Sztafeta pokoleń - rok 2017, Gdańsk

Sztafeta pokoleń

 

    Gdańsk, 31 sierpnia, późne popołudnie. Już w czasie podróży wszystkie serwisy radiowe mówiły o utrudnieniach na ulicach. Na miejscu, na wysokości ECS-u, biła w oczy biel kamizelek z napisem Solidarność. Wyglądało to, jakby wdzianko związkowców przed chwilą opuściło szwalnię. Nawet ich kaskom brakowało jedynie metek.

    Szyby w samochodzie były zamknięte, a mimo to słychać było od ich strony pomruk niechęci i czuło się dziwną wrogość. Widać było też ponure twarze z oczami, w których czaiła się podejrzliwość i nieufność. To wszystko dotarło do nas w ciągu kilku sekund.

    Po paru minutach dotarliśmy pod salę BHP Stoczni Gdańskiej. Tu był inny świat – wszystko spontaniczne, chociaż zorganizowane; miszmasz pomysłów wielu osób i organizacji. I ludzie –  widać było ich radość, szczerość, szacunek i czuło się wspólnotę. Wszędzie spotykałem też znajomych i nawet ci,  których widziałem tylko raz, serdecznie się z nami witali. Córka była zachwycona – biegała od namiotu do namiotu, bo chciała być wszędzie. Choćby dla takich chwil warto było tu przyjechać.

    W panelach niestety nie uczestniczyliśmy, bo przyjechaliśmy za późno. Niespodziewanie okazało się też, że znajomi czekają na nas przy „zieleniaku”. Ruszyliśmy zatem w stronę bramy stoczni. Gdy z niejakim wahaniem ją przeszliśmy (u wejścia kłębiły się białe kamizelki),  wkroczyliśmy już dosłownie w inny świat – świat ludzi zaciętych w swojej niechęci, śledzących nas złowrogim spojrzeniem, chociaż nie mieliśmy nic, co mogłoby nas identyfikować z czymkolwiek.

Czytaj więcej: Sztafeta pokoleń - rok 2017, Gdańsk

Młodzi inaczej

 

Młodzi inaczej

Mirosław Przylipiak
 
         Wielokrotnie zdarzało mi się słyszeć utyskiwania na to, że w działania KOD-u angażują się głównie starsi, 50 lub 60+. Z kolei, lipcowe protesty wzbudziły zachwyt wielu komentatorów głównie tym, że pojawiło się na nich wielu młodych. Obydwa te spostrzeżenia są tylko częściowo prawdziwe. W KODzie od początku było wielu trzydziesto- i czterdziestolatków, a także młodszych, a lipcowe protesty zgromadziły ludzi ze wszystkich pokoleń. Zarazem jednak, niewątpliwie w działalność KODu zaangażowało się wiele osób z pokolenia „Solidarności”, takich, którzy byli aktywni w roku 89, a nawet wcześniej na początku tamtej dekady. Dlaczego właśnie oni? Propaganda rządowa twierdzi, że to ludzie „oderwani od koryta”, którzy w wyniku dojścia PiSu do władzy utracili pozycję i przywileje. Dla każdego, kto zna to środowisko, ten zarzut jest absurdalny. Wśród kilkudziesięciu protestujących, których znam osobiście, nie ma ani jednej osoby, która by w wyniku dojścia PiSu do władzy cokolwiek utraciła. Znam za to osoby, które udziałem w protestach sporo ryzykują, bo narażają się na gniew władzy i represje. Przyczyn więc, dla których właśnie to pokolenie zaangażowało się w ruchy protestu, należy szukać gdzie indziej. Po pierwsze, to są to ludzie, którzy pamiętają jeszcze czasy komunizmu, wiedzą więc, do czego rządy PiSu prowadzą, i łatwo dostrzegają podobieństwa między rozmaitymi posunięciami obecnej władzy a starym systemem. Po drugie, widzą, jak niszczy się owoce ich ciężkiej walki z lat 80tych i okresu transformacji: system demokratyczny, wolność słowa, otwartość na świat, członkowstwo w Unii Europejskiej. Po trzecie, to pokolenie nauczyło się protestować w latach 80tych, wie, jak to robić, i wie, że to może być skuteczne. Warto może pamiętać, że ludzie po przekroczeniu pewnej granicy wieku, coraz bardziej zresztą umownej, nie tracą praw publicznych i obywatelskich i są normalnymi członkami społeczeństwa.

21 lipca w Polsce

Rewolucję czas zacząć…

Tomasz Bemben

Ostatnia faza destrukcji demokratycznego państwa prawa, która zaczęła się ubezwłasnowolnieniem Trybunału Konstytucyjnego, weszła w końcową fazę. Pisowski walec równo rozgniata wszystko po drodze tak aby nie było co zbierać i aby nie przyszło nikomu do głowy cokolwiek ratować. Niesłychana jest determinacja Kaczyńskiego i jego akolitów, zachowują się tak jakby byli pewni, że w przypadku nie udanych eksperymentów z ustrojem państwa czeka ich tylko skok w przepaść. Ta część społeczeństwa, któremu zależy na zachowaniu choć resztek prawa i demokratycznych zasad, po głosowaniach czwartkowych zachowuje się jak bokser na ringu, który dostał prawym sierpowym prosto w twarz… Jak na prawdziwego boksera przystało, otrząsa się z knockdownu, powraca do równowagi i chce dalej walczyć. Zresztą ilość protestów jakie rozlały się po Polsce po ostatnich niechlubnych decyzjach parlamentu świadczy o tym najdobitniej. Ich liczebność a zwłaszcza struktura wiekowa ludzi biorących w nich udział pokazuje, że coś się zmienia w krajobrazie obywatelskiej opozycji wobec polityki PiS-u. Już nie emeryci i renciści (czytaj: komuniści i złodzieje), już nie lemingi a właśnie młodzież i młodzi ludzie 30-35 letni stanowili liczebnie największą grupę spośród tych biorących udział w protestach pod Sejmem i sądami w całej Polsce. Znaczna część z nich po raz pierwszy brała udział w jakichkolwiek protestach. Na własnej skórze przekonują się czym jest pisowska władza i jakie metody stosuje. Zapewne żadne z nich nie wiedziało jeszcze parę tygodni temu, że wystarczy jedynie wziąć udział w antyrządowej demonstracji aby zasłużyć na miano rozdeptanych robaków, być kanalią i mieć zdradziecką mordę.

