Obrotowe drzwi historii

drzwi obrotowe"Niewiele krajów potrafiło się zabezpieczyć przed przywódcami nieżywiącymi wątpliwości, że prawdziwa historia zacznie się dopiero od nich" - Leon Lech Beynar "Rozważania o wojnie domowej"

Barbara Goworowska-Milewska

Historia to nie zlepek faktów, lecz związek przyczyn i skutków, składających się na logiczny ciąg zdarzeń. Może warto przez chwilę prześledzić kawałek naszych dziejów. Polacy lubują się w martyrologii, to poniekąd wypływa z naszych dziejów. Warto zwrócić uwagę, że w zależności od ustroju czy trendów politycznych historią nie tylko próbuje się manipulować, nią się najzwyczajniej manipuluje.
Mimo heroicznej obrony we wrześniu 1939 r. sojusznicy niemiecko-sowieccy dokonali IV rozbioru Polski. Niemal natychmiast powstało Polskie Państwo Podziemne i Polski Ruch Oporu. Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) podlegał Rządowi Polskiemu na uchodźctwie. Tak zagwarantowano polityczną i wojskową ciągłość władz Rzeczypospolitej. Potem, aby scalić rozdrobnione zbrojne podziemie, utworzono Armię Krajową. Zaś część Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), z Obozu Narodowo Radykalnego (ONR), uznając Rząd Emigracyjny, działała niezależnie, walcząc z nazistami, komunistami i antypolskimi Ukraińcami. Kiedy klęska Niemiec stawała się coraz bardziej prawdopodobną, za głównego wroga uznała ZSRR.

Czytaj więcej: Obrotowe drzwi historii

Charakter narodowy

Karolina Janczukowicz

Kiedy widzę skrajnie różne reakcje na najnowsze sensacje, które są objawiane u nas w Polsce nie mogę choćby na chwilę zastanowić się nad naszym charakterem narodowym, jeśli w ogóle jest coś takiego. Przychodzą mi na myśl dwie główne cechy z rezerwą przytaczane przez nieodżałowanego Antoniego Kępińskiego, wielkiego psychiatry i filozofa jednocześnie. Te dwie cechy to: paranoja i histeria.

Skłonności do paranoi mogą być wrodzone, ale są wzmacniane przez doświadczenia życiowe, więc jeśli jest się jednostką (lub grupą ludzi) uciskaną czy represjonowaną, bądź też ma się subiektywne odczucie takiego stanu, jest się dużo bardziej podatnym na spiskową interpretację wszelkich nieszczęść, których jest się ofiarą. Polacy jako naród na pewno mogą czuć się  niejednokrotnie pokrzywdzeni przez historię i choćby przez to mogą być bardziej na paranoję podatni. Ja sama, choć nie wierzę w spiskowe teorie zamachu na samolot pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku, muszę całą siłą woli powstrzymywać się przed interpretowaniem niedawno ogłoszonych rewelacji dotyczących Lecha Wałęsy i jego podpisywania zobowiązań wobec SB jako spisku bądź zmowy kogoś przeciwko komuś. Wniosek jest taki, że niezależnie od tego po której stronie barykady się stoi, podatność na paranoję ciągle nas łączy.

Czytaj więcej: Charakter narodowy

Zgubione zdjęcia. Trzy spotkania z Lechem Wałęsą

Olga Kubińska

 


