy, bo jest właściwie nierozwiązywalny.

Czytaj więcej: Spojrzenie na służbę zdrowia oczami lekarki

O co tak naprawdę chodzi ?

Czy w Polsce mamy spór polityczny?

Przez Polskę przetaczają się demonstracje ludzi z różnych grup społecznych, zawodowych. Ukoronowaniem tego był ogólnopolski protest kobiet, właściwie w wielu przypadkach zamieniony w jednodniowy strajk (co ciekawe, niejednokrotnie spotkał się on z akceptacją pracodawców). Rzecz jasna, strona rządowa próbuje dyskredytować poszczególne demonstracje, stara się je albo zlekceważyć, albo przedstawiać w zupełnie innym świetle, niż organizatorzy protestów. Stąd też Czarny Protest przedstawia się jako wyjście na ulicę marginesu zwolenników aborcji (Waszczykowski) lub marszu prostytutek (radny z Lublina).

Coraz bardziej jasne staje się, że rząd nie ma gdzie się cofnąć. Zabrnął tak daleko w obietnicach składanych na prawo i lewo, że dziś pozostaje mu już tylko gromadzenie pieniędzy i dopinanie na gwałt budżetu, który i tak dopiąć się nie da. Nie ma choćby prób tworzenia aktywnej polityki gospodarczej, a jest jedynie chęć trwania jak najdłużej, czyli dopóki starczy środków na świadczenia społeczne.

Rząd stara się za wszelką cenę przedstawić aktualne pęknięcie w Polsce jako spór polityczny. Koronnym argumentem jest tu stwierdzenie, że demokracja w Polsce nie jest zagrożona, bo przecież można wyjść na ulicę i protestować… Zaiste można… Pomijam już fakt, jak bardzo kuriozalne pojęcie o demokracji ma tzw. „dobra zmiana”, niemniej w sporze politycznym partie umiejscowione na równorzędnych pozycjach toczą pojedynek na argumenty, programy i szczegółowe plany dochodzenia do wyznaczonych celów. W Polsce dzisiaj nie ma sporu politycznego! Po pierwsze dlatego, że partia rządząca –brutalnie przejmując wszelkie atrybuty władzy, mając za nic przepisy prawa – zniszczyła tę delikatną równowagę pomiędzy partiami. Po drugie zaś, partie opozycyjne nie prezentują żadnych zwięzłych, wewnętrznie spójnych programów alternatywnych, więc nie ma o co się spierać...

Czytaj więcej: O co tak naprawdę chodzi ?

Obchody 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego – duma czy wstyd?

TemidaKarolina Janczukowicz

17. października 2016 w Gdańsku odbędą się obchody Jubileuszu 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego. Odbędą się one w Dworze Artusa oraz na terenie Europejskiego Centrum Solidarności. Nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z tego, że zarówno data, jak i miejsce tego wydarzenia zostały ustalone stosunkowo niedawno, po tym jak obchody, wcześniej planowane na 28 maja 2016 w Warszawie, zostały odwołane. Trybunał w ostatniej chwili je odwołał, ponieważ Sejm 30 stycznia 2016 przegłosował zmianę w finansach Trybunału zmniejszającą jego budżet o kwotę przeznaczoną na ten właśnie jubileusz. Aby w pełni zrozumieć znaczenie gestu naszego parlamentu, trzeba spojrzeć na kwestię obchodów 30-lecia TK w szerszym kontekście.
Dwa lata temu, kiedy to rozpoczęły się prace nad przygotowaniami do uroczystości 30-lecia TK, większość z nas nie była tego świadoma. W 2014 roku dla szerokiej opinii publicznej perspektywa organizacji międzynarodowej konferencji naukowej pt. "Sądy konstytucyjne – między ochroną wolności a bezpieczeństwa" ginęła w cieniu ciągle przeżywanego Euro 2012, rok wcześniej zapowiedzianych przez Papieża Franciszka Światowych Dni Młodzieży czy też dopiero co zapowiedzianego szczytu NATO. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę to, że w 2011 roku Polska sprawowała prezydencję w Unii Europejskiej, możemy sobie lepiej uświadomić, jak mało spektakularnym wydarzeniem mogły się zdawać uroczystości jubileuszowe Trybunału. Chociaż od mnogości spektakularnych międzynarodowych wydarzeń, które miały miejsce, lub dopiero co zostały zapowiedziane, rzeczywiście przeciętnemu Polakowi z roku 2014 mogło się zakręcić w głowie, zastanówmy się przez chwilę nad prawdziwym znaczeniem owej konferencji.

Po pierwsze, podczas konferencji tego typu spotykają się nie tylko przedstawiciele władz danego kraju, instytucji unijnych oraz najważniejszych sędziów i profesorów prawa danego kraju. Gośćmi takich jubileuszy są również zagraniczni sędziowie konstytucyjni, często prezesi trybunałów lub ich odpowiedników w swoich krajach, którzy wcześniej gościli przedstawicieli polskiej strony przy podobnych okazjach. Innymi słowy, tak jak szczyt NATO gości najważniejsze osoby z różnych państw od strony militarnej, a podczas prezydencji Unii Europejskiej spotykają się najważniejsze osoby spośród władzy wykonawczej (szefowie rządów i odpowiedni ministrowie), tak jubileusze sądów konstytucyjnych goszczą międzynarodową elitę władzy sądowniczej.
Po drugie, efektem wszelkich wydarzeń międzynarodowych jest tworzenie się obrazu danego kraju w oczach uczestników, a co za tym idzie rozpowszechnianie, często nawet nieświadomie, opinii o nim. Przypomnijmy sobie, jak dumni byliśmy, kiedy irlandzcy kibice piłki nożnej po powrocie z Polski zachwycali się atmosferą na Euro. Tak jak obraz Polski był budowany oczami piłkarskich kibiców całej Europy podczas Euro 2012 lub oczami młodych chrześcijan całego świata podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 roku, tak miał być budowany obraz polskiej praworządności wśród międzynarodowej elity sądowniczej podczas konferencji z okazji 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego.

A teraz przypomnijmy sobie, jak się czuliśmy, kiedy dobre imię polskiej hodowli koni arabskich cierpiało na arenie międzynarodowej po kontrowersyjnych decyzjach nowych kierowników stadnin. Niektórymi z nas mogły targać podobne uczucia, kiedy podczas szczytu NATO urządzono wystawę o drodze Polski do Paktu Północnoatlantyckiego całkowicie pomijając osoby zasłużone dla polskiego członkostwa w NATO. To pomoże nam zrozumieć, że czasem niezależnie od zainteresowań, opcji politycznych i poczucia wspólnoty z konkretnymi środowiskami, czujemy się współodpowiedzialni za czyjeś przewinienia lub błędy i odczuwamy po prostu wstyd za kogoś, kto nas w pewnym sensie reprezentuje oraz frustrację, że musimy się wstydzić za coś, na co nie mieliśmy wpływu.

Czytaj więcej: Obchody 30-lecia Trybunału Konstytucyjnego – duma czy wstyd?