Świat zafakturowany?

Wojna w KOD-zie?

Nie najlepiej zaczął nam się ten nowy 2017 rok. Głównym motywem ostatnich dni jest „afera fakturowa” z Mateuszem Kijowskim w roli głównej. Jak wiemy, dotyczy ona finansowania jego firmy z funduszy zbiórkowych Komitetu Społecznego KOD-u. Nie chcę wchodzić w szczegóły samej sprawy. Ani bowiem nie mam wystarczającej wiedzy na ten temat, ani też nie czuję się kompetentny w rozstrzyganiu kwestii merytorycznych. Dość, że fakty zostały potwierdzone przez
samego M. Kijowskiego i od strony prawnej zdają się nie budzić zastrzeżeń.

Mój wielki niepokój budzi jednak kwestia komunikacji, ocena sytuacji przez członków KOD-u oraz przede wszystkim werbalny (czy raczej cyfrowy, bowiem większość wymiany poglądów odbywa się w Internecie) przekaz na ten temat. Tu emocje sięgają zenitu, ale po kolei. Rozumiem i sam podzielam opinię, że odpłatna współpraca M. Kijowskiego z własną organizacją, w szczególności bez wiedzy Zarządu Głównego, jest konfliktem interesów. Prawnie dopuszczalnym, ale moralnie wątpliwym. Jednak reakcje na tę „aferę”, a tym bardziej ich forma, budzą moje najgłębsze obawy. Lektura komentarzy wielu koderek i koderów, zrozumiała na poziomie emocji, kompletnie rozczarowuje treścią, wnioskami i sugestiami. Opinie w rodzaju: „M. Kijowski winien zrezygnować” należały do delikatniejszych. Co gorsza, jakakolwiek próba uspokojenia nastrojów i zracjonalizowania dyskusji kończyła się zakwalifikowaniem próbującego do grona „bagatelizujących”, „popierających szwindle” czy też zwolenników bycia „trochę dziewicą” i „trochę w ciąży”. Radykalizm osądów, tempo ich wypowiadania i ostateczność wniosków – w mojej ocenie – kompletnie rozmijają się z ideą KOD-u.

Czytaj więcej: Świat zafakturowany?

Państwo pozorne

Państwo pozorne PIS

Kończy się rok 2016 – dziwny rok. Eksperyment pod nazwą „dobra zmiana” ma już 12 miesięcy i z niemowlęctwa powoli przechodzi w wiek wczesnodziecięcy. Ci, którzy przynieśli ją na własnych barkach oswajają się powoli z władzą – z etapu początkowego, charakteryzującego się swoistym zachłyśnięciem, brakiem wiary, że to na dłużej a nie tylko na moment – przechodzą do etapu drugiego czyli stabilizacji i rosnącego przekonania, że władza się należy i trafiła do najlepszych spośród najlepszych.