Aut. M. Jabłońska i K. Kolarz

To były w sumie trzy spotkania, za każdym razem związane z obecnością gości zagranicznych, którymi się opiekowaliśmy. Pierwsze, w połowie lat 80., data byłaby do odtworzenia, rok jednak nie jest tu szczególnie istotny, ważne, że było to w imieniny – Lecha albo Danuty. Za drugim i trzecim razem z kolei rok trudno byłoby zapomnieć – 1990, II Krajowy Zjazd “Solidarności.”
Najpierw to pierwsze spotkanie, na Zaspie. Do Gdańska przyjechał Desmond Graham, nasz przyjaciel z Newcastle, autor poetyckiej najnowszej historii Polski. Być w Gdańsku I nie móc porozmawiać z legendą? Bardzo chciał się spotkać z Wałęsą – mój mąż zaaranżował przez kogoś z licznego grona doradców Lecha spotkanie I o ustalonej godzinie pojawiliśmy się na Pilotów na Zaspie. Doradca o niczym nie wspomniał Lechowi, czy to ze strachu przed panią Danutą, czy też ze względu na swój niższy, niż publicznie przyznawała, status w hierarchii doradców. My staliśmy we troje na klatce schodowej, doradca – za progiem, sytuacja była cokolwiek niezręczna, na szczęście sam gospodarz wkroczył do działania I posadził nas za stołem. Parę minut, Lechu, goście przychodzą, rzuciła Pani Danuta, wyraźnie poirytowana.
Parę minut zamieniło się w pół godziny, Lechu mówił, mówił, mówił. Mój mąż tłumaczył, Desmond słuchał. Zadał kilka pytań. Lechu przedstawiał sytuację w kraju, międzynarodową, nie spieszył się. W połowie lat 80. nie był na fali: Solidarność więdła, atmosfera była duszna, a perspektywy – nader nieciekawe. Może profesor z angielskiego uniwersytetu był jakąś odmianą.
Z tamtego spotkania zapamiętałam atmosferę – własne onieśmielenie I poczucie, że przypadkowo uczestniczę w spotkaniu z człowiekiem -legendą, o dużym autorytecie, onieśmielającym właśnie. W końcu wyszliśmy, poganiani przez Panią Danutę, o której – w tym kontekście, w tym świetle mówię po raz trzeci nie przypadkiem.
Pięć lat później to już były zupełnie odmienne spotkania. Po pozornie przegranym strajku w 1988 roku, po rozmowach Okrągłego Stołu, po bezkrwawej rewolucji, w Hali Olivii w Gdańsku odbywał się II Zjazd Solidarności, na którym zostaliśmy z mężem zatrudnieni w roli tłumaczy-opiekunów zagranicznych delegacji. Wśród osób oddanych pod naszą opiekę byli m.in. przedstawiciele ILO (Międzynarodowej Organizacji Pracy) oraz przedstawicielka Związków Zawodowych Pracowników Mediów z Genewy. O samym zjeździe, atmosferze w kuluarach warto napisać więcej, podobnie jak o atmosferze święta I chaosu cechującej cały Zjazd. Dla mnie ważne było, że mogłam wówczas spotkać Artura Międzyrzeckiego, który został posadzony wraz gośćmi zagranicy przy centralnym stole, przy którym, naprzeciw nas, siedział Lech Wałęsa. Rozluźniony, bezpośredni. Szczęśliwy. Udało mi się wówczas zrobić zdjęcie ich Obu – Pana Przewodniczącego Wałęsy I Pana Redaktora Tadeusza Mazowieckiego, gdy stoją w Hali Olivii naprzeciw siebie, uśmiechnięci. Odnajdę to zdjęcie.

Czytaj więcej: Zgubione zdjęcia. Trzy spotkania z Lechem Wałęsą

KOD 2 : ZŁODZIEJE HISTORII I AUTORYTETÓW CZYLI O NIEGODZIWOŚCI I DUMIE

Piotr Ejsmont

 

Jak ktoś ukradnie nam pieniądze, to z czasem można z tym przejść do porządku dziennego. Gorzej, gdy rzecz dotyczy kradzieży naszej historii, autorytetów, czyli tym, za kogo się uważamy, od kogo czerpiemy wzory. To tak, jakby złodziej kradł naszą tożsamość
W grudniu 1970 roku byłem uczniem I LO w Gdańsku. Tego naprzeciw bramy Stoczni. Widziałem bardo dużo. Widziałem stoczniowców na ulicy. Widziałem, jak kilku z nich szło upomnieć się o aresztowanych kolegów do komendy MO. Jeszcze nie wiedziałem, jak się nazywają. Jak zaczęto  strzelać, uciekłem. Potem właśnie w stoczni zbierałem materiały do mojej pracy magisterskiej. Zmuszony byłem do autocenzury. Dusiłem się z braku wolności. Kiedy rozpoczął się sierpień 1980 roku, razem z teściową codziennie wisieliśmy na płocie przed stocznią. Tak jakbym rozpoznał tego człowieka przed komendą z 1970roku. Lech Wałęsa. Ujął mnie swoją odwagą i roztropnością. Miałem swoje skromne role w Solidarności. Przez wiele dni niekończącego się I Zjazdu Związku jako delegat Gdańska siedziałem tuż za Wałęsą. Jak mogłem, pomagałem mu , by wygrał wybory i poskromił zapalczywe frakcje, które dążyły do rozlewu krwi. W trakcie tego zjazdu zostałem wezwany na komendę MO. Poznałem swojego „anioła stróża”, porucznika Berezowskiego. Porucznik usiłował mnie zastraszyć i zaszantażować .Rzucał jakimiś wyrwanymi faktami z mojego życia .Dowiedziałem się, że nie studiowałem we Włoszech, tylko, że przeszedłem tam szkolenie wywiadu CIA, że utrzymuję kontakty z Mosadem, że molestuję na uczelni moje studentki i na dodatek handluję wódką. Wszystko to się kupy nie trzymało. Owszem, zobaczyłem, że interesowano się mną już od paru lat. Tyle tylko, że wódką handlował mój sąsiad  z przeciwka a rzekomym agentem z Włoch, który miał przywozić mi instrukcje, był włoski zięć drugiej sąsiadki. Można to było wtedy wyśmiać i tak zrobiłem.

