Co może powstrzymać PiS, czyli w czym nasza nadzieja

ruina PiS s"Wściekłość i szaleństwo mogą w pół godziny zniszczyć więcej niż roztropność, namysł i przezorność potrafią zbudować w ciągu stu lat" Edmund Burke

Tadeusz Jabłoński

W czasie spotkania naszego zespołu programowego z wysłannikami „Le Monde” padło takie właśnie pytanie. Odpowiedzi były różne (od bardzo rozbudowanych i pogłębionych po takie sobie), co zachęciło mnie do własnych przemyśleń. Oto moje odpowiedzi w kolejności od najmniej do najbardziej prawdopodobnych. 

Po pierwsze taką nadzieją na zatrzymanie nieprawnych i wykraczających poza obyczaje polityczne poczynań władzy mogą być naciski zagranicy – poszczególnych państw (przede wszystkim USA), NATO, a przede wszystkim Unii Europejskiej. Takie działania są podejmowane i z pewnością cieszą one obrońców demokracji, jednak nie bardzo wierzę w ich skuteczność. Nawet jeśli obecna władza formalnie współpracuje z takimi organami jak PE czy Komisja Wenecka, to w rzeczywistości nie liczy się z ich opinią, a to dlatego, że dla rządzących Unia Europejska (lub NATO) nie jest wartością, o której trwanie i rozwój warto zabiegać. I będzie tak dopóki KE nie przykręci nam kurka z pieniędzmi lub NATO nie zostawi nas swojemu losowi, a na to na razie się nie zapowiada.

Czytaj więcej: Co może powstrzymać PiS, czyli w czym nasza nadzieja

Co dalej

 Piotr Kapczyński

Często słusznie podkreśla się, że w ostatnich wyborach parlamentarnych na Prawo i Sprawiedliwość głosowało niespełna 19% uprawnionych do głosowania co nie daje tej partii ani mandatu do zmiany konstytucji ani do występowania w imieniu większości Polaków. Warto jednak zwrócić uwagę, że łącznie ponad połowę głosów zostało oddanych na PiS, Kukiz 2015 i partię Korwin czyli na tzw. ugrupowania antysystemowe kwestionujące zasady demokratycznego państwa prawa. Jeżeli uwzględni się, że rozkład preferencji politycznych wśród nie biorących udziału w wyborach jest podobny jak wśród głosujących i że nawet wśród głosujących na partie systemowe panuje dość powszechnie nastrój rozczarowania jakością naszego życia politycznego to nasuwa się wniosek o spadającym poparciu społecznym dla demokratycznych partii politycznych. Nie przypadkowo to właśnie Komitet Obrony Demokracji  a nie te partie stał się reprezentantem broniących zasad demokratycznego państwa prawa. Gdyby były one dla protestujących wiarygodne wówczas nie było by potrzeby zakładania KOD-u.
Partie opozycyjne nie potrafią się odnaleźć w nowej sytuacji. Oddały inicjatywę Prawu i Sprawiedliwości, nie znajdują skutecznej odpowiedzi na poczynania partii rządzącej.
Przywódcy PiS-u, określając swoich przeciwników jako komunistów, złodziei i zdrajców  wykluczają znaczną część społeczeństwa ze wspólnoty politycznej i narodowej. Poza tym są to słowa groźne gdyż słowa poprzedzają czyny a wiadomo co się robi ze zdrajcami. W świecie, w którym panuje logika swój-wróg nie ma miejsce na dialog, kompromis i demokrację. W takim świecie nie możliwe jest państwo, w którym jest miejsce dla wszystkich obywateli i naród w którym jest miejsce dla wszystkich Polaków.

Czytaj więcej: Co dalej

Czego bronimy?

kolubryna sRyszard Brzycki
Nazywamy się Komitetem Obrony Demokracji, ale czego my bronimy? Wolnych mediów?
Wypracowanych przez ćwierć wieku zasad służby cywilnej? Prokuratur i sądów wolnych od nacisków politycznych tego, kto się do władzy dorwie (słowa „dorwie” używam celowo)? Może bronimy skrzywdzonych ustawą 500+ dzieci, które pięciu stów nie dostaną? A może bronimy tych dzieci, które je dostaną wbrew zasadom zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, która ma się nijak do wchodzącej w życie ustawy?