Działacze PIS, którzy z dnia na dzień stali się urzędnikami państwowymi, zdają sobie sprawę, że aby utrzymać powierzone funkcje, muszą całkowicie zaakceptować wszystkie pomysły prezesa swojej partii, łącznie z tym najważniejszym, determinującym resztę: „państwo prawa nie musi być państwem demokratycznym”. W świetle tej konstrukcji nie musimy się przejmować w państwie brakiem zasad demokratycznych bowiem ważne jest to, że uchwalamy i „dajemy” na tacy społeczeństwu prawo w postaci ustaw, przeważnie niekonstytucyjnych. Takie „prawo” utrzymuje pozory funkcjonowania gdyż ustanawia je większość wybrana w demokratycznych wyborach. Ta większość zapomina jednak o podstawowej wadzie tej koncepcji – wygrana w wyborach nie dała jej większości konstytucyjnej, dała zaledwie 233 mandaty, nie może ona zatem zmienić Konstytucji i musi się poruszać w obszarze wyznaczonym przez aktualnie obowiązującą ustawę zasadniczą. Kolejne niekonstytucyjne ustawy nakładają się na siebie, tworzą chaos w państwie, aktualna namiastka tzw. „Trybunału Konstytucyjnego” nie stanowi listka figowego dla władzy gdyż sama także funkcjonuje na bazie ustawy łamiącej Konstytucję. W efekcie żyjemy w państwie pozornym, które mówiąc kolokwialnie, trzyma się kupy jedynie dlatego, że PIS przejął je, pomimo kryzysu światowego, w stosunkowo niezłej kondycji. Jak długo? Ano tak długo jak długo starczy pieniędzy i na jak długo starczy wyobraźni urzędników chcących ukryć rzeczywisty stan państwa. Sztuczne przenoszenie środków z jednej kieszeni do drugiej ma ograniczoną skuteczność, pierwsze problemy pojawią się wówczas kiedy zabraknie pieniędzy na wypłaty zapomóg socjalnych. Ostatnia wypowiedź posła Kaczyńskiego dla agencji Reutersa: "Byłbym skłonny zdecydować się na jakieś spowolnienie wzrostu ekonomicznego, jeżeli byłoby ono ceną przeforsowania mojej wizji Polski" – być może stanowi już „miękkie” przygotowanie opinii publicznej na zbliżające się kłopoty. Kolejnym może już być oświadczenie o konieczności „zaciskania pasa” w obliczu wzmagającej się aktywności różnorakich „nieprzychylnych ośrodków” przeważnie usytuowanych oczywiście na zachodzie.

Czytaj więcej: Państwo pozorne

Pamiętajmy, zawsze...

In memoria*

 

„Trzeba przywrócić szacunek do ludzkiej pracy. Zapewnić poszanowanie dla praw i porządku, trzeba zagwarantować bezpieczeństwo osobiste każdemu, kto chce spokojnie żyć i pracować” – wszyscy marzymy o spokojnej pracy, dostatnim życiu i realizacji naszych planów. Wydawałoby się, że nic i nikt temu zagrozić nie może. Czemu zatem tak wielu ludzi zaczyna się czuć niekomfortowo we własnym państwie? Dlaczego słowa o pozornie oczywistej i pokojowej wymowie wzbudzają co najwyżej wzruszenie ramion, a często także oburzenie i protest? Ano dlatego, że słowa coraz częściej zaczynają się rozmijać z podejmowanymi działaniami.

Mówiąc o „większości społeczeństwa”, czyni się wszystko, aby zadowolić nieco ponad 5 milionów dorosłych obywateli i tylko ich. Mówiąc „naród tak chce”, podejmuje się działania łamiące Konstytucję, uchwaloną ponoć w imię i dla dobra tegoż właśnie narodu. Tymczasem, ostrożnie licząc, ponad 40% narodu żyje z przekonaniem, że nie ma jakiegokolwiek wpływu na to, co w Polsce się dzieje; mało tego – ma pewność, iż to, co się dzieje, dzieje się ze stratą dla jego interesu. Określana różnorakimi epitetami część społeczeństwa obserwuje stopniowe okradanie Polski ze wszystkich zdobyczy, jakimi się nasz kraj szczycił przez ponad 25 lat przemian. Na domiar złego aktualny rząd każe tym obywatelom uwierzyć, że to, czego do tej pory doświadczali, w czym aktywnie uczestniczyli i co widzieli na własne oczy, to - kolokwialnie mówiąc - ściema, miraż i nieprawda. Odczucia te potęgowane są dodatkowo faktem, że mimowolny udział w tych przemianach traktowany jest jako swoisty grzech pierworodny, uzasadniający dzisiejsze odsunięcie na margines i konieczność ustąpienia nowej fali - tym razem prawdziwych - Polaków i patriotów.

Czytaj więcej: Pamiętajmy, zawsze...

