Krzysztof Łoziński: Odpowiedź na list Prezydium KK NSZZ „Solidarność”

Krzysztof LozinskiKrzysztof Łoziński

Odpowiedź na list Prezydium KK NSZZ „Solidarność”

Szanowni Państwo,
Pozwólcie, że ośmielę się odpowiedzieć na Wasz list skierowany do Komitetu Obrony Demokracji.... Jestem autorem idei powołania KOD i jednym z członków założycieli Stowarzyszenia KOD. Jestem też członkiem honorowym NSZZ „Solidarność”, co potwierdza będący w moim posiadaniu stosowny dokument wystawiony przez KZ „Solidarności” w moim dawnym zakładzie pracy. Fakt ten został też potwierdzony swego czasu przez władze Regionu Mazowsze piśmie skierowanym do Prezesa Rady Ministrów.

Byłem uczestnikiem strajków sierpnia 1980 roku i przewodniczącym jednego komitetów strajkowych. Brałem udział w zakładaniu NSZZ „Solidarność”, pełniłem kilka funkcji wybieralnych w sekcjach branżowych „Solidarności” na szczeblu regionu i szczeblu krajowym. Kierowałem jedną ze struktur w podziemiu lat 1982-1987 i z tego tytułu zostałem skazany na 1,5 roku więzienia. To tyle w skrócie, byście Państwo wiedzieli, jaki mam tytuł moralny, by się wypowiadać.

Czytaj więcej: Krzysztof Łoziński: Odpowiedź na list Prezydium KK NSZZ „Solidarność”

KOD 3: ŻOŁNIERZE WYKLĘCI

1zlotyPiotr Ejsmont

Chyba ze 20 lat temu narodził się termin: żołnierze wyklęci, ci co brali udział w powstaniu warszawskim lub po zakończeniu wojny walczyli z bronią przeciwko komunie. Rzetelni historycy nie raz dowiedli, że wśród tych drugich byli ludzie różnego pokroju będący ucieleśnieniem mieszaniny dobra i zła. Tak naprawdę ludzie pogubieni. Skazani na porażkę. W tych trudnych czasach trudno było nie popełniać błędów. Nie jest łatwo ich oceniać. Mnie wtedy na świecie nie było, ale byli moi rodzice. W 1944 roku mój ojciec miał 18 lat i mieszkał w Warszawie. Kiedy zaczęło  się powstanie, został poważnie ranny w brzuch. Rodzina wykupiła go ze szpitala. Niedługo potem został razem z moim dziadkiem aresztowany i wywieziony do obozu w Dachau. Nie wiem, czy obaj brali udział w powstaniu. Nigdy nie chcieli o tym mówić. Ojciec był żołnierzem AK. Wiem tylko, że w obozie musieli jeść zupę z brukwi oraz pokrzyw i że wyłapali wszystkie krety w okolicy. Dopiero po śmierci ojca dowiedziałem się o jego traumatycznych przeżyciach w obozie. Któregoś dnia z obozu zbiegła  grupka więźniów. Była mroźna zima. Niemcy wyrzucili wszystkich więźniów na plac i kazali im tam stać do chwili, aż złapią wszystkich uciekinierów. Z każdą godziną wśród stojących na mrozie wzbierało uczucie nienawiści do uciekinierów. Nic zatem dziwnego, że kiedy zapędzono na plac ostatniego złapanego, wszyscy się cieszyli. Jasne, że uciekinierów czekała teraz śmierć. Niemiecki dowódca wskazał na ojca i kilku innych chłopaków. Mieli dla skazańców wybudować szubienice.
Na szczęście wojna szybko się skończyła. Ojciec z dziadkiem wrócili do Warszawy. Ktoś im bliski, widząc na co się zanosi w kraju, poradził ojcu, by wyniósł się jak najdalej z Warszawy, bo jako były AK-owiec nie będzie miał tam dobrego życia. Wyjechał do Gdańska. Został lekarzem, potem profesorem Uniwersytetu Gdańskiego. Wojenne wydarzenia tak bardzo zachwiały jego psychiką, że już nigdy nie chciał do nich wracać. W Gdańsku był człowiekiem, który nie miał przeszłości. Nie podskakiwał, więc nikt się go nie czepiał. Przestrzegał mnie tylko przed mieszaniem się w politykę. Nadaremnie. To on w 1970 roku słuchał ze mną Wolnej Europy i Głosu Ameryki. Tylko raz wyszedł przed szereg. W 1982 roku , w stanie wojennym, po jakiejś demonstracji milicja ujęła kilku studentów. Groziło im więzienie, a w najlepszym wypadku wywalenie ze studiów. Ojciec razem z rektorem poszli  gdzie trzeba, wstawili się za nimi. Studenci nie zostali wyrzuceni.