Czytaj więcej: Czego bronimy?

Żołnierze Wyklęci - Niezłomni

Zdj. http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/938845,Hieronim-Dekutowski-ps-Zapora-zolnierz-niezlomny

"Czegóż się obawiacie ? Przecież dzierżymy w rękach pełnię władzy. Skazujemy kogo chcemy , udzielamy łaski - komu chcemy ...

Zrozumcie jesteśmy wszystkim "  Nikołaj Jeżow , szef NKWD

Piotr Oszast

Tego tekstu nie można zacząć  inaczej ….  Jest 1 marca 1951 roku, osławione więzienie Mokotowskie. Tutaj chwilę temu wykonano wyrok na siedmiu oficerach Armii Krajowej, członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Strzałem w tył głowy zamordowani zostali: ppłk. Łukasz Ciepliński, major Mieczysław Kawalec, kapitan Józef Batory, major Adam Lazarowicz, kapitan Franciszek Błażej, por. Karol Chmiel i por. Józef Rzepka.
       Wolność i Niezawisłość jako zrzeszenie od samego początku pragnęło jednego, opuszczenia terenów Polski przez Armie Czerwoną i NKWD.  Nie zgadzała się z ustaleniami które zapadły w Jałcie.    
     Musiało upłynąć 60 lat, wielu ludzi nie doczekało tego dnia, dopiero w 2011 roku za prezydentury Bronisława Komorowskiego przeprowadzono głosowanie w  wyniku którego, dzień 1 marca ogłoszono Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Należy pamiętać, iż pierwszym orędownikiem tej uchwały był Prezydent Lech Kaczyński.
      Przegłosowanie tej uchwały rozpoczęło ciągle jeszcze  niezakończoną debatę, czy byli to faktycznie  Żołnierze Wyklęci, czy może  jednak Przeklęci,  jak sugerował Kazimierz Kutz w filmie „Znikąd donikąd". Osobiście nie polecam samego filmu, który jest obrazem stronniczym i subiektywno-polityczną oceną reżysera.
      Po zakończeniu wojny i rozpoczęciu okupacji wyzwoleńczej przez wojska radzieckie polscy partyzanci, którzy nie godzili się, by ojczyzna znalazła się znów pod okupacją, musieli ponownie uciekać do leśnych kryjówek. W tym tekście pozwolę sobie przywołać skrótowo pamięć tych wspaniałych ludzi, jak również wskazać tych, którzy zapomnieli, iż będąc w „lesie” nadal byli Żołnierzami Wojska Polskiego.

Czytaj więcej: Żołnierze Wyklęci - Niezłomni

Wspomnienia o Lechu

skrzynka zdjecia sPiotr Kapczyński

Pierwszy raz Lecha Wałęsę spotkałem w 1978 roku przypadkowo w pociągu z Warszawy do Gdańska, gdy wracał z Joanną i Andrzejem Gwiazdą oraz Alinką Pieńkowską z pierwszego spotkania WZZ-tów z KOR-em ( Wolne Związki Zawodowe, Komitet Obrony Robotników).

Z Gwiazdami i Alinką znałem się z działalności opozycyjnej. W pociągu było sporo czasu. Wałęsa łatwo nawiązał rozmowę m.in. na temat czy rządzący Polską, np. Gierek mogą kierować się pozytywnymi, w ich przeświadczeniu, intencjami. Uderzyła mnie jego dociekliwość i to że w rozmowie nie tyle chciał mnie do czegoś przekonać, ale bardziej dowiedzieć się.


Następne spotkanie, które dość dobrze pamiętam, miało miejsce w jego mieszkaniu na Stogach. Przywiozłem mu wówczas Robotnika do kolportażu. Akurat był to jego pierwszy dzień pracy, chyba w Elektromontażu. Opowiadał nie kryjąc zadowolenia, że od razu w swoim warsztacie zrobił coś w rodzaju stolika z bibułą. Wszystkim, którzy do niego, jako zakładowego elektryka, przychodzili proponował bibułę i informował o WZZ-tach. Pamiętam, że byłem zachwycony jego entuzjazmem.

Czytaj więcej: Wspomnienia o Lechu