Strajk Obywatelski - Polska, 13 grudnia 2016

 

W ponad 80 miastach w Polsce i w wielu na świecie odbyły się wczoraj demonstracje, pikiety i przemarsze – wszystkie pod hasłem ”Strajku Obywatelskiego”, inicjatywy Radomira Szumełdy, koordynatora Regionu Pomorskiego Komitetu Obrony Demokracji. Choć KOD był głównym organizatorem tego wydarzenia to wyraźnie była widoczna troska o podkreślenie jego ogólnego charakteru, bez podziałów na partie polityczne, organizacje i stowarzyszenia pozarządowe. Wydaje się, że ten zamiar w pełni udał się organizatorom. Manifestacje odbywały się pod hasłem wspólnych 13 postulatów obejmujących całość problemów politycznych i społecznych nurtujących tą część społeczeństwa, która od października zeszłego roku decyduje się konsekwentnie na krytykę poczynań rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz Prezydenta Andrzeja Dudy. Manifestacje zgromadziły wiele osób, ożywiły się mniejsze miejscowości, gdzie tego typu demonstracje odbywały się po raz pierwszy. Dało się zauważyć dużą mobilizację i determinację do ukazania w jednoznaczny sposób  powodów swojego oburzenia. Wyraźnie też wyczuwało się wśród manifestujących przekonanie o konieczności jeszcze silniejszego prezentowania swojego niezadowolenia, wszędzie też akcentowano konieczność współdziałania różnych partii opozycyjnych w parlamencie i podczas najbliższych wyborów. Na tym tle charakterystyczna wydaje się wypowiedź jednego z mówców na zgromadzeniu na Długim Targu w Gdańsku – przywołał on nie tylko imiennie przywódców opozycji parlamentarnej, wzywając ich do stworzenia wspólnego frontu odmowy ale również podkreślił ich odpowiedzialność za ewentualne niepowodzenie tego przedsięwzięcia.

Czytaj więcej: Strajk Obywatelski - Polska, 13 grudnia 2016

13 grudnia 2016 - strajk obywatelski w Polsce

13 GRUDNIA  OBYWATELSKI STRAJK     

  Dlaczego 13 grudnia ? Dla tych, co urodzili się po 13.12.1981 roku: Wtedy rząd komunistyczny siłami wojska i policji zdławił ruch Solidarności, zalążki demokratycznej Polski. Dla mnie osobiście ten dzień był najgorszym w życiu. Musiałem wyjść z domu i opuścić rodzinę. Bałem się wychodzić na ulice, bałem się ,że zostanę wywieziony na Syberię. Potem były aresztowania, zakaz pracy, paszport w jedną stronę. Najgorszym było jednak poczucie obcości. Nikt nikomu nie ufał, nie wiadomo było, kto donosił. Wszyscy pozamykali się w swoich małych, smutnych światkach. Brak było szerszych więzi społecznych, zapanowała niemoc i  zniechęcenie. Społeczeństwo pękło. Byli ci, co pełnymi garściami czerpali przywileje z faktu należenia do partii, byli też ci, co musieli biedować , a ich głos się nie liczył. Gospodarczo, społecznie  cofnęliśmy się o 10 lat. Byliśmy krajem biednym. To wszystko za sprawą jednej rządzącej partii, pomylonych, szalonych idei oraz cynicznych, aroganckich polityków, którzy okradali kraj, nasze fundusze emerytalne przeznaczali na wojny z kapitalizmem, fałszowali historię, rujnowali gospodarkę i obywateli, dążyli do wychowania podług jednej obowiązkowej idei, prześladowali rolników, rzemieślników, podsycali nastroje nacjonalistyczne, odcinali nas od reszty świata. Za sprawą propagandowej machiny, w której główną rolę odgrywała TVP usiłowano nieporadnie przekonać nas, że władza działa w imieniu i dla dobra ludu. Nazywano to demokracją socjalistyczną.    

Czytaj więcej: 13 grudnia 2016 - strajk obywatelski w Polsce