Czytaj więcej: KOD 3: ŻOŁNIERZE WYKLĘCI

Obrotowe drzwi historii

drzwi obrotowe"Niewiele krajów potrafiło się zabezpieczyć przed przywódcami nieżywiącymi wątpliwości, że prawdziwa historia zacznie się dopiero od nich" - Leon Lech Beynar "Rozważania o wojnie domowej"

Barbara Goworowska-Milewska

Historia to nie zlepek faktów, lecz związek przyczyn i skutków, składających się na logiczny ciąg zdarzeń. Może warto przez chwilę prześledzić kawałek naszych dziejów. Polacy lubują się w martyrologii, to poniekąd wypływa z naszych dziejów. Warto zwrócić uwagę, że w zależności od ustroju czy trendów politycznych historią nie tylko próbuje się manipulować, nią się najzwyczajniej manipuluje.
Mimo heroicznej obrony we wrześniu 1939 r. sojusznicy niemiecko-sowieccy dokonali IV rozbioru Polski. Niemal natychmiast powstało Polskie Państwo Podziemne i Polski Ruch Oporu. Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) podlegał Rządowi Polskiemu na uchodźctwie. Tak zagwarantowano polityczną i wojskową ciągłość władz Rzeczypospolitej. Potem, aby scalić rozdrobnione zbrojne podziemie, utworzono Armię Krajową. Zaś część Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), z Obozu Narodowo Radykalnego (ONR), uznając Rząd Emigracyjny, działała niezależnie, walcząc z nazistami, komunistami i antypolskimi Ukraińcami. Kiedy klęska Niemiec stawała się coraz bardziej prawdopodobną, za głównego wroga uznała ZSRR.

Czytaj więcej: Obrotowe drzwi historii

Jestem patriotą


bielikMichał Bleja

Słowa „jestem patriotą” przez długie lata nie mogły mi przejść przez gardło. Mimo całego wysiłku, jaki w zaszczepienie mi miłości do ojczyzny włożyli nauczyciele ze szkoły, mimo przeczytania dziesiątków lektur i obejrzenia tyluż filmów opiewających czyny polskich żołnierzy, powstańców, partyzantów, mimo nauczenia się na pamięć inwokacji do „Pana Tadeusza”, „Święta miłości kochanej ojczyzny” Ignacego Krasickiego i całego mnóstwa wierszy o podobnej wymowie, patriotyzm nachalnie kojarzył mi się z czymś zupełnie innym
Wracam po koncercie do domu. Wsiadam do zatłoczonego nocnego autobusu. Podobnie jak wszystkie polskie nocne autobusy, jest pełen pijanych ludzi. W środku jakiś chłopak strasznie kogoś wyzywa. Po chwili orientuję się, że nie pasuje mu para stojąca dwa metry dalej. Konkretnie problem stanowi kolor skóry chłopaka – jest mulatem. „Wyp... stąd j....ny czarnuchu! To jest autobus dla białych! Niech ktoś spełni swój patriotyczny obowiązek i go stąd wy....e!” Dziewczyna pokazuje patriocie środkowy palec, na co patriota wyrzuca z siebie kolejną wiązankę „zaraz tam pójdę i ci wy....e p....na murzyńska k....o!”. Ludzie nie reagują, niektórzy nawet się uśmiechają. Niektórym się to podoba. Całe szczęście, że patriotę przytrzymuje większy i rozsądniejszy kolega, choć on również ma uśmiech na twarzy. Boję się odezwać, ale w końcu to robię: „przynosisz wstyd temu krajowi”. Odpowiedź „zamknij mordę pedale j...y”.
Tak właśnie kojarzyło mi się to słowo. „Jestem patriotą, nienawidzę Żydów, czarnych, pedałów i tych sk...synów z Lecha Poznań”. „Czołem wielkiej Polsce!”. „Polska cała tylko biała!”. Patrzyłem jak te środowiska zawłaszczają symbole narodowe, symbol Polski Walczącej, jak do chuligaństwa i agresji (zarówno werbalnej jak i fizycznej) dorabiają ideologię, że to wszystko dla kraju, że to wszystko patriotyzm.

Czytaj więcej: Jestem patriotą

Charakter narodowy

Karolina Janczukowicz

Kiedy widzę skrajnie różne reakcje na najnowsze sensacje, które są objawiane u nas w Polsce nie mogę choćby na chwilę zastanowić się nad naszym charakterem narodowym, jeśli w ogóle jest coś takiego. Przychodzą mi na myśl dwie główne cechy z rezerwą przytaczane przez nieodżałowanego Antoniego Kępińskiego, wielkiego psychiatry i filozofa jednocześnie. Te dwie cechy to: paranoja i histeria.

Skłonności do paranoi mogą być wrodzone, ale są wzmacniane przez doświadczenia życiowe, więc jeśli jest się jednostką (lub grupą ludzi) uciskaną czy represjonowaną, bądź też ma się subiektywne odczucie takiego stanu, jest się dużo bardziej podatnym na spiskową interpretację wszelkich nieszczęść, których jest się ofiarą. Polacy jako naród na pewno mogą czuć się  niejednokrotnie pokrzywdzeni przez historię i choćby przez to mogą być bardziej na paranoję podatni. Ja sama, choć nie wierzę w spiskowe teorie zamachu na samolot pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku, muszę całą siłą woli powstrzymywać się przed interpretowaniem niedawno ogłoszonych rewelacji dotyczących Lecha Wałęsy i jego podpisywania zobowiązań wobec SB jako spisku bądź zmowy kogoś przeciwko komuś. Wniosek jest taki, że niezależnie od tego po której stronie barykady się stoi, podatność na paranoję ciągle nas łączy.

Czytaj więcej: Charakter narodowy