Czytaj więcej: 21 lipca w Polsce

Pomieszanie pojęć

Kiedy w przyszłości ktoś zapyta…


Tomasz Bemben


        Przyznam, że dopiero ostatnio zacząłem się zastanawiać jak podejrzanie często nasza władza używa słowa „patriotyzm” odmieniając je przez różne przypadki. Duża częstotliwość tych działań nasuwa podejrzenia, że w kręgach rządzących jest spory deficyt w rozumieniu pojęcia i daje się zauważyć wyraźną tendencję do nadużywania tego słowa.
W miarę swoich możliwości postanowiłem zatem ułatwić sprawę politykom partii, mającej większość w naszym parlamencie i przypomnieć czym patriotyzm nie jest. Ufam, że to pomoże tym co mają kłopot i pewnych spraw nie widzą.

Czytaj więcej: Pomieszanie pojęć

Nowy etap - nowa strategia

Redakcja demokratio.pl przysłuchuje się uważnie wszystkim rozmowom o demokracji w Polsce, próbom tworzenia lokalnych rozwiązań budujących społeczeństwo obywatelskiie. Przedstawiamy opracowanie Piotra Kuropatwińskiego z Gdańska, zapraszamy do dyskusji:  

 

Gdańsk, 15.07.2017

Piotr Kuropatwiński

Nowy etap – nowa strategia (otwarta propozycja a nie totalna opozycja)

Spotykamy się w realu na „Spotkaniach czwartkowych”*, dyskutujemy przerzucając posty, a świstak z Żoliborza tylko zawija sreberka. Który raz już jesteśmy poruszeni, żeby nie napisać w…wieni? Pojawienie się specjalistki od tworzenia marki i kolejnej – od marketingu organizacji dały kolejny impuls do zastanowienia się, co dalej? Druzgocąca krytyka treści plakatu wiszącego w naszej gdańskiej siedzibie: Manifestu założycielskiego KOD skłoniła mnie do wykorzystania sugestii naszej ekspertki by przeredagować ten tekst.

Zastanawiałem się nad jego nazwą: manifest naszym „nieskalanym współpracą z czerwonymi” dekomunizatorom może się kojarzyć z dokumentem Karola M i Fryderyka E z połowy XIX wieku. Stąd szukanie innego słowa: Odezwa/Proklamacja/List otwarty do społeczeństwa? Trzeba się na coś zdecydować.

Najważniejsze, by ujawnić pomysł i dać materiał do przemyśleń. Pomysł polega na tym, by zaakcentować świadomość tzw. „zmiany etapu”. Czarną środę w sejmie i taką noc z czwartku na piątek (skorygujmy jeśli się mylę) można uznać za koniec początku rozwalania praworządności w Polsce, jaką znamy. Inne, poprzednie przemyślenia i dyskusje uświadomiły nam jasno, że samą obroną nie wygrywa się kampanii w tej jak dotąd zimnej, ale coraz bardziej potencjalnie gorącej wojnie domowej, którą obserwujemy lub w której uczestniczymy.

Trzeba przestać tylko reagować, trzeba wychodzić z własną inicjatywą. OK. Ale do kogo kierowaną? Niesłabnące wyraźnie słupki poparcia, niedawne „sukcesy” wizerunkowe po wizycie Trumpa i inne symptomy świadczą, że proces oszałamiania społeczeństwa trwa. Wybory mogą być ewidentnie zmanipulowane, osoby znaczące w samorządach (pani prezydent w stolicy) traci punkty pod uderzeniami spec komisji i aktywistów antyreprywatyzacyjnych, wielu czeka na rycerza na białym koniu który przejmie stery atakowanego obozu demokracji; stale wraca pytanie: co robić?

Dla mnie odpowiedź jest prosta. Trzeba pokazywać drogę tym, którzy ciągle liczą na to, że jakoś to będzie i tym, którzy przygotowują się by biernie lub czynnie wziąć udział w nadchodzących świętach demokracji, którą chcemy bronić: wyborów lokalnych, europejskich, parlamentarnych i prezydenckich. Ale, do diaska, nie możemy tylko bronić i bronić. Dla wahających się, czy i jak do nas dołączyć, musimy wysłać przekaz: mamy pomysł na to, jak wyjść z tego obłędnego cyklu wkurzających zmian („realizacji programu wyborczego” naszych rządców) i wiary wielu w to wariactwo. Nie czekać na pojawienie się „jednoczącego wszystkie siły przywódcy” ale robić swoje.

Czytaj więcej: Nowy etap - nowa strategia