Kiedy na końcu porucznik zaproponował mi przekazywanie informacji o moim miejscu pracy, zaproponowałem mu dokładnie to samo, by stał się agentem Solidarności. Już w stanie wojennym porucznikowi udało się wreszcie mnie aresztować. Po miesiącu znowu zostałem ponownie aresztowany za przestępstwa w stanie wojennym. Wywieziono mnie  do  Wejherowa i poddano przesłuchaniom. Prawda była taka, że faktycznie zwołałem w zakładzie wiec, urągałem władzy ludowej i starałem się dodać otuchy wystraszonym koleżankom z pracy. Można to było potraktować jako strajk. SB przesłuchała wielu członków załogi, także mojego dyrektora i nikt, absolutnie nikt nie potwierdził tego zdarzenia. Wszyscy skłamali, by mnie ratować. Był jeden wyjątek w postaci sekretarza partii, byłego pracownika UB w Warszawie, ucznia strasznego Różańskiego, który torturował ludzi. Teraz miał problemy alkoholowe i władza dała go nam do pracy w prezencie. On zabiegał bardzo, bym znalazł się w więzieniu. Moi mało bystrzy agenci uwierzyli w moją bajkę, że oskarżyciel miał ze mną na pieńku i chciał się zemścić. Głęboką nocą wypuszczono mnie z aresztu. Nie wiedzieć czemu funkcjonariusz wręczył mi 10 zł na powrót kolejką do domu. Szczęśliwy, że znowu jestem wolny, złapałem monetę i pognałem do domu. Takie sobie gry prowadziłem z SB. Nie przypuszczałem, jak niebezpieczne.

Czytaj więcej: KOD 2 : ZŁODZIEJE HISTORII I AUTORYTETÓW CZYLI O NIEGODZIWOŚCI I DUMIE

Co może powstrzymać PiS, czyli w czym nasza nadzieja

ruina PiS s"Wściekłość i szaleństwo mogą w pół godziny zniszczyć więcej niż roztropność, namysł i przezorność potrafią zbudować w ciągu stu lat" Edmund Burke

Tadeusz Jabłoński

W czasie spotkania naszego zespołu programowego z wysłannikami „Le Monde” padło takie właśnie pytanie. Odpowiedzi były różne (od bardzo rozbudowanych i pogłębionych po takie sobie), co zachęciło mnie do własnych przemyśleń. Oto moje odpowiedzi w kolejności od najmniej do najbardziej prawdopodobnych. 

Po pierwsze taką nadzieją na zatrzymanie nieprawnych i wykraczających poza obyczaje polityczne poczynań władzy mogą być naciski zagranicy – poszczególnych państw (przede wszystkim USA), NATO, a przede wszystkim Unii Europejskiej. Takie działania są podejmowane i z pewnością cieszą one obrońców demokracji, jednak nie bardzo wierzę w ich skuteczność. Nawet jeśli obecna władza formalnie współpracuje z takimi organami jak PE czy Komisja Wenecka, to w rzeczywistości nie liczy się z ich opinią, a to dlatego, że dla rządzących Unia Europejska (lub NATO) nie jest wartością, o której trwanie i rozwój warto zabiegać. I będzie tak dopóki KE nie przykręci nam kurka z pieniędzmi lub NATO nie zostawi nas swojemu losowi, a na to na razie się nie zapowiada.

Czytaj więcej: Co może powstrzymać PiS, czyli w czym nasza nadzieja