Czego bronimy?

kolubryna sRyszard Brzycki
Nazywamy się Komitetem Obrony Demokracji, ale czego my bronimy? Wolnych mediów?
Wypracowanych przez ćwierć wieku zasad służby cywilnej? Prokuratur i sądów wolnych od nacisków politycznych tego, kto się do władzy dorwie (słowa „dorwie” używam celowo)? Może bronimy skrzywdzonych ustawą 500+ dzieci, które pięciu stów nie dostaną? A może bronimy tych dzieci, które je dostaną wbrew zasadom zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, która ma się nijak do wchodzącej w życie ustawy?

Czytaj więcej: Czego bronimy?

Wspomnienia o Lechu

skrzynka zdjecia sPiotr Kapczyński

Pierwszy raz Lecha Wałęsę spotkałem w 1978 roku przypadkowo w pociągu z Warszawy do Gdańska, gdy wracał z Joanną i Andrzejem Gwiazdą oraz Alinką Pieńkowską z pierwszego spotkania WZZ-tów z KOR-em ( Wolne Związki Zawodowe, Komitet Obrony Robotników).

Z Gwiazdami i Alinką znałem się z działalności opozycyjnej. W pociągu było sporo czasu. Wałęsa łatwo nawiązał rozmowę m.in. na temat czy rządzący Polską, np. Gierek mogą kierować się pozytywnymi, w ich przeświadczeniu, intencjami. Uderzyła mnie jego dociekliwość i to że w rozmowie nie tyle chciał mnie do czegoś przekonać, ale bardziej dowiedzieć się.


Następne spotkanie, które dość dobrze pamiętam, miało miejsce w jego mieszkaniu na Stogach. Przywiozłem mu wówczas Robotnika do kolportażu. Akurat był to jego pierwszy dzień pracy, chyba w Elektromontażu. Opowiadał nie kryjąc zadowolenia, że od razu w swoim warsztacie zrobił coś w rodzaju stolika z bibułą. Wszystkim, którzy do niego, jako zakładowego elektryka, przychodzili proponował bibułę i informował o WZZ-tach. Pamiętam, że byłem zachwycony jego entuzjazmem.

Czytaj więcej: Wspomnienia o Lechu

Subiektywnie o marynarce Lecha W.

marynarka vintage sTomasz Bemben
Sierpień 1980 – gorące lato, nie tylko w polityce. Z nieba leje się żar, słońce piecze niemiłosiernie… Zamieszanie na ulicach, ciche rozmowy pomiędzy sąsiadami, uśmiechy na twarzach, zaciśnięte pięści, wszechobecne ulotki na ulicach, z którymi smutni panowie w niebieskich mundurach i z dłuuugimi, białymi pałkami w żaden sposób nie mogą sobie poradzić. Wędrówki do Stoczni, początkowo raz, potem drugi, potem już codziennie…

Czytaj więcej: Subiektywnie o marynarce Lecha W.

Nie ma Polaka bez haka?

V sMagdalena Lesiewicz

Dlaczego my Polacy tak bardzo lubimy sami się pogrążać? Dlaczego nie potrafimy doceniać tego co mamy? Dlaczego nie chcemy być dumni z największych symboli naszej historii? Gdziekolwiek w świecie nie zapytasz z czym kojarzy Ci się upadek komunizmu, każdy kto wie co to komunizm odpowie z Polską i Wałesą? Dlaczego z tego nie korzystamy? Dlaczego tak bardzo wierzymy w spisek? Czy nam Polakom nie mogło zdarzyć się coś dobrego i szczerego? Nie zasługujemy na to? Czy to, że tak negujemy wszystko, co jest naszym sukcesem, to przejaw kompleksów? Przecież Polak niesterowany przez obce mocarstwo nie byłby w stanie czegoś takiego zrobić? Tyle lat byliśmy w niewoli. Zabory, okupacja, socjalizm. Tyle lat mówiono nam co mamy robić, więc i w tym przypadku przecież musiało tak być… Nie jesteśmy w stanie uwierzyć w to, że komuś mogło się udać, ze odniósł sukces. Niby z jakiej racji jest taki wyjątkowy? Tu musi być drugie dno! Znajdźmy na niego haki! Wyciągnijmy teczki! Zniszczmy go! Po co się wychylał i jeszcze nadal śmie się tym chwalić!

Czytaj więcej: Nie ma Polaka bez haka?

Protesty na Węgrzech

wegry dlon sIlona Kulikowska

Pamiętam, jak dziś, to przyjemne uczucie spokoju i bezpieczeństwa, jakie ogarnęło mnie pewnego letniego wieczoru gdy przyglądałam "Politykę" i natrafiłam na artykuł o sytuacji na Węgrzech.
Dziennikarz analizował posunięcia rządu Victora Orbana i rysował wizję kraju jednej prawdy i jednej władzy, skorumpowanego i zamkniętego w populistycznej propagandzie. Myślałam wtedy - jak to dobrze, że to nie u nas... Byłam dumna, że jesteśmy - tak wtedy myślałam, może nieskromnie - bardziej dojrzali, otwarci. Że jesteśmy prawdziwymi Europejczykami.

Czytaj więcej: Protesty na Węgrzech